Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pudry do twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pudry do twarzy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 listopada 2012

KONKURS: Wygraj nowy puder Joko!

Jak zapowiadałam jakiś czas temu na blogowym profilu na FaceBooku, czas na szybki konkurs :)
  
     
Jak już pewnie wiecie, Joko wprowadziło na rynek nową kolekcję, Night in Venice, nawiązującą swoją tematyką i motywami do maskarady rodem z Wenecji. W skład tej kolekcji wchodzą między innymi dwa odcienie pudru brązująco-rozświetlającego, ogromnego (22g!) i z pięknym wzorem. Domyślam się, że tak jak i mi, zaświeciły Wam się oczy na ten widok :)
Dlatego dziś macie możliwość wygrać ten puder u mnie!
Zwycięzca otrzyma tę nieco jaśniejszą wersję pudru - dla blondynki, choć myślę, że zimą nada się także dla brunetek :)

Co trzeba zrobić, żeby wygrać? 
Otóż wystarczy być obserwatorem mojego bloga i odpowiedzieć na proste pytanie konkursowe:
  
Za kogo bądź za co przebrałabyś się, idąc na imprezę kostiumową?
Dlaczego? Jak wyglądałaby Twoja charakteryzacja?
    
Krótki regulamin konkursu:
  1. Nagrodę sponsoruje firma Joko.
  2. Konkurs organizowany jest dla jawnych obserwatorów mojego bloga.
  3. Nagrodę otrzyma osoba, która najciekawiej odpowie na pytanie konkursowe. Zwycięska odpowiedź zostanie wybrana przeze mnie i przez Panią Justynę - przedstawicielkę marki Joko.
  4. Konkurs trwa tydzień - od momentu opublikowania do dnia 11 listopada 2012, do godziny 23:59.
  5. Nagroda zostanie wysłana tylko na terenie Polski.
  6. Uczestnicy konkursu, którzy nie ukończyli 18 lat, muszą mieć zgodę opiekuna na udział.
  7. Wyniki ogłoszone zostaną w ciągu 72h od zakończenia konkursu, a zwycięzca otrzyma e-maila z informacją o wygranej. 
  8. Zgłoszenia należy składać w komentarzach pod tym postem, wg wzoru:
  • Obserwuję jako...
  • E-mail:...
  • Odpowiedź... 
 Nie jest to oczywiście warunek konieczny, ale będzie mi bardzo miło, jeśli polubicie także profil bloga na FB (klik) oraz podacie mi swoje typy w zakładce "Co wkrótce?" (klik). Dziękuję :)
   
Zapraszam serdecznie do udziału w konkursie - nagroda może i jest drobna, ale kto wie - może ich przybędzie, jeśli zachwycicie nas odpowiedziami ;)
Powodzenia! Czekam na Wasze odpowiedzi, bardzo jestem ich ciekawa :)

środa, 17 października 2012

Joko Mineral - Puder (bronzer?) spiekany - J06

Coś ostatnio Joko, które plasuje się w czołówce moich ulubionych marek, mnie zawodzi... Trafił w moje łapki puder. Wszystko pięknie, choć z początku byłam pewna, że to bronzer. Kiedy doczytałam, że jednak nie, przeraziłam się, że komukolwiek taki odcień może służyć jako puder ;) Dla mnie pozostał bronzerem. Cóż, kiepskim bronzerem.
  
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: na stoiskach Joko i np. na Inermis.pl - ok 25zł / 7g
  
Moja opinia:
Myślę, że najważniejszą cechą tego pudru jest jego kolor. Trafiła do mnie wersja najciemniejsza, czyli nieco przerażający iskrzący ceglak. Aż dziw bierze, że dla kogoś faktycznie mógłby być puder. Ja jestem bladziochem, więc brałam go pod uwagę tylko jako bronzer, ale niestety się nie sprawdził.
Zacznijmy jednak od opakowania. To ładna, prosta i elegancka kasetka, otwierana tak, jak np. kieszonkowe lusterko. Joko przyzwyczaiło mnie do solidnych opakowań, więc zdziwiłam się, kiedy zauważyłam, że to jest nieco luźne w zawiasach. W praktyce to w niczym nie przeszkadza, ale nie wiem, czy w przyszłości nie rozwali się samo z siebie? Puder nie ma zapachu, jest dość miękki i łatwo nałożyć go w dużej ilości, więc trzeba się pilnować. Dodam jeszcze, że ma bardzo delikatne drobinki, co jest tym bardziej zaskakujące dla "pudru".
  
