Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kobo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kobo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 marca 2014

Kobo - Cienie Fashion: 202 Pale Violet, 209 Aubergine, 213 Green Pistachio, 214 Forest Green

Jeśli miałabym skompletować swoją kolekcję cieni wyłącznie z cieni pojedynczych, na pewno zdecydowana większość z nich pochodziłaby z półek Kobo. Może matowe cienie z serii Mono mnie nie rzucają na kolana, ale jestem wielką fanką ich cieni Fashion - perłowych, metalicznych, czasem kameleonowych. Ostatnio moja kolekcja poszerzyła się o cztery kolejne kolory, więc z radością coś dziś Wam o nich napiszę :)
  
  
Opis producenta:
Niezwykle trwały, intensywny i wyrazisty kolor oraz piękny metaliczny połysk. Bogata formuła zawiera korzystne dla skóry makro i mikroelementy. Cienie można stosować na sucho i mokro w zależności od pożądanej intensywności makijażu. Aplikacja cieni przy pomocy twardej pacynki.
  
  
Skład:
Talc, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Hydrogenated Polyisobutene, Kaolin, Phenoxyethanol (and) Methylparaben (and) Butylparaben (and) Ethylparaben (and) Propylparaben (and) Isobutylparaben, Mica, [+/- CI 77891, CI 77492, CI 77491, CI 77499, CI 77007, CI 77288, CI 75470, CI 77510, CI 77742, CI 77811]

Gdzie i za ile: Drogerie Natura, cień w kasetce 18zł, wkład 14zł, bywają w promocji
Do tego można dokupić magnetyczną paletkę na cztery wkłady w cenie 9,90zł albo na 2 wkłady - 5,90zł.
  
  
Moja opinia:
W moim makijażu, jeżeli już używam cieni, dominują trzy kolory - brązy, zielenie i fiolety. Brązów mam pod dostatkiem, więc tym razem postawiłam na dwa pozostałe typu - zieleń i fiolet. W mojej nowej czwóreczce są dwie zielenie - 213 Green Pistachio, czyli delikatna mięta, i 214 Forest Green, mocna zieleń w odcieniu mrocznego lasu ;) Oba kolory strasznie mi się spodobały, choć zdecydowanie bardziej przekonuje mnie nr 214. Z fioletów mam tu 202 Pale Violet, czyli jasny różo-fiolet, oraz 209 Aubergine - typową oberżynę. Właściwie kiedyś chyba już miałam ten cień, ale przepadł w tajemniczych okolicznościach ;)
Cienie Kobo Fashion mają to do siebie, że są naprawdę proste w obsłudze. Można nimi zrobić delikatny makijaż, dobrze się rozcierają i raczej nie osypują, jednak w razie potrzeby możemy też makijaż wzmocnić, choćby nakładając na mokro, choć przyznam, że sama tego nie praktykuję. Nakładam je pędzelkiem, a nie pacynką i prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej.
Wiecie, że makijaż nigdy nie był moją mocną stroną, nigdy nie wariowałam z nim, na co dzień chodzę z wytuszowanymi rzęsami i linerową kreską, a jeżeli użyję cieni, są to zwykle 2-3 kolory, czasem nawet jeden, jeżeli mam ochotę na któregoś z moich ulubionych kameleonów, jak np. Golden Rose z tej samej serii ;) Niemniej, te cienie z powyższych zdjęć połączyłam w dość oczywisty sposób i powstały dwa makijaże, które co jakiś czas noszę:

(213 Green Pistachio + 214 Forest Green + liner Gosh + tusz L'Oreal)
  
(202 Pale Violet + 209 Aubergine + 205 Golden Rose + liner Gosh + tusz L'Oreal)

W tej chwili paletka tych czterech cieni leży pod lustrem jako jeden z najczęściej używanych produktów do makijażu, co chyba dość jednoznacznie świadczy o mojej opinii o niej ;) Same cienie zdecydowanie polecam, zwłaszcza, gdy są w promocji - jakość jest naprawdę świetna, dobrze się trzymają i nawet laik sobie z nimi poradzi ;)
  
Co się zaś tyczy samej paletki - również polecam, zwłaszcza, że nie jest zbyt droga. Dobrze trzyma cienie i wygląda profesjonalnie, ma tylko jedną wadę. Jej powierzchnia jest taka gumowo-matowa, wygląda dobrze, ale łatwo się brudzi i przestaje dobrze wyglądać ;)
  
 
Macie jakieś cienie z serii Kobo Fashion? A może wolicie serię Mono? :)

wtorek, 10 grudnia 2013

Kobo - Szminki Fashion Colour - English Rose, Drop of Wine

Na dziś mam dla Was recenzję, która już dość długi czas czekała na publikację ;) Napiszę o szminkach Kobo Fashion Colour. Kiedyś już było tu o nich, ale teraz w moje łapki trafiły nowe odcienie - już chyba wiecie, że szminki i inne mazidła do ust to moje słabości i mam zawsze duże rotacje w tej kategorii ;) 
W tej parze mam jeden bardzo trafiony odcień i jeden mniej... Same zobaczcie i poczytajcie :)
  
