Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Green Pharmacy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Green Pharmacy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 listopada 2013

Listopadowe włosy, znowu po przerwie :)

Może i po kilkumiesięcznej przerwie, ale ważne, że aktualizacja jest, prawda? ;)

Zima nigdy nie jest łaskawa dla włosów. Plączą się przez szale, gniotą pod czapkami, wystawione są na mrozy... Moje również bardzo źle znoszą zmianę pogody... W tej chwili znowu muszę walczyć, żeby coś jeszcze z nich zostało.
  
  
Długość z przodu - 56cm
    
                                                                                                                         A wcześniej:
  
 
Znowu lecą mi z głowy jak szalone, znowu tracą masakrycznie na objętości. W dodatku jak na złość strasznie się plączą, więc tracę dodatkowe ilości przy próbach rozczesywania. Moje końcówki wyglądają jak małe miotełki, ale chyba wstrzymam się z ich podcinaniem do końca zimy - myślicie, że to dobry pomysł...?
  Urosły właściwie niewiele od ostatniego pomiaru, bo jakieś 2cm, ale to chyba normalny zimowy zastój we wzroście włosów ;)



Żeby jakoś zniwelować efekt plątania się włosów przez szalik, staram się je związywać albo spinać, gdy gdzieś wychodzę. Zwykle stawiam na kok z użyciem tzw. "hairagami" - wróciło u mnie do łask ;) Może trochę "łamie" włosy (nie ma to jak kwadratowe loki po rozpuszczeniu koka ;)), ale nie jest to efekt trwały. Włosy w koku trzymają się więc dobrze, nie trzeba poprawiać w ciągu dnia, a samo zrobienie takiego koka jest proste przy odrobinie wprawy.
   
 
OK, a czego używam do pielęgnacji włosów?
Będzie tego dużo, bo wzięłam się za nie porządnie!
    
Zacznijmy od podstawowych produktów - szamponu i odżywki. Szampon Nu'Fushion Długotrwała Lekkość Dr Ireny Eris to moje nowe odkrycie, jest rewelacyjny i bardzo ubolewam, że nie jest zbyt tani. Pachnie cudnie, dobrze oczyszcza, faktycznie sprawia, że włosy długo są lekkie i świeże. Uwielbiam go :)
Jako odżywki na co dzień (w praktyce co kilka dni) używam maski Bingo Spa z proteinami mlecznymi i elastyną - jak na taką wielkość schodzi mi dość szybko. Ładnie delikatnie pachnie, zdecydowanie ułatwia rozczesywanie włosów, nie obciąża, ale żadnych długofalowych efektów na razie raczej nie widzę. 
  
  
Dodatkowo co kilka-kilkanaście dni nakładam na włosy olej - zwykle jest to amla, bo lubię jej zapach, choć wiem, że to dziwne :P Teraz stawiam na olej Dabur Amla - mam małą zgrabną buteleczkę, z której mi w ogóle nie ubywa - magia! Nie da się nie wspomnieć o kozieradce - znowu po nią sięgnęłam z nadzieją, że pomoże w kwestii wypadania włosów. Na razie zbyt krótko ją stosuję, żeby osądzać, ale liczę na nią ;)
  
  
Doraźnie używam też wcierki Jantar (w butelce z "dzióbkiem"), staram się stosować ją codziennie i podhodować z jej pomocą nowe baby hair. 
Kiedy mam pod je pod ręką, używam również spray'ów do włosów  - eliksiru wzmacniającego Green Pharmacy i mgiełki Farmona Radical, o której zapomniałam do zdjęcia.
  
  
Jakiś czas temu dorobiłam się też suszarki w biedronkowej promocji. Używam bardzo rzadko, ale zdarzają się jednak sytuację, kiedy suszarka jest potrzebna, jakby nie patrzeć... Po tę wysłałam Ukochanego do sklepu, nawet nie pytał mnie o kolor, tylko w ciemno wziął fioletową - jak on mnie zna... :P Sama suszarka okazała się bardzo dobra - dużym atutem jest zimny podmuch :) Jeśli ją gdzieś jeszcze wypatrzycie, śmiało kupujcie, kosztowała chyba 29,90zł.
  