  
Na twarzy kolor pudru wygląda tak... gliniasto. Chyba nie pasuje mi do karnacji, wydawał mi się zbyt pomarańczowy. Wybaczcie brak zdjęcia na twarzy - moja cera jest dość niewyjściowa teraz... 
Tak jak już wspominałam, łatwo nałożyć go za dużo i zrobić sobie pomarańczowe plamy na twarzy, trzeba więc uważać z ilością. Na szczęście łatwo się też rozciera, więc w razie czego jakoś pozbędziemy się nadmiaru. Wadą jest niestety to, że zastosowany jako bronzer dość szybko blednie i znika. 
Cóż, podsumowując, u mnie ten pudro-bronzer nie sprawdził się w ogóle, więc bez wyrzutów sumienia puszczam go dalej świat. Raczej nie polecam, choć to już od Was zależy - o jaki efekt Wam chodzi :)
   
  
Miałyście kiedyś puder, który okazał się bronzerem albo odwrotnie? ;)
A może używałyście tych mineralnych pudrów od Joko?

sobota, 6 października 2012

Joko - Mineralny puder sypki z szafirem - 21

Kolejna recenzja, na którą część z Was czekała już długo... Powoli kończę nadrabianie recenzjowych zaległości ;) Na dziś mam więc dla Was parę słów o mineralnym sypkim pudrze z szafirem od Joko. Zazwyczaj kosmetyki Joko mnie zachwycają albo, co zdarza się rzadziej, kompletnie zawodzą. Tym razem mamy sytuację pośrednią, bo puder uważam za przeciętny.
  
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: na stoiskach Joko albo np. na Inermis.pl, 27zł / 11g
  
Moja opinia:
Opakowanie pudru to dość spory plastikowy słoiczek, bezbarwny z czarną zakrętką, na której widzimy eleganckie złote napisy. Pod spodem słoiczka jest naklejka z podstawowymi informacjami - opisem, składem itd. Po odkręceniu słoiczka ukazuje nam się składana ulotka z dodatkowymi informacjami - zobaczcie ją poniżej. Pod nią z kolei znajdziemy plastikową osłonkę z dziurkami, dzięki którym łatwiej jest wydobyć odpowiednią ilość pudru. Dziurki zaklejone są przezroczystą taśmą zabezpieczającą - kiedy mam jeszcze pełne opakowanie, wolę odciąć połowę tej taśmy tak, by część dziurek nadal była zaklejona.
  
   
Mój odcień to 21, czyli prawie najjaśniejszy, bo gama obejmuje numerki od 20 do 23. Jest to bardzo ładny, jasny porcelanowy beż, średnio kryjący. Nakłada się go dość łatwo, jak na puder sypki, nie osypuje się jakoś strasznie. Na twarzy właściwie go nie widać, choć cera jest wyraźnie wygładzona, zmatowiona i wygląda zdrowo. Wszystko byłoby pięknie, gdyby efekt ten się utrzymywał, a tymczasem po dwóch, trzech godzinach trzeba puder nakładać raz jeszcze, bo efekt zupełnie znika z twarzy. Muszę jednak przyznać, że naprawdę nie zapycha ani nie "dusi" cery, w ogóle go nie czujemy, nawet po nałożeniu trzeciej warstwy w ciągu dnia. Naprawdę, gdyby efekt trzymał się dłużej byłby to chyba puder idealny, ale ta słaba trwałość nieco mnie zniechęca, zwłaszcza, że z pudrem sypkim nie jest tak łatwo ukradkiem przypudrować nosek będąc poza domem ;)
Jeśli nie zależy Wam na wielogodzinnej trwałości - zdecydowanie polecam. Jeśli tak jak ja wolicie coś trwalszego, nastawcie się jednak na częste poprawki albo ewentualnie bibułki matujące.
   