  
Gdzie i za ile: Drogerie Natura, 16zł / szt
  
Opis producenta i szczegóły:
   
Moja opinia:
Po raz kolejny dałam się złapać na nazwę "English Rose" - ciągle szukam idealnego przybrudzonego różu w szmince, chyba powoli się poddam ;) Ta jest ładna, ale na mnie wygląda karykaturalnie. Jeśli chodzi o czerwień, jest śliczna. Delikatna jak na czerwień, Drop of Wine w pełnej krasie.
To, co się w nowej edycji tych szminek zmieniło to to, że nie wysuszają one ust. Ba, dla mniej wymagających mogą wręcz nawilżać. Dla mnie i tak dużym sukcesem jest to, że jak mam którąś z tych szminek na ustach, to nie płaczą one o balsam ;)
Szminki te są dość miękkie, ale nieco topornie się je rozprowadza na ustach, zachowują się nieco jak kredki świecowe, jeśli wiecie, co mam na myśli ;) Kiedy już uzyskamy satysfakcjonujący nas efekt, niestety nie da się go określić zdecydowanym kolorem, jak obiecuje producent. Mnie to nie przeszkadza, bo nie tego oczekiwałam, ale jednak nie bez powodu taką obietnicę mamy na opakowaniu, prawda? A inne obietnice? Podkreślone usta - hmmm, no są podkreślone, nie da się ukryć, ale zobaczcie na zdjęciu na dole, jak te szminki odznaczają się wewnątrz warg - i nie da się tego w żaden sposób zredukować, choćbym sobie dziąsła pomalowała - efekt po chwili będzie jak poniżej, co widoczne jest zwłaszcza przy moim różu.
  
   
Ogólnie mówiąc, szminki są lepsze jakościowo niż były ich wcześniejsze siostry, myślę, że cała kolekcja dostała lepszą formułę, nie tylko nowe kolory. Nie są one jednak wolne od wad, jak napisałam wyżej i jak widzicie niżej. Mnie się jednak podobają. W tej kategorii cenowej to jedne z lepszych szminek, jakich miałam okazję używać.
Winko na pewno sobie zostawię, bo brakowało mi w kolekcji jakieś delikatnej czerwieni, ale na pewno czerwieni, ale na róż znajdę chyba osobę o bardziej pasującym typie urody - mimo, że ten odcień jest delikatny i stonowany, ja w nim czuję się jak opalona, wytapetowana 15latka na dyskotece z perłowymi usteczkami ;)
  
  
Olaboga, ale mi chaotyczna recenzja wyszła!
  
Używałyście szminek Kobo? Jak Wam się podobały?

poniedziałek, 4 listopada 2013

Październikowe łupy, denka i podsumowanie

Od dłuższego czasu nie miałam niestety czasu, żeby robić podsumowania miesiąca jak do tej pory... W październiku jednak uznałam, że warto wreszcie się spiąć i udało mi się ogarnąć, co przybywa, co ubywa, a nawet pod koniec miesiąca porobić zdjęcia, więc oto mamy: podsumowanie października :)
  
  
Jeśli chodzi o łupy, powiem Wam szczerze - może nie jest tego najmniej, ale z każdej jednej rzeczy się tu niesamowicie cieszę :) I pewnie prędzej czy później doczekacie się recenzji większości z tych kosmetyków. Za nami kosmetyczna gazetka w Biedronce, nowości wypuszczane na rynek, zamówienie ze sklepu Naturaija.pl, kompletowanie chciejlisty z Kobo... Uzbierało się :)
  
  
Zaczynając od włosów...
Mamy tu mały olejek avocado, właściwie bezmarkowy, teoretycznie do masażu, w praktyce moje włosy go uwielbiają, więc na pewno będzie miał zastosowanie :) W końcu skusiłam się także na kaktusowy olejek Dabur Vatika do włosów, migdałowa wersja mi się podobała, a nuż kaktusowa sprawdzi się jeszcze lepiej? Podobnie z henną Venita w kolorze Kasztan - od dawna chciałam spróbować tego rodzaju farbowania włosów, jak tylko znajdę czas i będzie możliwość, nałożę to cudeńko na włosy :) Mamy tu też dwa szampony DeBa BioVital z Biedronki - nie mogłam się zdecydować na jeden, więc wzięłam dwa - jestem kobietą, mogę! :P Patrzyłam w sumie bardziej na składniki niż na oficjalne zastosowanie, najbardziej przemówiła do mnie wersja z szałwią i olejem Babassu i ta z migdałowym olejem i cytrusami.
  