To właściwie na tyle, jeśli chodzi o moje włosiska...
A jak się mają Wasze? Dzielnie znoszą początek zimy? :)

poniedziałek, 4 listopada 2013

Październikowe łupy, denka i podsumowanie

Od dłuższego czasu nie miałam niestety czasu, żeby robić podsumowania miesiąca jak do tej pory... W październiku jednak uznałam, że warto wreszcie się spiąć i udało mi się ogarnąć, co przybywa, co ubywa, a nawet pod koniec miesiąca porobić zdjęcia, więc oto mamy: podsumowanie października :)
  
  
Jeśli chodzi o łupy, powiem Wam szczerze - może nie jest tego najmniej, ale z każdej jednej rzeczy się tu niesamowicie cieszę :) I pewnie prędzej czy później doczekacie się recenzji większości z tych kosmetyków. Za nami kosmetyczna gazetka w Biedronce, nowości wypuszczane na rynek, zamówienie ze sklepu Naturaija.pl, kompletowanie chciejlisty z Kobo... Uzbierało się :)
  
  
Zaczynając od włosów...
Mamy tu mały olejek avocado, właściwie bezmarkowy, teoretycznie do masażu, w praktyce moje włosy go uwielbiają, więc na pewno będzie miał zastosowanie :) W końcu skusiłam się także na kaktusowy olejek Dabur Vatika do włosów, migdałowa wersja mi się podobała, a nuż kaktusowa sprawdzi się jeszcze lepiej? Podobnie z henną Venita w kolorze Kasztan - od dawna chciałam spróbować tego rodzaju farbowania włosów, jak tylko znajdę czas i będzie możliwość, nałożę to cudeńko na włosy :) Mamy tu też dwa szampony DeBa BioVital z Biedronki - nie mogłam się zdecydować na jeden, więc wzięłam dwa - jestem kobietą, mogę! :P Patrzyłam w sumie bardziej na składniki niż na oficjalne zastosowanie, najbardziej przemówiła do mnie wersja z szałwią i olejem Babassu i ta z migdałowym olejem i cytrusami.
  
  
Teraz czas na ciało :)
Najpierw kolejne chciejstwo od dłuższego czasu - olejek kąpielowy Green Pharmacy - pomarańcza bergamota i limonka - pachnie niesamowicie ładnie i świeżo, ale chyba niezbyt na zimę - na razie powędrował do szafy. Druga rzecz na zdjęciu to nowość Lirene - fluid-balsam do ciała. Brzmi dziwnie? Nie szkodzi, bo ładnie zakrywa siniaki, pajączki na nogach itd, do tego daje ładny efekt, więc na jakieś wyjścia będzie w sam raz :) Pianka do golenia Venus o zapachu konwalii to zakup konieczny - piankę Wilkinsona, która średnio mi przypadła do gustu, przejął Ukochany :P Na koniec jeszcze dwa limitowane żele pod prysznic Original Source - mandarynka + bazylia i malina + kakao. Wydaje mi się, że to zdecydowanie bardziej udana limitka od zeszłorocznej zimowej, malina i kakao to mój faworyt :)
  
  
I ostatnia kategoria - twarz i makijaż.
Przybyły mi cztery cienie Kobo Fashion w kolorach, w których się zakochałam: Pale Violet, Aubergine, Green Pistachio, Forest Green, a do nich zostałam uszczęśliwiona paletką magnetyczną. Przybyło też sześć matowych cienie Kobo - to te nowe kolory :) Do tego cztery kredki do oczu Sensique w bezpiecznych kolorach, oraz nowość od Kobo - dwie szminki Fashion Colour w nowych odcieniach - Drop of Wine i English Rose. Obie bardzo 'moje' ;) Dalej mamy dwie nowości Lirene - podkład Glam&Matt oraz cudeńko Lirene Magic Make-up, czyli krem, który zmienia się w podkład. Nie jest to BB, ale żeby pokazać Wam jego działanie musiałabym nagrać filmik, postaram się to wykombinować przy okazji recenzowania go :) Na koniec jeszcze krem-nektar Dr Irena Eris - pisałam już wstępną recenzję na jego temat :)
  
I przechodzimy do denek!
  