    
Używałyście tego pudru? A może innych pudrów mineralnych? Polubiłyście je?

czwartek, 6 września 2012

Vipera Cashmere Veil - Puder koloryzujący kremowy - 707

Wiem, że z niecierpliwością czekacie na wyniki konkursu (wysyłanie mi maili z ponagleniami wiele nie zmienia ;)), ale dam sobie na to jeszcze jeden dzień, a na dziś przygotuję recenzję pudru - dawno nie było kolorówki, czy mi się wydaje? ;) Padło na puder od Vipery, który jest dla mnie całkiem pozytywnym zaskoczeniem :)
  
   
Opis i szczegóły produktu:
  
   
Gdzie i za ile: na stoiskach Vipery, ok. 15zł / 13g
  
Moja opinia:
Przede wszystkim, już na wstępie spodobało mi się opakowanie - czarna kasetka ze srebrnym wzorem, bardzo takie lubię (choć ten pewnie szybko zniknie, już jest miejscami starty...) ;) Zamknięcie jest średnie - łatwo się otwiera, czasami wieczko kasetki może samo odskoczyć, co nie jest najlepsze w przypadku noszenia pudru w torebce - bo właśnie do takiego użytkowania ten puder się nadaje najlepiej. Wewnątrz kasetki znajdziemy gąbeczkę do nakładania pudru. Wolę pędzel, ale gąbeczka jest OK, kiedy będąc gdzieś poza domem musimy poprawić makijaż, dlatego w tym przypadku się to sprawdza :) Między gąbeczką a pudrem jest sztywna ochronna "płytka", żeby puder się niepotrzebnie nie ścierał.
  
  
Puder jest dosyć miękki i jasny. Po nałożeniu na twarz daje leciutko satynowy efekt, ale też pięknie matuje - taki zdrowy, niepłaski mat :) Nie jest zbyt kryjący, ale wyrównuje nieco koloryt, lekko niweluje efekt opalenizny, której wcale nie chciałam ;) Nie podkreśla suchych skórek, daje ładny naturalny wygląd. Niestety, nie trzyma się na twarzy zbyt długo, bo już po jakichś dwóch godzinach wypadałoby poprawiać - ale zaznaczam, że moja twarz wprost uwieeelbia się świecić ;)
Nie jest to mój ulubiony puder, ale ostatnimi czas noszę go w torebce (i w minikosmetyczce, gdzie ma mniej miejsca na ewentualne otwarcie się ;)) i służy mi w ciągu dnia. Do tego celu polecam :)
  
 
Co zwykle macie przy sobie w torebce? ;) Używacie pudrów w kompakcie?

wtorek, 3 lipca 2012

Hean - Puder rozświetlający w kuleczkach - 01

Na dziś mam dla Was ostatni kosmetyk Hean w mojej kolekcji - jest to puder rozświetlający w kuleczkach, które w tym przypadku określiłabym prędzej perełkami. Ogólnie nie stosuję rozświetlaczy - wystarczy mi mój "naturalny blask" spowodowany tłustą cerą ;) Kiedy jednak otrzymałam do recenzji te kuleczki, pomyślałam "A co mi tam, wypróbuję!". Średnio na tym wyszłam, ale nie z winy samych perełek ;)
   
  
Opis producenta i skład:
  
   
BTW, czy tylko mnie tak razi kropka po "nr"? :P
  
Gdzie i za ile: np. na Hean.pl, 14,99zł
  
Moja opinia:
Cóż, pech chciał, że z oferty trzech rodzajów kuleczek - rozświetlające, brązujące i złociste - mnie trafiły się akurat te pierwsze. Pewnie się mylę, ale jakoś zakodowałam sobie kiedyś, że rozświetlacze bardziej pasują osobom o chłodnym typie urody, a te z ciepłym, jak jesienna ja, powinny dodawać sobie blasku bronzerami z drobinkami itd. Dlatego właśnie w tym rozświetlaczu czułam się bardzo nijako.
Opakowanie perełek jest plastikowe, wydaje mi się średnio solidne - nigdy mi nie spadło, ale obawiam się, że mogłoby na tym ucierpieć. Same perełki zabezpieczone są cieniutką plastikową osłonką, żeby nie latały po całym opakowaniu i nie kruszyły, obijając się o siebie. Żeby użyć, po prostu zdejmujemy osłonkę i traktujemy perełki pędzlem.
  