  
Teraz czas na ciało :)
Najpierw kolejne chciejstwo od dłuższego czasu - olejek kąpielowy Green Pharmacy - pomarańcza bergamota i limonka - pachnie niesamowicie ładnie i świeżo, ale chyba niezbyt na zimę - na razie powędrował do szafy. Druga rzecz na zdjęciu to nowość Lirene - fluid-balsam do ciała. Brzmi dziwnie? Nie szkodzi, bo ładnie zakrywa siniaki, pajączki na nogach itd, do tego daje ładny efekt, więc na jakieś wyjścia będzie w sam raz :) Pianka do golenia Venus o zapachu konwalii to zakup konieczny - piankę Wilkinsona, która średnio mi przypadła do gustu, przejął Ukochany :P Na koniec jeszcze dwa limitowane żele pod prysznic Original Source - mandarynka + bazylia i malina + kakao. Wydaje mi się, że to zdecydowanie bardziej udana limitka od zeszłorocznej zimowej, malina i kakao to mój faworyt :)
  
  
I ostatnia kategoria - twarz i makijaż.
Przybyły mi cztery cienie Kobo Fashion w kolorach, w których się zakochałam: Pale Violet, Aubergine, Green Pistachio, Forest Green, a do nich zostałam uszczęśliwiona paletką magnetyczną. Przybyło też sześć matowych cienie Kobo - to te nowe kolory :) Do tego cztery kredki do oczu Sensique w bezpiecznych kolorach, oraz nowość od Kobo - dwie szminki Fashion Colour w nowych odcieniach - Drop of Wine i English Rose. Obie bardzo 'moje' ;) Dalej mamy dwie nowości Lirene - podkład Glam&Matt oraz cudeńko Lirene Magic Make-up, czyli krem, który zmienia się w podkład. Nie jest to BB, ale żeby pokazać Wam jego działanie musiałabym nagrać filmik, postaram się to wykombinować przy okazji recenzowania go :) Na koniec jeszcze krem-nektar Dr Irena Eris - pisałam już wstępną recenzję na jego temat :)
  
I przechodzimy do denek!
  
  
Nie jest tego dużo, ale i tak jestem całkiem zadowolona. Poszły mi głównie kosmetyki do włosów i do kąpieli - bo wanna stała się znowu moją przyjaciółką po 14h w pracy ;) O włosy też staram się znowu bardziej dbać, więc i kosmetyków więcej idzie. Właściwie prawie wszystko (poza solą do kąpieli i żelem Avon) już tu recenzowałam, więc jeśli jesteście zainteresowane, bez problemu znajdziecie odpowiedni wpis :)
   
Hmmm..., tu powinno pojawić się teraz podsumowanie statystyk. Niestety nie śledziłam ich, więc nie wiem, z jakim stanem zaczynałam miesiąc, zrobię więc może podsumowanie na podstawie statystyk z... czerwca, bo to ostatnia data, kiedy je zanotowałam...
  
30 czerwca >>> 31 października
Obserwatorów GFC: 1688 >>> 1790 (+102)
Fanów na FaceBooku: 866 >>> 916 (+50)
  
Właściwie "bez szału", ale cieszę się, że mimo braku regularności w pisaniu blog i tak jako tako szedł do przodu przez te miesiące, mam nadzieję, że teraz jeszcze uda mi się pogonić go (i siebie), by znowu ruszył z kopyta jak kiedyś ;)
Dziękuję stałym czytelniczkom, że nadal są ze mną! :)
  
Ulubiony kosmetyk października:
http://kosmetyki-orlicy.blogspot.com/2013/10/peggy-sage-paletka-cieni-do-powiek.html

wtorek, 4 czerwca 2013

Kobo - Baza i top do paznokci Diamond Powder

Na dziś mam dla Was recenzję gościnną, którą przygotowała moja blogowa bratnia dusza, czyli Seraphine (TU link do jej bloga, warto zajrzeć) - wiem, że już nieraz tu o niej czytałyście i pewnie niejednokrotnie przeczytacie ;)
Seraphine testowała i zrecenzowała tym razem bazę i topa od Kobo, zapraszam do recenzji :)
Oto, co napisała Seraphine:
     
Paznokcie maluję rzadko - przyznaję bez bicia. W tygodniu zwyczajnie mi się nie chce, a ze względu na wykonywaną pracę - łatwo mi stracić połowę lakieru...razem z paznokciami. Dlatego na codzień skracam je jak mogę i nie maluję na widoczne kolory. Kiedy jednak Orlica zaproponowała mi sprawdzenie tych produktów od KOBO - odezwała się moja próżna natura, która uwielbiała kiedyś malować paznokcie i miała naprawdę sporą kolekcję lakierów. Dlatego specjalnie dla Was sprawdziłam na sobie działanie Base Coat'a i Top Coat'a. Zapraszam!
  
  
BAZA - BASE COAT

Opis producenta: 
Znakomity podkład pod lakier. Zwiększa przyczepność lakieru do paznokcia, wydłuża trwałość lakieru, wzmacnia i chroni paznokcie, zawiera prawdziwy diament w proszku. Pojemność 7,5 ml.
    
   
TOP COAT

Opis producenta:
Posiada filtr UV dzięki czemu chroni kolor lakieru przed blednięciem. Daje długotrwały połysk. Przedłuża trwałość lakieru, tworzy elastyczną i wytrzymałą powłokę, zawiera prawdziwy diament w proszku. Pojemność 7,5 ml.
  