  
Nie jest tego dużo, ale i tak jestem całkiem zadowolona. Poszły mi głównie kosmetyki do włosów i do kąpieli - bo wanna stała się znowu moją przyjaciółką po 14h w pracy ;) O włosy też staram się znowu bardziej dbać, więc i kosmetyków więcej idzie. Właściwie prawie wszystko (poza solą do kąpieli i żelem Avon) już tu recenzowałam, więc jeśli jesteście zainteresowane, bez problemu znajdziecie odpowiedni wpis :)
   
Hmmm..., tu powinno pojawić się teraz podsumowanie statystyk. Niestety nie śledziłam ich, więc nie wiem, z jakim stanem zaczynałam miesiąc, zrobię więc może podsumowanie na podstawie statystyk z... czerwca, bo to ostatnia data, kiedy je zanotowałam...
  
30 czerwca >>> 31 października
Obserwatorów GFC: 1688 >>> 1790 (+102)
Fanów na FaceBooku: 866 >>> 916 (+50)
  
Właściwie "bez szału", ale cieszę się, że mimo braku regularności w pisaniu blog i tak jako tako szedł do przodu przez te miesiące, mam nadzieję, że teraz jeszcze uda mi się pogonić go (i siebie), by znowu ruszył z kopyta jak kiedyś ;)
Dziękuję stałym czytelniczkom, że nadal są ze mną! :)
  
Ulubiony kosmetyk października:
http://kosmetyki-orlicy.blogspot.com/2013/10/peggy-sage-paletka-cieni-do-powiek.html

środa, 13 lutego 2013

Włosowa aktualizacja - Luty

Obiecałam Wam, że w tym miesiącu będę Wam miała na ten temat do powiedzenia więcej. Obiecałam też sobie, że porządnie się wezmę za moje włosy. Obu obietnic zamierzam dotrzymać, więc dziś sobie troszkę poczytacie ;)
Aktualnie moje włosy prezentują się tak:
  
     
Długość z przodu - 47,5 cm
  
A było:                                                                                                                     
   
Jeśli chodzi o przyrost, jest dość standardowy, przybyło mi ok. 1 cm. Niestety mam za to wrażenie, że mogło ubyć na objętości, bo włosy wypadają mi obecnie na kilogramy - ale o tym zaraz.
Pojawił mi się już mały odrost, bo farba nie "sprała" się do końca, nie zamierzam jednak na razie farbować znowu, bo szkoda mi włosów, i tak są w kiepskiej kondycji. Pewnie jeszcze trochę koloru zniknie, więc i odrosty nie będą za bardzo widoczne - na razie chyba tylko ja je widzę ;)
 
 
Teraz może przedstawię Wam mój obecny arsenał, którego używam do codziennej pielęgnacji włosów:
  
   
Szampon to nowość - Love2Mix Organic z pomarańczą i chilli - ma przyspieszyć wzrost włosów. Używam go od jakiegoś tygodnia, więc na razie niewiele mogę powiedzieć, ale za jakiś czas na pewno pojawi się jego recenzja :) O odżywce wzmacniającej Joanny Z Apteczki Babuni już Wam tutaj pisałam parę dni temu, zainteresowane bez problemu znajdą w archiwum :) Dodatkowo psikam włosy eliksirem ziołowym Green Pharmacy - mam nadzieję, że pomoże z wypadaniem włosów, a jeśli nie - trudno, i tak uwielbiam go używać, bo ślicznie pachnie ;)
  
Poza tym wczoraj udałam się do mojego ulubionego zielarskiego sklepu i poczyniłam małe zakupy, właśnie z myślą o walce z wypadaniem kudłów...
  