  
Perełki te nieco różnią się od siebie odcieniem, ale nie są to różnice kolosalne - jak widzicie na zdjęciu wyżej. Są one blado-srebrzysto-różowe ;) W pudełku znajdziemy ich kilkadziesiąt i są mniej więcej równej wielkości - na oko powiedziałabym, że 5-6 mm średnicy. Porównajcie sobie na zdjęciu poniżej:
  
  
Aplikacja nie jest najszybsza - trzeba się trochę namachać pędzelkiem, żeby efekt był w ogóle widoczny na twarzy. Miałam wrażenie, że perełki są aż zbyt twarde, pędzel nie nabierał zbyt dużo "pyłku". Dzięki temu trudno sobie zrobić krzywdę tym cackiem, ale lubię "skuteczniejsze" produkty. Na twarzy puder faktycznie ładnie rozświetla, ale ja się z tym czułam po prostu źle, mam wrażenie, że w ogóle mi ten efekt nie pasuje. Nie jest też najtrwalszy - mimo, że nie wychodziłam z domu z tym produktem na twarzy, efekt zanikał po 2-3 godzinach.
  Zobaczcie, jak prezentuje się na skórze - na pierwszym zdjęciu mazałam po dłoni bezpośrednio kuleczką, na drugim nałożyłam go pędzlem na kości policzkowe.
 
  
Podsumowując, trudno jest mi ocenić obiektywnie ten produkt. Jakościowo nie jest może najlepszy, ale też nie ma tragedii. Ja jednak pozbędę się go od razu po opublikowaniu tej recenzji - na pewno znajdzie się na niego chętna, której będzie pasował ;)
  
A Wy używacie rozświetlaczy? Co myślicie o stosowaniu ich przy ciepłych typach urody?

czwartek, 31 maja 2012

LaRosa - Mineralny puder sypki - 62 Ivory

Pisałam Wam już o podkładzie i cieniach mineralnych marki LaRosa. Został mi więc do zrecenzowania puder i bronzer - tym pierwszym zajmę się dzisiaj. Puder byłby całkiem niezły, gdyby nie pewien spory mankament, który dla mnie skreśla ten produkt całkowicie...
  
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: futurosa.net, 30zł / 4,5g
  
Moja opinia:
Opakowanie pudru to plastikowy bezbarwny słoiczek ze srebrną zakrętką. Gdy go odkręcimy, naszym oczom ukarze się biały puszek - równie uroczy, co niepraktyczny ;) Jest za mały, żeby cokolwiek nim nakładać na twarz, poza tym nie wydaje mi się, żeby był specjalnie wygodny ;) Sam puder jest umieszczony za plastikową "błonką" z dziurkami, co znacznie ułatwia dozowanie pudru. Dziurki te są dodatkowo zabezpieczone naklejką. Jak do tej pory wszystko super, nie sądzicie?
 
    
Puder ma jasnobeżowy kolor, naprawdę ładny, świetnie pasowałby do mojej cery. A czemu nie pasuje? Otóż okazuje się, że produkt ten bardziej podpada mi pod rozświetlacz niż puder...

Spójrzcie na to zdjęcie obok. Nie jest ostre, ale widać, o co mi chodzi. Jest tam smuga zrobiona tym pudrem, okazuje się, że zawiera on mnóstwo maleńkich drobinek. Jako posiadaczka tłustej cery, zawsze dążyłam do matu, w czym pomagał mi puder. Puder z drobinkami wydaje mi się lekkim paradoksem ;) Wiem, że wiele z Was takich używa, ale ja się nie mogłam przekonać. Użyłam go parę razy w domu, ale źle się w nim czułam, mimo, że niwelował "tłusty" blask mojej cery i trzymał się całkiem nieźle.
Niestety, ja jestem na nie.


Wyszła z tego bardzo krótka recenzja, ale właściwie nie mam nic do dodania. To jedyny kosmetyk LaRosa, do którego nie jestem pozytywnie nastawiona... Niedługo napiszę Wam jeszcze o bronzerze.