  
Gdzie i za ile: Każda drogeria, w której znajduje się szafa KOBO oraz internet, 9.99/7.5 ml

Opinia Seraphine:
Baza, podobnie jak lakier nawierzchniowy, zamknięta jest w typowym dla KOBO opakowaniu, czyli w prostej szklanej buteleczce z plastikową zakrętką. Całość wygląda prosto, ale elegancko - ja przynajmniej lubię taki minimalizm. Przy pierwszym spotkaniu, baza skojarzyła mi się z odżywką do paznokci 8 w 1 z Eveline - zapewne ze względu na odcień w butelce. Pomimo tego przy jednej warstwie na paznokciach ciężko zauważyć zmianę koloru - kryje jak lakier bezbarwny. Pędzelek jest prosty, nie za duży - w sam raz do dokładnego nałożeniu lakieru w kilku pociągnięciach. Wysycha szybko, więc już po kilku chwilach możemy nakładać kolor. 
Po kilka minutach od nałożenia drugiej warstwy lakieru, zabrałam się za Top Coat, czyli lakier nawierzchniowy. Niestety lakier okazał się tak żrący ;), że mimo upływu kilku minut i tak zabarwił pędzelek Top Coat'a na różowo (możecie to zobaczyć na zdjęciu poniżej w pkt 3). Pomimo tego nieprzyjemnego incydentu lakier nawierzchniowy nałożył się gładko, bez problemów i równie szybko wysechł. 
No i niestety to koniec dobrych nowin. Być może trochę wrednie z mojej strony, ale chciałam wypróbować oba specyfiki w ciężkich warunkach - zabrałam się za mycie naczyń oraz sprzątanie. Niestety już po myciu kilku talerzy, końcówki moich paznokci były 'gołe', zaś po odkurzaniu i myciu łazienki - nie miałam połowy z czerwonego lakieru. Nie chcę Wam pokazywać efektów, bo są one paskudne, więc uwierzcie mi na słowo. 
Myślę jednak, że gdyby nie to, że dałam im naprawdę niezły wycisk - całość wytrzymałaby dłużej. Może nie tydzień, ale 2-3 dni z pewnością. Nie możemy jednak malować paznokci i przez 3 dni nic nie robić - nie na tym to polega ;)
Podsumowując, ja niestety nie jestem zadowolona z rezultatów tych 2 panów, jednak te z Was, które na codzień korzystają z usług zmywarki, albo sprzątaczki - powinny być zadowolone. W innym przypadku - radzę niestety poszukać gdzie indziej.
    
     
Stosowałyście te preparaty od Kobo? Podobały się Wam?

piątek, 8 marca 2013

Kobo - Lakiery Colour Trends - 4 New York, 2 Stockholm, 28 Miami

 Czas chyba na wykończenie mojej małej kolekcji lakierów Kobo - Colour Trends - zostały mi trzy, które dziś zamierzam Wam pokazać. Z góry jednak przepraszam za jakość swatchy - ważne, że kolor widać, prawdaaa? ;)
  
  
To ostatnie dotąd niepokazywane kolory, więc zostały dość losowe, niepowiązane ze sobą kolorystycznie. Mogę jednak napisać Wam, co łączy całą serię. Przede wszystkim jest to dobre krycie, w wielu przypadkach wystarczy już jedna warstwa. Po drugie - pędzelki są dość pospolite, ale wygodne, o okrągłym przekroju, o średniej długości. Nie można też narzekać na trwałość - ok. 3 dni na moich miękkich paznokciach, na których mało co trzyma się dłużej.
  
  
Lakiery z serii Colour Trends kosztują 9,99zł w Drogeriach Natura
  
To teraz parę słów o poszczególnych kolorach:
   
  
Nowy Jork to kolor, który określiłabym jako buraczkowy. Kryje przy dwóch warstwach, ma żelowe wykończenie, więc tak czy siak będzie nieco prześwitywał. Jego zaletą jest za to bardzo gładka powierzchnia - tutaj jest bez topa, a na moich bruzdowatych paznokciach oznacz to naprawdę ładny połysk :) Zmywa się bez problemu, choć trochę może barwić skórki.
  

 Sztokholm w ogóle nie kojarzy mi się ze Sztokholmem ;) To morska zieleń, całkiem ładna. Ma kremowe wykończenie, kryje przy dwóch warstwach, ale ma jedną ważną wadę - mocno bąbelkuje na paznokciach. Tutaj to widać, ale druga ręka była znacznie gorsza pod tym względem. Przy zmywaniu jest gładko - nic nie odbarwia, nic nie brudzi, jest szybko i sprawnie.
  
  
Miami z kolei z Miami kojarzy mi się bardzo :) To jasny, wręcz nieco neonowy błękit o kremowym wykończeniu, bardzo letni kolor. Kryje najlepiej z tej trójki, bo już jedna warstwa mogłaby wystarczyć, ale dla pewności dałam dwie warstwy do zdjęć. Niestety także ma kluczową wadę - niesamowicie wżera się w płytkę paznokcia! Bez bazy miałam go na paznokciach dwa dni - po zmyciu paznokcie wyglądały wręcz trupio. Z bazą nie było potem znacznie lepiej. 
  