  
Wcierki Jantar już kiedyś używałam i może nie zahamowała wypadania, ale wyhodowała mi masę baby hairów, a i one mi się teraz przydadzą... Na razie dokończę jednak kurację Joanna Rzepa - zostało mi trochę na kilka użyć, pewnie później kupię kolejną butelkę, ale to zobaczymy ;) Drugą rzeczą na zdjęciu są nasiona kozieradki, o których naczytałam się na blogach włosomaniaczek. Jestem już po pierwszym zaaplikowaniu i muszę przyznać - pachnę zupełnie jak przyprawa Maggi :P Planuję używać codziennie na godzinę-dwie przed myciem, ale o tym napiszę więcej jutro :)
  
A żeby nie być gołosłowną... Oto, co wyjęłam ze szczotki i zdjęłam z bluzki po rozczesaniu włosów po myciu...:
  
  
Pewnie kolejne dwa razy tyle gubię w ciągu dnia, a że włosów mam z natury bardzo mało, to dla mnie mała tragedia. Za miesiąc porównamy i mam nadzieję, że będzie poprawa - trzymajcie kciuki!
   
Jak się mają Wasze włosy? :)

piątek, 14 grudnia 2012

Włosowa aktualizacja - Grudzień

Oj, dziś będą od Was baty... W każdym razie powinny być, bo zaniedbałam moje włosy... Za zrobiłam coś, co sprawiło, że ciągle się nimi zachwycam :P Co spowodowało u mnie taki narcyzm? Zobaczcie same :)
  
   
Długość z przodu - 46cm
  
A było:                                                                                                                      
   
Tak tak, pofarbowałam wreszcie włosy :) Ale o tym może zaraz? :)
W ciągu miesiąca urosły około centymetra, czyli przeciętnie. Mam wrażenie, że rosną coraz wolniej, ale może to kwestia długości, że po prostu coraz mniej widać różnicę? Wiem, że na tych zdjęciach z listopada trudno porównywać, bo włosy inaczej się ułożyły, ale mniejsza z tym ;) 
Stan włosów nie zmienił się jakoś specjalnie, a szkoda - nadal strasznie wypadają mi włosy...
  
  
Wracając do farbowania - już zapomniałam, jak dobrze czuję się w ciemniejszych włosach! I jak ładnie błyszczą świeżo po farbowaniu ;) Tak jak ostatnio, farbowałam je szamponem koloryzującym do 24 myć Palette w kolorze Ciemna Czekolada - stwierdzam, że to kolor stworzony dla mnie, choć czasem kusi i na czerń ;) Pewnie tej zimy jeszcze raz odświeżę kolor. A może przełamię się i użyję w końcu jakiejś trwałej farby? Polecacie jakieś dobre, ale w rozsądnej cenie? Zależy mi na łagodności, bo moich włosów jest malutko i są cienkie, więc nie chciałabym stracić tej resztki ;)
  
Teraz może małe spojrzenie na to, czego używałam przez ostatni miesiąc:
  
  
Powinna jeszcze być tu płukanka malinowa Yves Rocher, ale zużyłam ją kilka dni temu. Szampon i balsam Green Pharmacy z pokrzywą bardzo dobrze mi służą, obie butelki już się kończą (a i tak strrrasznie długo pociągnęły), zamienię je pewnie na szampon i odżywkę Joanny z Apteczki Babuni, ale o tym pewnie dowiecie się za miesiąc. Jest tu też duet szamponu i toniku Novoxidyl, o których pisałam wczoraj, więc teraz nie będę się nad nimi rozpisywać. Tonik odstawiam w cholerę, bo większą krzywdę zrobił niż cokolwiek pomógł, ale szampon nadal będę używać co 3-4 mycia. A nuż jednak coś pomoże. Niestety duet przez prawie dwa miesiące używania nie dał sobie rady ze zniwelowaniem wypadania moich biednych włosów.
Dlatego też z podkulonym ogonem wracam do moich starych przyjaciół, którzy zawsze potrafili pomóc mi w takiej trudnej sytuacji jak ta ;)
  
