Już wczoraj zapowiadałam Wam, że dziś będę miała do poruszenia temat poważny, ale niestety średnio przyjemny. Czuję się jednak zobowiązana, by go opublikować, ponieważ może wyniknąć sporo nieprzyjemności z sytuacji, która zaistniała...
Każda z nas, blogerek, stara się poświęcić w pewnym stopniu swojemu dziecku, blogowi. Poświęca czas, pracę, czasem pieniądze, żeby blog utrzymywał pewien poziom i żeby nadal znajdowały się osoby, które chcą czytać nasze wypociny. Nawet teraz, kiedy blog zdaje się ledwo dychać, jest on dla mnie ważnym elementem codzienności, o który staram się dbać, zarówno ze względu na Was, moje czytelniczki, jak i ze względu na mnie samą - stanowi on dla mnie odskocznię od pracy i studiów. Dzięki blogowaniu sporo zyskałam - poznałam świetne osoby, dowiedziałam się ciekawych rzeczy, poznałam też produkty warte uwagi, których sama bym nie kupiła.
Okazuje się jednak, że nie zawsze blog stanowi same pozytywy. Kilka dni temu dowiedziałam się, że pewna osoba bezczelnie żeruje na moim blogu, podszywając się pod jego autorkę i wyłudzając kosmetyki od firm. Na szczęście jeden z przedstawicieli firm okazał się osobą na tyle dociekliwą, że sprawdził, czy dane z maila zgadzają się z moim blogiem i postanowił napisać na mojego właściwego maila w celu weryfikacji... Dostałam taką oto wiadomość:
Z wiadomych względów ocenzurowałam dane osobowe. Nie będę ukrywać, że po przeczytaniu tego maila strasznie skoczyło mi ciśnienie... Jeszcze mi się nie zdarzyło do tej pory w mojej blogowej pięcioletniej karierze, żeby ktoś tak bezczelnie żerował na mojej pracy. Dziewczyna w mailu podaje oczywisty opis mojego bloga (kosmetyki, pieczenie...), wykorzystuje dane, które udostępniłam (choćby imię...) i podaje własny adres pocztowy z nadzieją na otrzymanie darmowych kosmetyków! O przepraszam, nie darmowych, przecież planuje je zrecenzować na moim blogu!
Później okazało się, że takich firm było więcej... Dostałam jeszcze jednego maila, gdzie firma chciała zweryfikować adres, ponadto na FB zgłosiła się osoba, która również taką propozycję "ode mnie" dostała. Mamy więc co najmniej trzy firmy, które dziewczyna chciała oszukać...
Oczywiście napisałam na adres podany przez Pana Michała. Oznajmiłam w mailu krótko, że wiem już, że takie maile są wysyłane i że zamierzam zgłosić to na policję. Co dostałam w odpowiedzi?
Ręce mi opadły... W tej chwili próbuję od tej dziewczyny (dziewczynki właściwie) wyegzekwować listę wszystkich adresów mailowych, na które takie wiadomości wysłała, żebym mogła to naprostować, ale idzie to opornie. Mam jednak nadzieję, że uda nam się to załatwić...
Czemu właściwie napisałam tego posta? Cóż, nie, nie żeby się pożalić.
Chcę po prostu uprzedzić inne firmy, do których nie udało i nie uda mi się dotrzeć mailowo, że osoba, która pisze takie maile jak powyższy i podaje adres z Ustrzyk Dolnych TO NIE JA. Proszę także o weryfikację, z jakiego adresu maile są wysyłane, ja piszę z tego, który podany jest w zakładce kontaktowej, albo z prywatnego, opatrzonego imieniem i nazwiskiem - Dominika Kowalska.
Być może znajdą się inne blogerki, które zostały postawione w takiej sytuacji? Wiem, że kiedyś ofiarą takiego oszustwa padła również blogerka Odette Swan,
TU została opisana sytuacja, jednak oszustem była inna osoba.
Co zamierzam zrobić z tą sprawą? Przyznam szczerze, że waham się. Jeśli dziewczyna, która się za mnie podawała, udostępni mi listę maili i pomoże naprostować sytuację, nie zgłoszę sprawy na policję. Jeżeli nie - wtedy trzeba będzie z tym dalej działać... Nie da się ukryć, że to, co zrobiła, jest nielegalne...
Co myślicie o całej tej sprawie...?