  
Używacie pudrów z drobinkami czy wolicie absolutny zdrowy mat?

piątek, 4 maja 2012

Kobo True - Mineralny puder matujący 202

Ciekawe byłyście letniej kolekcji Kobo, więc na dziś przygotowałam recenzję pudru mineralnego :) Z tego kosmetyku jestem najbardziej zadowolona, choć i podkład zapowiadał się rewelacyjnie, a później mnie nieco zawiódł. Niemniej, puder okazał się naprawdę świetny. Zapraszam do bardziej szczegółowej lektury :)
   
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: drogerie Natura, 23zł / 8g

Skład: Talc, Titanium Dioxide C.I. 77891, Mica, Kaolin Clay C.I. 77004, Zinc Oxide C.I. 77947, Polymethylsilsesquioxane (and) HDI/Trimethylol Hexyllactone Crosspolymer, Theobroma Grandiflorum Seed Butter, Calcium Carbonate, Bambusa arundinacea Stem Powder, Caprylic/Capric Triglyceride
Pigmenty: C.I.: 77-019, 77-891, 77-492, 77-491, 77-492, 77-499
Mica (and) Titanium Dioxide (and) Iron Oxides

(Skład zdobyty dzięki Trustmyself :))

Moja opinia:
Mam odcień 202 - jest to wersja ciemniejsza, ale choć jestem bladziochem, całkiem nieźle mi pasuje :)
Puder zamknięty jest w solidnym plastikowym słoiczku. Po jego odkręceniu ukazuje nam się "sitko", zaklejone folią ochronną. To, co lubię w produktach Kobo to fakt, że ta folia ochronna ma perforację pośrodku, co umożliwia oderwanie tylko jej połowy, żeby nie wysypywało się za dużo pudru - bardzo praktyczna sprawa.
Sam puder ma lekko piaskowy odcień, ale wydaje mi się, że ładnie stapia się on z kolorem cery. Aplikacja jest przyjemna, choć nieco się osypuje, jak to puder sypki... Mimo to, łatwo i szybko możemy przypudrować całą twarz, uzyskując ładny zdrowy mat bez płaskiego efektu. W dodatku mat ten utrzymuje się zaskakująco długo - teraz, w te upalne dni, utrzymuje się około trzech godzin - na mojej tłustej cerze to naprawdę dobry wynik. Kiedy mat znika, a cera zaczyna się świecić, nie tworzą się żadne spływające plamy - możemy spokojnie przypudrować ponownie. Puder nie podkreśla suchych skórek ani porów, wygląda na twarzy naprawdę ładnie i naturalnie.
Nie wiem, jak to się ma do "mineralności", ale przypasował mi on znacznie bardziej niż mineralny puder La Rosa, o którym również niedługo napiszę. 
Szkoda, że to kolekcja sezonowa, bo kiedy mi się skończy, na pewno nie będzie go już w sprzedaży, a naprawdę mi się spodobał. Ba, to chyba najlepszy puder sypki, jaki znam :)
 
     
A jacy są Wasi sypcy ulubieńcy w tej kategorii? :)

czwartek, 29 marca 2012

Sensique - Prasowany puder brązujący

Przy mojej recenzji ziemi egipskiej, ktoś zapytał, czego używam na co dzień - dziś więc napiszę Wam parę słów na temat bronzera, którego mam już drugie opakowanie - a nie wiedziałam, że możliwe jest w ogóle zużycie bronzera, kiedy nie używa się go codziennie ;) Otóż jest to najzwyklejszy puder brązujący z Sensique - lata temu przeczytałam o nim dobre opinie na KWC, kupiłam, zużyłam, a teraz dorwałam nowe opakowanie ;)
  
  
Opis producenta i skład:
  