  
Od dziś na nowo zaczynam stosowanie mojego niezawodnego duetu: mgiełki Radical i kuracji wzmacniającej Joanna Rzepa. I myślę, że za miesiąc będę mogła pochwalić się Wam znaczną poprawą :) Trzymajcie kciuki!
Poza tym muszę wrócić do olejowania włosów, stęskniły się za tym. Naprawdę je zaniedbałam ostatnimi czasy... Trzeba je będzie teraz poprzekupiać smakowitymi maskami, olejkami, mgiełkami ;)
     
A jak się mają Wasze włosy? Fundujecie im jakąś specjalną zimową pielęgnację?

niedziela, 21 października 2012

Green Pharmacy - Szampon i balsam do włosów Pokrzywa

Moich zachwytów (no, głównie ;)) nad włosowymi kosmetykami marki Green Pharmacy ciąg dalszy :)
Tym razem chcę Wam napisać o duecie, który stosuję już od jakiegoś czasu - niecałego miesiąca. Może wydawać się to Wam mało, ale przy moim codziennym myciu włosów zdążyłam już dobrze zapoznać się z tą parką :) Zapraszam więc do lektury.
  
  
Opisy producenta i składy:
   
Gdzie i za ile: Rossmann, Natura, BioGaleria.pl - szampony ok. 6zł / 350ml, balsamy ok. 8zł /  300ml
   
Moja opinia:
Oba produkty mają bardzo przyjemne opakowania - kojarzące się ze starymi specyfikami z półek naszych babć, uwielbiam taki design opakowań :) Oba wykonane są z brązowego plastiku, który jest na tyle przezroczysty, że łatwo zobaczyć ile produktu zostało w opakowaniu. Zamykane są klasycznym "zatrzaskiem" - nie ma problemu z otwarciem butelki nawet z mokrymi dłońmi. Plusem jest też fakt, że etykiety są wodoodporne i nie złażą z czasem.
  
   
Szampon ma żelową, dość gęstą konsystencję i zielony kolor. Pachnie bardzo ładnie, ziołowo. Nie czuję w nim konkretnie pokrzywy, ale i tak zapach kojarzy się bardzo pozytywnie. Szampon jest dość wydajny, bo całkiem nieźle się pieni - wystarczy więc mała ilość. Niestety stosowany solo, bez użycia balsamu czy innego specyfiku po myciu może poplątać nasze włosy.
Balsam jest bardzo kremowy, również gęsty. Pachnie tak samo jak szampon, ale z lekką domieszką nieco mydlanego zapachu. Wystarczy naprawdę mała ilość, żeby rozprowadzić ją po całych włosach, myślę, że będę go używać miesiącami ;) Spłukuje się bez większych problemów i nie obciąża włosów, ułatwia ich rozczesywanie.
W duecie produkty te sprawiają, że moje włosy są bardzo świeże i sypkie. Nie przyspieszają (ani nie spowalniają, niestety) przetłuszczania się, ale porządnie myją i odżywiają włosy. Solo nie przyniosłyby takich efektów, bo szampon bez balsamu splątałby włosy, a balsam bez szamponu wiele by nie dał ;)
Czy kupię ponownie? Szampon na pewno. Co do balsamu nie jestem pewna, bo dopiero odkrywam ten rodzaj odżywiania włosów tuż po myciu, testuję różne nowości ;) Wam jednak zdecydowanie polecam oba te produkty :)
  
  
Używałyście już specyfików do włosów Green Pharmacy? Polubiłyście je tak jak ja?