No, lakiery obcykane! ;) Mam jeszcze bazę i topa z tej serii, za jakiś czas także je zrecenzuję.
Na razie wracam do mojego zdziadziałego światka i lakierów nudziaków, różów itd. ;)
A może byłybyście zainteresowane postem o moich ulubionych lakierach? :)

wtorek, 25 grudnia 2012

Revlon - Top Coaty do paznokci - 340 Stunning & 261 Sparkling

Odpoczywając chwilę od świątecznego obżarstwa chciałabym napisać Wam dziś o dwóch brokatowych topach Revlon. Oba trafiły w moje ręce losowo - to znaczy, że nie ja je wybierałam, ale właściwie podobają mi się i pewnie dołączą na stałe do mojej ogromnej szczęśliwej rodzinki lakierów ;)
  
  
Topy te kosztują tyle samo, co zwykłe lakiery, czyli ok. 20zł. Dostępne są np. w Douglasie, Hebe itd. 
Buteleczki ani pędzelki również nie różnią się wcale od innych lakierów Revlonu - są ładne, smukłe, eleganckie, a pędzelki określiłabym mianem "najzwyklejszych" ;) Średniej wielkości, o okrągłym przekroju. Są za to dość długie - dla jednych to minus, dla drugich plus, dla mnie raczej cecha neutralna :)
  
  
Jak sama nazwa wskazuje, topy służą do pokrywania nimi innego lakieru. Te postanowiłam zestawić z dwoma lakierami Kobo, o których pisałam jakiś czas temu, sparowałam je w ten sposób:
  
  
I co z tego wynikło? :)

  
Top 340 Stunning to srebrny brokat i srebrne heksagony. Zawartość drobinek jest dość marna - na zdjęciach macie jedną warstwę topa i jak widzicie - są one rzadkie na paznokciu. Pozostaje dać drugą warstwę albo zostawić taki właśnie dość subtelny efekt. Top schnie za to bardzo szybko, zwłaszcza, jeśli nie próbujemy na siłę dodawać drobinek, maziając paznokieć kolejnymi warstwami topa, kiedy poprzednia jeszcze nie wyschła ;) Przez swój uniwersalny kolor, top ten będzie się nadawał do wykończenia manicure'u w dowolnym odcieniu :)
   
  
W drugim połączeniu użyłam topa 261 Sparkling. Również składa się z brokatu i heksagonów, ale tym razem w kolorze nieco rdzawego różu. W przeciwieństwie do srebrnego brata, Sparkling pełen jest drobinek, na powyższych zdjęciach też jest tylko jedna warstwa, a błyskotek na paznokciach widać znacznie więcej i ten efekt bardziej mi się podoba - jak już ma się błyszczeć, niech błyszczy się sporo ;) Schnie dość szybko, choć wydaje mi się, że ciut wolniej niż Stunning. Myślę, że na wielu kolorach będzie wyglądał dobrze, ale ja od razu pokochałam go na fiolecie :)
  
Używacie topów? Wolicie takie brokatowe czy może zwykle lub matowe?

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Dookoła świata z Kobo Colour Trends - Wien, Amsterdam, Athens

Jakiś czas temu pisałam o trzech lakierach z nowej serii Kobo, Colour Trends. Seria ta wyjątkowo przypadła mi do gustu już na samym początku, kiedy zobaczyłam nazwy lakierów, odnoszące się do miast świata - uwielbiam geograficzne elementy w każdej dziedzinie ;)
Dziś mam dla Was trzy kolejne odcienie, zobaczcie :)
  
  
Po raz kolejny nie mogłam zdecydować się na kolory, wybierałam je więc drogą losowania. Wyszło więc na to, że tym razem pokażę Wam trzy odcienie: 5 Wien, 25 Amsterdam i 29 Athens.
  
   
Lakiery te kosztują 9,99zł i można je kupić w Drogeriach Natura :)
   
Przyjrzyjmy się więc tym kolorom po kolei:
    
  
Wien to piękny śliwkowy fiolet, średnio ciemny. Nie kojarzy mi się co prawda z Wiedniem, ale i tak niesamowicie mi się podoba, wydaje mi się, że będzie dobrze wyglądał na każdych paznokciach :) Ma kremowe wykończenie, nie zawiera żadnych drobinek. Kryje dobrze, choć do pełnego efektu trzeba dwóch warstw, wtedy powierzchnia paznokcia pięknie lśni, jest gładka. Lakier łatwo się rozprowadza, nie mam mu właściwie nic do zarzucenia :)
  
  
Amsterdam to kremowy turkus, na żywo nieco bardziej zielony niż tu na zdjęciach. Również ciekawy kolor bez grama drobinek, choć znowu nie widzę w odcieniu nic, co kojarzyłoby mi się z Amsterdamem. Chyba, że to nawiązanie do kanałów? ;) Lakier świetnie kryje - tutaj na zdjęciach mam na paznokciach tylko jedną warstwę i nie dopatrzyłam się żadnych smug czy prześwitów, jestem zachwycona! Pokrył też dość dobrze moje podłużne bruzdy w paznokciach :)
   
  
Athens to śliczny czyściutki błękit, kojarzy się z czystym bezchmurnym niebem i chyba potrafię zestawić go sobie w wyobraźni z Atenami (choć jakiś jasny beż bardziej mi do nich pasuje ;)). Tak jak pozostałe, nie ma żadnych drobinek, za to jest dobrze napigmentowany. Jakbym się uparła, wystarczyłaby pewnie jedna warstwa, ale wolałam dać dwie, ale cieńsze. Schnie szybko, więc to nie problem. Również i w tym przypadku bardzo podoba mi się ta gładka powierzchnia lakieru po wyschnięciu ;)