Gdzie i za ile: Drogerie Natura, ok. 8zł 
  
   
Moja opinia:
Puder zamknięty jest w solidnej kasetce, która nie powinna się sama otworzyć. Kilkukrotnie spadał mi na ziemię i ani razu nawet się nie nadkruszył - ani opakowanie, ani sam puder. Jak widzicie, składa się on z trzech pól w różnych kolorach - można tak nabrać go na pędzel, żeby kolorystycznie dopasował się do niemal każdej cery - jest też wersja nieco ciemniejsza dla bardziej śniadych dziewczyn. Ja maziam pędzlem mniej więcej na środku, żeby nabrać każdego odcienia po trochu ;) Łatwo się go nabiera, bo jest dość miękki, ale nie pyli wszędzie dookoła, co jest dla mnie wielkim plusem.
Bronzer ma drobinki, które pierwsze wrażenie robią nieco tandetne jak dla mnie, jednak po jakimś czasie znikają i zostają tylko drobniuteńkie iskierki, dające efekt ładnego rozświetlenia. Wadą tego bronzera jest fakt, że po paru godzinach znika z twarzy, ale jeszcze nie trafiłam na taki, który by ze mnie nie znikał ;)
Przyznam szczerze, że nie wiem, co jeszcze mogłabym o nim napisać. Nie jest ideałem, ale zdecydowanie wart swojej ceny, bardzo go polubiłam (mimo tych strasznych drobinek :P).
  
   
BTW, jak Wam się podoba nowy pseudo-znak wodny?
Ciągle z nim eksperymentuję, na razie zobaczę, jak ten się sprawdza ;)

niedziela, 16 października 2011

Mollon Soft Finish - Puder w kompakcie nr 5 ( + podkład Mollon i kremy BB)

Dziś mam dla Was kilka rzeczy: 'normalną' recenzję pudru Mollon oraz po kilka słów o podkładzie Mollon i kremach BB, które testowałam tylko w próbkach, czego, przyznam szczerze, baaardzo nie lubię. Do firmy Mollon odnosiłam się zawsze bardzo sceptycznie, kojarzyła mi się jakoś z takimi typowymi bazarkowymi kosmetykami. Częściowo nadal mam takie skojarzenie, ale z drugiej strony jeden z tych kosmetyków pozytywnie mnie zaskoczył:
   
  
Opis producenta:
AKSAMITNY PUDER KOMPAKTOWY - Idealny do wykończenia makijażu twarzy. W jego składzie dużą rolę odgrywa talk mikronizowany, który nadaje jego strukturze jedwabistości. Puder zawiera koenzym Q10 opóźniający proces starzenia skóry oraz białka jedwabiu pomagające zachować sprężystość naskórka. W efektownej puderniczce z lusterkiem. Skóra satynowa, pełna blasku, wygładzone nierówności.
Cena: 15zł na AlleDrogeria.pl 
  
  
Moja opinia:
Zacznę od opakowania. To czarna kasetka z hologramowym nadrukiem na wierzchu, wygląda na dość solidną, ale to pozór, bo zepsuła się już w paczce w trakcie drogi do mnie - odpadło lusterko, odczepiło się wieczko. Udało mi się naprawić i jakoś "żyje". W opakowaniu tym nie znalazłam żadnej gąbeczki ani puszku, ale dla mnie to nie problem, bo i tak używam w tym celu pędzla. Warstwa sprasowanego pudru przykryta była tylko kawałkiem cienkiej folii, mniejszej od średnicy samego pudru.
W pierwszej chwili uznałam, że puder będzie dla mnie o wiele za ciemny. Po nałożeniu na twarz jednak okazało się, że ładnie zlał się on z kolorem mojej cery, nawet nie było widać, że coś mam na twarzy - oczywiście poza efektem zmatowienia i wygładzenia, który faktycznie jest. Puder matowi twarz na dłuższy czas, byłam wręcz zaskoczona, że aż tak dłuższy ;) I wygładza, bo pokrywa wszelkie zaczerwienienia itd - oczywiście nie idealnie jak korektor, ale na pewno czyni je mniej widocznymi. 
Mam co do niego mieszane uczucia - fajnie działa, ale raczej ze mną nie zostanie - na co dzień stosuję teraz sypkie pudry, a awaryjny kompakt do torebki już mam. A Wy używałyście kiedyś tego pudru? Jakie były Wasze wrażenia?
  
Tyle o pudrze... Przejdźmy do próbek ;)
  
Na tym fluidzie się bardzo mocno przejechałam. Niby to mój odcień, dość jasny, ale po nałożeniu na twarz zrobił się... pomarańczowy. W dodatku jak na podkład matujący, jest dość tłusty i sam sprawia, że cera się nieco błyszczy - nawet nałożony na już zmatowioną. Niewiele więcej mogę powiedzieć, bo w tej tubeczce było podkładu na 2 użycia - myślę, że ok. 20% pojemności tubki...
  