środa, 3 października 2012

Green Pharmacy - Olejek łopianowy ze skrzypem polnym

Nawet nie wiecie, jak się właśnie poświęcam dla Was! Jest godzina 2:00 - dla mnie wieczór, ale głowa boli mnie niesamowicie po kilku godzinach spędzonych w pomieszczeniu pełnym palących osób - bleee... Ale wiem, że rano nie będę miała kiedy napisać recenzji, więc z bólem (fizycznym i egzystencjalnym) biorę się do roboty.
Jakiś czas temu recenzowałam tu olejek łopianowy Green Pharmacy z papryką. Teraz czas na jego różowego brata, ze skrzypem polnym. Wiem, że to niewychowawcze, ale paprykowy brat jest tym bardziej udanym ;)
  
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: np. drogerie Natura, ok. 6zł / 100ml
  
 Moja opinia:
 Opakowanie olejku to ciemna mała plastikowa buteleczka. Plastik jest dość gruby, bardzo trudno jest podejrzeć, ile olejku jeszcze zostało... Bardzo jednak podoba mi się design opakowania i jego funkcjonalność - buteleczka jest szczelnie zakręcana, a jej wylot jest dodatkowo wyposażony w "wypustki", uniemożliwiające wylanie się zbyt dużej ilości olejku.
Olejek jest dość rzadki, bezbarwny. Ma delikatny ziołowy zapach, jednak jest on ledwo wyczuwalny.
   
  
Tym razem stosuję olejek zgodnie z zaleceniami producenta - nakładam go na głowę ok. 30 minut przed myciem włosów, staram się nie trzymać go dłużej. Zwykły szampon bez problemu go zmywa, choć trzeba się chwilę naszorować. Nie ma jednak potrzeby powtarzania mycia. Po wyschnięciu włosy nie są w żaden sposób obciążone, nie przetłuszczają się szybciej niż zwykle.
Olejek z założenia ma hamować wypadanie włosów. Może i nieco hamuje, ale jego działania nie określiłabym mianem "rewelacyjne". Wiadomo, teraz jesień, włosy lecą z głowy garściami i niestety olejek nie bardzo jest w stanie to zmienić. Powinnam jednak wziąć pod uwagę możliwość, że gdybym go nie stosowało, wypadałoby mi ich teraz jeszcze więcej...?
Na razie na pewno zużyję do końca tę buteleczkę, co dalej - zobaczymy. Za 6zł warto wypróbować - taka mała rada, jeśli się wahacie ;)
  
   
Miałyście już styczność z kosmetykami Green Pharmacy? Jakie zrobiły na Was wrażenie?

niedziela, 2 września 2012

Green Pharmacy - Eliksir ziołowy do włosów łamliwych, zniszczonych oraz farbowanych

Trafiacie czasem na kosmetyki, które bardzo Wam odpowiadają, ale mają jedną drobną cechę, która wyklucza je z użycia w Waszym przypadku? Ja trafiam, trafiłam także i tym razem... Eliksir ziołowy, a właściwie mgiełka do włosów marki Green Pharmacy, jest świetna, ale... No właśnie, ale. Poczytajcie:
  
  
Opis producenta i skład:
       
Gdzie i za ile: w Naturach, Rossmannach, na Biogalerii.pl - ok. 10zł / 250ml
 
Moja opinia:
Eliksir ziołowy, choć nazwa jest naprawdę intrygująca, to po prostu ziołowa mgiełka do włosów. Kryje się w brązowej przejrzystej butelce z atomizerem, który sprawdza się naprawdę świetnie - dobrze rozpyla, nie zacina się, nie cieknie. Bardzo podoba mi się design wszystkich kosmetyków z tej marki - wyglądają jak specyfiki z półki naszych prababć, uwieeelbiam! :) Tylko biały kolor pompki średnio mi tu pasuje ;) Eliksir po "wypsikaniu" go na dłoń wygląda jak zwykła woda, a pachnie bardzo intensywnie... rumiankiem. I to jest właśnie ten szkopuł, który odrzuca mnie od tego cuda... Nie znoszę rumianku, słabo mi się robi od tego zapachu! :(
  