Ogólnie mówiąc, uważam, że ta kolekcja jest wyjątkowo udana. Kolory są piękne, dobrze kryją, mają odpowiednią formułę - nie mam na co narzekać :) Za jakiś czas pokażę Wam jeszcze trzy ostatnie z moich lakierów z tej serii, a później top i bazę, które równie wprowadziło niedawno Kobo :)
  
Macie jakieś lakiery Colour Trends? Które? Podobają Wam się? :)

sobota, 13 października 2012

Dookoła świata z Kobo Colour Trends - Montreal, Tokyo, Shanghai

Dziś post dedykowany osobom, które marudzą, że zamknęłam paznokciowego bloga ;)
Mam dla Was trzy lakiery z najnowszej kolekcji Kobo - Colour Trends, pewnie już o niej słyszałyście :) Otóż Kobo wprowadziło do swojej lekko nudnej i aż zbyt klasycznej oferty lakierów do paznokci... 28 nowych odcieni, zdecydowanie bardziej odważnych i "na czasie" :) Moje serce dodatkowo zdobyli tym, że lakiery mają nazwy od wielkich miast świata - uwielbiam geograficzne motywy, w końcu studiuję turystykę ;) W moich zbiorach znalazło się 9 z tych nowych odcieni, a poza tym baza i top. Wszystkie te rzeczy Wam zrecenzuję, ale po kolei - dziś pierwsza trójeczka lakierów :)
  
  
Przyznam, że jak zobaczyłam te lakiery to dostałam oczopląsu i nie mogłam zdecydować, które wypróbować. W końcu wylosowałam pierwszego, po paru dniach drugiego, aż w końcu trzeciego. Wygląda na to, że to losowanie koloru paznokci mi służy, bo ani razu nie zawiodłam się na tych lakierach jak na razie.
W pierwszej kolejności padło więc na 23 Montreal, 26 Tokyo i 27 Shanghai
  
  
Lakiery te kosztują 9,99zł i można je kupić w Drogeriach Natura :)
  
Przyjrzyjmy się więc tym kolorom po kolei:
  
  
Montreal to szmaragdowo zielony kremowy lakier, nie zawiera żadnych drobinek. Kolor ładny, choć szczerze mówiąc nie kojarzy mi się wcale z Montrealem. Możliwe, że nazwy nadane są losowo, ale jednak lubię widzieć jakiś związek między nimi a kolorami ;) Lakier jest świetnie napigmentowany - wystarczy jedna warstwa do pełnego krycia, jak na zdjęciach powyżej! Jestem pod wrażeniem, bo nie robią się żadne smugi, łatwo jest pomalować paznokcie równo. Tymi bruzdami się nie przejmujcie, tak wygląda moja płytka paznokcia, jedna warstwa lakieru zwykle nie jest w stanie jej zniwelować ;) Dodam jeszcze, że wbrew moim obawom lakier nie odbarwia paznokci i zmywa się zaskakująco łatwo :)
  
  
Kolor Tokyo z kolei bardzo kojarzy mi się z miastem. To głęboki kobaltowy granat, mocno mieniący się, shimmerowy. Baaardzo mi się podoba! Tak jak Montreal, kryje świetnie, bo już przy pierwszej warstwie, jeśli nałożymy ją odpowiednio grubo. Na szczęście szybko schnie, więc nie ma problemu. Nie robi też smug ani prześwitów, ale jak widać - niestety mogą pojawić się pęcherzyki powietrza. Jeśli chodzi o zmywanie, również schodzi łatwo, nie odbarwia płytki paznokcia i nie sprawia, że skórki wokół paznokci wyglądają na sine ;)
  
  
Shanghai był dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem - chyba ślepa jestem, bo w buteleczce wydawało mi się, że to zwykły kremowy ciemnobłękitny lakier, a okazuje się, że nie! Otóż na paznokciach wykwitły w nim śliczne turkusowe drobinki, które nadają lakierowi charakteru :) Wygląda naprawdę świetnie! Tak jak dwaj poprzednicy, kryje idealnie już przy jednej warstwie - pod tym względem ta kolekcja jest genialna - coś dla tych zabieganych ;) Nie robi smug, prześwitów ani pęcherzyków, daje bardzo gładki efekt (w końcu prawie przykrył te moje bruzdy!). Nie ma problemów ze zmywaniem, choć potrafi odbarwić skórki i wszelkie miejsca, gdzie paznokieć był rozwarstwiony.
  

Macie jakieś lakiery z tej kolekcji? Które? Lubicie je? :)

piątek, 7 września 2012

Urodzinowy konkurs z Lirene i Kobo - WYNIKI!

Uff, doczekałyście się ;)
Przez dwa dni intensywnie zastanawiałam się, jak podsumować konkurs, które zgłoszenia wybrać, jak to wszystko zorganizować. Uznałam, że całości byłoby zbyt dużo na jeden post, dlatego od jutra, przez trzy dni, będą się pojawiać posty ze zgłoszeniami i podsumowaniami każdej kategorii :)

Na dziś, na początek oczywiście... WYNIKI! :)
  
  
Więc po kolei...