O tych kremach powiem jeszcze mniej ;) Oba są nieco kryjące i oba zawierają filtry SPF25. Oba mają rozjaśniać i niwelować zmarszczki. Szczerze powiedziawszy, ja nie widziałam między nimi żadnej różnicy. Po nałożeniu na twarz oba niewiele robiły - widać było tylko to delikatne krycie, bez żadnych wyczuwalnych efektów. Wybaczcie, że nie mam ich zdjęcia na ręce, ale zapomniałam o nim, a jak sobie przypomniałam, saszetki były już puste ;)

niedziela, 9 października 2011

Kobo - Sypki puder matujący - 102 Ivory

Wiem, że sporo z Was czeka na recenzję tego pudru, więc dziś zdecydowałam się na pisanie właśnie o nim. Jakiś czas temu zaczęłam używać mojego pierwszego sypanego pudru, z Virtuala, teraz ten wszedł tymczasowo na jego miejsce. Muszę przyznać, że nie widzę między nimi większej różnicy.
   
  
Opis producenta: 
Matująca formuła typu oil free łączy komfort aplikacji i znakomite przyleganie do skóry bez efektu maski. Naturalne składniki roślinne zapewniają długotrwałe matowe wykończenie i umożliwia skórze swobodne oddychanie. Krzemionka nadaje jedwabistość i gładkość w aplikacji.
Efekt: Świeży, matowy wygląd cery. Profesjonalne wykończenie makijażu.
  
Cena: 23,99zł / 8g
   
  
Moja opinia:
Puder umieszczony jest w eleganckim słoiczku z czarną, nieprześwitującą zakrętką i bezbarwnym "dołem" - dobrze widać, ile pudru jeszcze zostało i w jakim jest stanie, np. czy się nie zbryla. Po odkręceniu opakowania nie znajdujemy żadnej gąbeczki czy puszku - ale większość z nas i tak chyba ich nie używa do nakładania takich pudrów? W opakowaniu znajduje się plastikowa przegroda z dziurkami zaklejonymi folią zabezpieczającą. Dobrym bajerem jest fakt, że folię można oderwać tylko w połowie - w ten sposób nie wydobywa się z opakowania zbyt duża ilość pudru. Kiedy zużyje się już powiedzmy połowę, można oderwać drugą część folii dla wygodniejszego korzystania. 
Puder ma lekki przyjemny zapach, kojarzy mi się z kosmetykami dla niemowląt, aczkolwiek pod tym względem puder Virtual jest "lepszy" - pachnie zupełnie jak kosmetyki dla niemowląt ;) Pod względem odcienia, Ivory jest dobrany dla mnie idealnie - jest jasny, ale świetnie stapia się z kolorem mojej cery, może ją nieco rozjaśnia, ale w sposób ładny i naturalny. No i przede wszystkim - faktycznie matuje. Wiadomo, nie jest to wieczny efekt zmatowienia, ale przetrwa dobre kilka godzin - ja wtedy zwykle poprawiam kompaktem Synergen, który zawsze mam w torebce. Trzeba też wspomnieć, że puder ten zakrywa nieco niedoskonałości - nie każdy tego typu kosmetyk, czy prasowany, czy sypki, jest w stanie cokolwiek zatuszować, a ten radzi sobie całkiem nieźle z jakimiś zaognionymi plamkami na twarzy.
W dużym skrócie i podsumowaniu - produkt zdecydowanie warty uwagi! ;)

niedziela, 4 września 2011

Virtual: puder sypki i spiekany bronzer

Przyszedł czas na ostatni na tym blogu (bo czeka nas jeszcze lakier, ale on pojawi się na Wyznaniach Lakieroholiczki) post o kosmetykach Virtual - w każdym razie ostatni w najbliższym czasie ;) Makijaż oczu mamy 'zaliczony', na dziś został puder i bronzer. Przyznam się od razu bez bicia, że to mój pierwszy sypki puder - ale jestem zachwycona! Bronzer też mi odpowiada, choć może jednak nie do końca? ;) Zapraszam do czytania:
   