   
Specjalnie dla Was, zatkałam jednak nos na prawie dwa miesiące i dzielnie testowałam eliksir. I dobrze zrobiłam, bo poza zapachem - nie mam mu chyba nic do zarzucenia :) Od razu po użyciu włosy są niesamowicie wygładzone, w dotyku wręcz jedwabne - byłam w szoku, kiedy to odkryłam. Zapach na szczęście nie utrzymuje się długo, w przeciwieństwie do tej gładkości :) Od kiedy go stosuję, wyraźnie zmniejszyła się ilość połamanych włosów - owszem, nadal mi troszkę wypadają, ale nie łamią się :) Wydaje mi się także, że zmniejszyło się przetłuszczanie moich włosów - zawsze myłam je codziennie, a teraz powinnam co... półtora dnia :D Tak, to i tak sukces ;) Dodam też, że eliksir w żaden sposób nie skleja i nie obciąża włosów - dokładnie tak, jak obiecuje producent :)
Ogólnie mówiąc, jestem z tego eliksiru bardzo zadowolona. Jakby jeszcze udało się jakoś zmienić jego zapach... Może macie pomysł, jak to zrobić?
  
  
Używacie tego typu mgiełek do włosów? Jakie są Wasze ulubione? :)

czwartek, 16 sierpnia 2012

Green Pharmacy - Olejek łopianowy z czerwoną papryką

Na dziś mam dla Was recenzję produktu, o którym pisałam przy okazji ostatniej włosowej aktualizacji - o olejku łopianowym z czerwoną papryką, marki Green Pharmacy. Jego zadaniem była stymulacja wzrostu włosów. Czy zadanie to wykonał? Myślę, że tak :)
  
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: Rossmann, Natura... ok. 7zł / 100ml
  
Moja opinia:
Olejek mieści się w dość drobnej buteleczce z twardego ciemnego plastiku, z czerwoną zakrętką - są też inne wersje tego olejku, różnią się właśnie kolorem zakrętki. Bardzo podoba mi się sam design butelki i serii ogółem, choć nie podoba mi się to, że nie da się podejrzeć, ile olejku zostało w butelce. Opakowanie jest szczelne, a po jego odkręceniu widzimy wylot taki jak przy zwykłych kuchennych olejach - dzięki niemu łatwiej wylać jednorazowo odpowiednią ilość olejku.
Sam olejek jest lekko żółty i dość gęsty, dzięki czemu aplikacja na włosy jest wygodniejsza, bo nie spływa nam z dłoni, więc jest też wydajny. Pachnie bardzo ładnie - ziołowo, choć pewnie nie wszystkim będzie się ten zapach podobał.
  
   
W moim przypadku aplikacja olejku wyglądała tak, że wylewałam odrobinę na dłoń, po czym rozgrzewałam go w dłoniach - nie chciało mi się nigdy bawić w kąpiele wodne. Wtedy wmasowywałam go w skórę głowy i powtarzałam zabieg, aż włosy były naolejowane równomiernie. Początkowo zostawiałam tak olejek na 20-30 minut, jak nakazywał producent, bo czytałam, że jeśli będzie się go dłużej trzymać, może podrażnić skalp, powodując swędzenie i pieczenie. Raz się zagapiłam z nim na głowie i nie zmyłam na czas - mniej więcej po godzinie sobie o nim przypomniałam, bez żadnych przykrych dolegliwości, zostawiłam go więc jeszcze na trochę. Potem celowo trzymałam go dłużej na włosach, raz nawet zaaplikowałam go na noc - żadnych negatywnych skutków tego nie zauważyłam.
Po zmyciu olejku włosy nie były w żaden sposób obciążone, bez problemu zmywał się zwykłym szamponem bez SLSów - w moim przypadku szamponem BabyDream. Nie wpływał w żaden sposób na przetłuszczanie się włosów, nie zaobserwowałam efektu ich nabłyszczenia czy uniesienia, ale nie tego oczekiwałam. Oczekiwałam za to, że przyspieszy ich wzrost, co zrobił. Moje włosy rosną wolno - średnio 1-1,5cm miesięcznie. Teraz urosły 2cm, co już jest sukcesem. Zobaczymy, czy efekt ten się utrzyma przez kolejny miesiąc stosowania. Uprzedzając pytania - nie wiem, czy pojawiły mi się nowe baby hair - zawsze mam ich dużo, więc trudno mi to zaobserwować.
Ogólnie mówiąc - polecam, jeśli chcecie sprawić, by Wasze włosy rosły szybciej. Do tradycyjnego olejowania na całej długości i dla ładnego błysku polecam jednak standardowe oleje - avocado, migdał itd. TUTAJ znajdziecie mój post o olejowaniu włosów w pigułce.
  