W kategorii MAKIJAŻ nagrodę otrzymuje...:

 "Moja inspiracją stały się twoje zainteresowania postanowiłam skupić się na fantastyce i tak powstała moja wizja księżniczki z obrazów ukazujących wizerunki księżniczek z długimi włosami i zjawiskowymi makijażami. mam nadzieję że spodoba ci się mój makijaż :D Wykonałam go również w wersji elfa ale niestety moje uszy nie wyszły zbyt dobrze :D"
  
ARmakeup

Agnieszko, wędruje do Ciebie zestaw nr 1:
  
W kategorii MANICURE zwyciężyła...:
  
"Na paznokciach również chciałam posłużyć się piórkowym motywem, niestety jak się okazało malowanie piórek nie było takie łatwe i aparat uchwycił je całkiem inaczej. Może mimo wszystko odnajdziesz tam motyw piór. Kolorystyka w tym przypadku nawiązuje do barw orła."
  
Nie-Codzienna
  
Natalio, poleci do Ciebie zestaw 3:
   
I w ostatniej, wcale nie gorszej kategorii, wygrywa...
  
   
Wypad
  
Twoją podpowiedź od razu wykorzystałam, za co w kolejnych odpowiedziach zebrałam sporo pochwał ;) Poleci do Ciebie zestaw nr 2:
  
Dziewczyny, odezwę się dziś do Was w sprawie adresów :)
W każdej z tych prac coś mnie urzekło, ale wierzcie mi, wybrać było trudno. W każdej kategorii miałam niezłą zagwozdkę, żeby wytypować zwycięzcę! Sami zobaczycie, kiedy w ciągu najbliższych dni pokażę Wam pozostałe zgłoszenia :)

Dziękuję wszystkim Wam za udział w konkursie! Choć obawiałam się, że będzie małe zainteresowanie ze względu na dziwaczny temat, zgłoszeń dostałam sporo, za co jestem Wam wdzięczna! :) Mam nadzieję, że zobaczę Wasze prace także przy okazji kolejnych konkursów :)

środa, 15 sierpnia 2012

URODZINOWY KONKURS Z LIRENE I KOBO

Wiecie, że 8 sierpnia mój blog skończył już roczek?
A zauważyłyście, że jest Was już tu ponad tysiąc?
Z tej okazji po prostu MUSIAŁAM coś dla Was przygotować! :)
  

Przed Wami konkurs, nad którym dumałam od naprawdę dawna! Zastanawiałam się, jak go zorganizować, żeby wszyscy mogli wziąć udział i mieć równe szanse... Nagrody mamy trzy, więc postanowiłam zrobić dwie konkurencje.
Dwie nagrody trafią do osób, które zdecydują się przesłać mi na maila makijaż albo manicure w jakiś sposób kojarzący się z moim blogiem lub ze mną, a co! ;) Raz w roku można pozwolić sobie na taki snobizm, zwłaszcza przy tej okazji :)
Trzecia nagroda powędruje do osoby, która najciekawiej odpowie na proste pytanie: Co podoba Ci się na moim blogu, a co byś zmieniła? O czym czytasz najchętniej, a jakie notki pomijasz? Chodzi po prostu o to, aby udzielić mi jak najkonstruktywniejszych informacji o tym, jak postrzegany jest blog. Prowadzę go z myślą o Was i także Wam ma się on podobać, więc wszelkie uwagi (i komplementy też, czemu nie :D) są mile widziane :)
  
A co dokładnie jest do wygrania?
   
Zestaw nr 1 zawiera:
Lirene Głębokie Nawilżanie - Serum do ciała
Lirene Głębokie Nawilżanie - Peeling do ciała
Lirene Pielęgnacja Oczyszczająca - Oczyszczający żel peelingujący
Lirene Lactima - Płyn do higieny intymnej Łagodzenie
Lirene Aqua Nawilżanie - Krem intensywnie nawilżający na dzień
Lirene Odżywanie - Maseczka Witaminowa odbudowa i zdrowa cera
Lirene - Podkład City Matt - 204 Naturalny
Kobo - Podkład Smoothing Make Up - 501
Kobo - Podkład Matt Make Up - 101 Ivory
Kobo - Mineralny puder sypki - 201
Kobo - Mix korektorów
Kobo - Lash Modeling Mascara
Kobo - Intense Pen Eyeliner - 101 Black
Kobo - Szminka Extreme Gloss - 209 Rosy Bronze
Kobo - Pure Pearl Pigment - 502 Misty Rose
Kobo - Baza pod makijaż Smooth Make Up Base
  