   
Opis producenta:
Puder sypki:
Lekki, pyłkowy puder o formule zapobiegającej wysuszaniu skóry. Zawiera substancje odżywcze oraz filtry przeciwsłoneczne. Doskonale wyrównuje koloryt i maskuje drobne niedoskonałości cery. Idealny do utrwalenia makijażu. Nie zatyka porów, dzięki czemu skóra może swobodnie oddychać. Zawarte w formule cząsteczki o silnych właściwościach odbijających światło sprawiają, że skóra jest gładka i rozświetlona.
Ps. Najlepszy efekt uzyskasz nakładając puder grubym pędzlem.
 Puder (bronzer) spiekany:
Wypiekany, brązująco-rozświetlający puder do twarzy i ciała. Bogaty w olejek jojoba i olej z orzechów makadamia, które posiadają właściwości nawilżające i ochronne. Produkt odpowiedni do wszystkich rodzajów cery. Puder brązujący dostępny w 3 rodzajach, z których każdy oferuje inny efekt: matowy, półperłowy i nabłyszczający. Ultradelikatna baza pudru nadaje skórze piękny opalony odcień. Puder świetnie sprawdza się także do podkreślania kości policzkowych i modelowania rysów twarzy.
P.s. Najlepszy efekt uzyskuje się, nakładając puder pędzlem.
    
     
Moja opinia:
Puder sypki, który otrzymałam do recenzji to naturalny odcień nr 023. Jest dość jasny, i albo świetnie dopasowany do mojej karnacji, albo po prostu ładnie się z nią stapia ;) Tak czy siak - to na duży plus. Pachnie jak kosmetyki dla dzieci - przyjemny, delikatny zapach. Do opakowania załączona jest gąbeczka, ale dużo wygodniej jest mi używać go nieco inaczej - wystukuję odrobinę pudru na wieczko pudełka, a stamtąd nabieram go dużym pędzlem Essence (chyba to pędzel do różu, ale do pudru też się jak najbardziej nadaje ;)). Po twarzy rozprowadza się gładko, nie widać go właściwie pod względem koloru, ale ładnie matuje moją wiecznie błyszczącą się twarz - na pierwszym zdjęciu mam na niej krem matujący, a nadal widać "mój wewnętrzny blask" nad kością policzkową ;) Obstawiam, że puder ten będzie nieco mniej wydajny niż pudry prasowane, których do tej pory używałam, ale może to i lepiej - nie wiem jak u Was, ale dla mnie wykończenie jakiegoś produktu do makijażu to święto ;)
Puder spiekany, czyli dla mnie bronzer, to wersja 301 - nabłyszczający. Do mojej jasnej karnacji nie ma mowy, żeby używać go jako regularnego pudru, zwłaszcza, że ma delikatne drobinki, których nie udało mi się uchwycić na zdjęciu. Bardzo podoba mi się, jak bronzer wygląda w opakowaniu, sprawia wrażenie takiego produktu luksusowego ;) Ma kształt wypukły, a pudełeczko jest podwójne, do odkryłam dopiero przy którymś z kolei użyciu - można je otworzyć normalnie, by dotrzeć do bronzera, ale można też otworzyć je "niżej" - pod bryłą kosmetyku znajduje się "szufladka" z gąbeczką. Jednak nie wyobrażam sobie nakładania bronzera gąbeczką, więc do tego również używam pędzla. Można nim ładnie wymodelować twarz, ja używam go tylko na kości policzkowe i w małych ilościach jest super - nie rzuca się w oczy, a kształt twarzy wydaje się od razu dużo ładniejszy. Myślę jednak, że bronzer ze mną nie zostanie - COŚ mi w nim nie pasuje, choć nie umiem sprecyzować co, zwłaszcza, że tutaj do tej pory potrafiłam wymienić same jego plusy ;) Może te drobinki mnie odstraszają. ;)
Używałyście pudrów albo bronzerów Virtual? Oferta jest oczywiście dużo szersza niż te dwa produkty i ciekawa jestem, jakie są Wasze wrażenia na ich temat :)
  
I jeszcze jedno - jak Wam się podoba nowy wystrój bloga? :)

Produkty te dostałam do recenzji, jednak w żaden sposób nie wpływa to na moją recenzję.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...