  
A Wy w jaki sposób przyspieszacie wzrost włosów? Jakie macie na to patenty? :)

wtorek, 14 sierpnia 2012

Na ratunek orlicowym włosom! - Po 11. miesiącu...

I upłynął kolejny wakacyjny miesiąc, który był stanowczo za krótki... Czas jednak na kolejną comiesięczną aktualizację włosów - myślę, że przedostatnią, bo powoli dobijamy do roku. Chyba, że później też będziecie chciały tego typu posty? Dajcie koniecznie znać!
  
Aktualnie moje włosy prezentują się ooo tak:
  
  
Długość z przodu - 43,5cm
  
A było:                                                                                                                    
Powoli zaczynam myśleć o moich włosach jako o długich, a nie średnich - bo tak długie jak teraz miewałam bardzo rzadko. Cieszę się coraz bardziej z ich długości, zwłaszcza, że w tym miesiącu urosły 2cm - to dużo jak na nie! Myślę, że wiem, czyja to zasługa, ale o tym zaraz. Ich stan ogólny raczej nie zmienił się jakoś znacznie, choć udało mi się przywrócić im nieco blasku, który straciły przez twardą wodę w czerwcu. Kąpiele w jeziorze i spora ekspozycja na słońce na szczęście im nie zaszkodziła jak na razie, więc tym bardziej jestem zadowolona :)
  
  
W moim włosowym arsenale znalazło się też parę nowości, między innymi te:
  
  
Z włosowymi kosmetykami Green Pharmacy zaprzyjaźnię się chyba na stałe, bo są genialne! Olejek łopianowy z czerwoną papryką ma stymulować wzrost włosów i najwyraźniej działa, myślę, że to dzięki niemu włosy urosły bardziej niż zwykle ostatnimi czasy. Stosuję go nieco inaczej, niż zaleca producent, ale napiszę o nim więcej za parę dni, już w pełnej recenzji, obiecuję ;) Kolejnym produktem tutaj jest eliksir ziołowy do włosów łamliwych, zniszczonych oraz farbowanych. Wieeelką jego wadą jest dla mnie czysty zapach rumianku, którego wprost nie znoszę, ale eliksir jest genialny, więc jakoś się przemęczam. Włosy po nim są niesamowicie gładkie i miękkie. Macie może pomysł, jak zmienić jego zapach, nie psując składu...? 
Pozostałych dwóch kosmetyków nie miałam okazji jeszcze używać - kupiłam je krótko przed wyjazdem, a po powrocie jakoś nie było kiedy na razie. Niemniej, wosk traktuję raczej jako element "wieczoru SPA" niż codziennej czy regularnej pielęgnacji, a co do Amli - mam spore oczekiwania, zobaczymy, czy je spełni :)
  
Poza tym, odkryłam coś jeszcze...
  
   
Tak wyglądają moje włosy po zdjęciu koka po całym dniu. Wieeele bym dała, żeby wyglądały tak na co dzień, bo jak większość prostowłosych dziewczyn, marzę o ładnych skrętach albo falach ;) Niestety, moje włosy są tak uparte, że niezależnie od ilości i mocy użytych kosmetyków do stylizacji, po chwili i tak będą idealnie proste. Nie ma żadnej możliwości zafundowania im takiego wyglądu jak powyżej na dłużej niż 5 minut... W każdym razie mi żadna taka możliwość nie przychodzi do głowy. A może Wy macie pomysły?
  
A jak Wam idzie dbanie o włosy? :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...