 Zestaw nr 2 zawiera:
Lirene Intensywna Regeneracja - Ratunek w kremie do ciała
Lirene Stop Cellulit - Peeling do ciała
Lirene Pielęgnacja Oczyszczająca - Delikatny kremowy żel do mycia twarzy
Lirene Lactima - Żel do higieny intymnej Hypoallergenic
Lirene Design Your Style 20+ - Krem wygładzająco-rozpromieniający na dzień i na noc
Lirene Wygładzanie - Maseczka samowchłaniająca z wyciągiem z liści winorośli
Lirene - Podkład City Matt - 207 Beżowy
Kobo - Podkład Smoothing Make Up - 502
Kobo - Podkład Matt Make Up - 101 Ivory
Kobo - Mineralny puder sypki - 201
Kobo - Mix korektorów
Kobo - Lash Modeling Mascara
Kobo - Intense Pen Eyeliner - 101 Black
Kobo - Szminka Extreme Gloss - 202 Light Coral
Kobo - Pure Pearl Pigment - 503 Frosty White
Kobo - Baza pod makijaż Smooth Make Up Base
  
 Zestaw nr 3 zawiera:
Lirene Intensywna Regeneracja - Ratunek w kremie do ciała
Lirene Intensywna Regeneracja - Peeling do ciała
Lirene Pielęgnacja Oczyszczająca - Żel nawilżający do mycia twarzy
Lirene Lactima - Żel do higieny intymnej Odświeżenie
Lirene Aqua Nawilżanie - Delikatny krem nawilżająco-ochronny na dzień
Lirene Anty-Stres - Maseczka samowchłaniająca z proteinami ze słodkich migdałów
Lirene Natural Look 2w1 Fluid + Baza - 407 Light
Kobo - Podkład Smoothing Make Up - 501
Kobo - Podkład Matt Make Up - 101 Ivory
Kobo - Mineralny puder sypki - 201
Kobo - Mix korektorów
Kobo - Lash Modeling Mascara
Kobo - Intense Pen Eyeliner - 101 Black
Kobo - Szminka Extreme Gloss - 205 India Rose
Kobo - Pure Pearl Pigment - 510 Smoky Silver
Kobo - Baza pod makijaż Smooth Make Up Base
  
         
    REGULAMIN:
      
    1. Organizatorem konkursu jestem ja, autorka i właścicielka bloga "Orlica o wszystkim i o niczym".
    2. Nagrody sponsorowane są przez marki Lirene i Kobo.
    3. Konkurs trwa od dnia 15.08.2012 do dnia 04.09.2012, godz. 23:59.
    4. Warunkiem wzięcia udziału w konkursie jest publiczne obserwowanie bloga via GFC. Mile widziane jest także opublikowanie informacji o konkursie na swoim blogu, FaceBooku albo Twitterze. Nie jest to warunek, niemniej będę za to wdzięczna ;)
    5. Wyłonionych zostanie trzech zwycięzców, wszyscy wybrani przeze mnie, w dwóch kategoriach:
      a). makijaż albo manicure związany w jakiś sposób z moim blogiem lub ze mną (2 osoby)
      b). konstruktywna odpowiedź na pytanie konkursowe (1 osoba)
    6. Każdy uczestnik konkursu może wziąć udział w obu kategoriach, a kategorii praktycznej może zgłosić dwie prace - jeden makijaż i jeden manicure.
    7. Pierwszeństwo w wyborze nagrody mają zwycięzcy z pierwszej kategorii - najpierw za makijaż, potem za manicure. 
    8. Aby wziąć udział w kategorii praktycznej należy przesłać zdjęcie lub zdjęcia swojej pracy na maila polishpolishaholic@gmail.com, w tytule pisząc "Urodzinowy konkurs - *Twój nick*". W treści maila powinny znaleźć się też takie informacje jak nick, pod jakim mnie obserwujesz na blogu, numer zestawu, który chciałabyś wygrać, link do ewentualnie opublikowanej informacji o konkursie (nieobowiązkowo), a także krótki opis pracy i inspiracji. Wysyłając mi swoje zdjęcia automatycznie zgadzasz się na ich publikację na moim blogu. Zdjęcia nie mogą zostać poddane obróbce graficznej (wyjątkiem jest regulacja kontrastu, balansu bieli czy nasycenia, jednak obejmująca całe zdjęcie, nie punkty), powinny być w dobrej rozdzielczości - min. 800x600px. W przypadku makijażu, zdjęcia powinny obejmować całą twarz (albo chociaż większy jej kawałek ;)), a w przypadku manicure'u - przynajmniej cztery paznokcie.
      UWAGA, WAŻNE - jeśli po przesłaniu swojej pracy, w ciągu 24h nie dostaniecie ode mnie potwierdzenia jej otrzymania, to znaczy, że praca nie doszła. Spróbujcie z innego maila albo skontaktujcie się ze mną, a coś wymyślimy :)
    9. Aby wziąć udział w drugiej kategorii, wystarczy wypełnić formularz poniżej.
    10. Zwycięzcy zostaną wyłonieni w ciągu 72h od zakończenia konkursu oraz powiadomieni mailowo.
    11. Wysyłka nagród jest możliwa tylko na terenie Polski - jeśli mieszkasz za granicą, w przypadku wygranej paczkę mogę wysłać do Twojej rodziny w Polsce.
    12. Jeśli nie masz skończonych 18 lat, musisz mieć zgodę rodzica lub opiekuna na udział w konkursie.




    Wam życzę powodzenia i kreatywności, a Pani Ani i Panu Darkowi serdecznie dziękuję za umożliwienie mi zorganizowania tego konkursu! :)

    LinkWithin

    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...