piątek, 18 listopada 2011

Original Source - Żel pod prysznic Raspberry & Vanilla Milk

Czas na recenzję kolejnej nowości od Original Source - tym razem jest to żel o zapachu Raspberry + Vanilla Milk, czyli maliny i mleczka waniliowego. Przy okazji śpieszę poinformować, że produkty te weszły już do sklepów, więc możecie zacząć rozglądać się za nimi w Rossmannach :)
   
   
Opis producenta:
ORIGINAL SOURCE przedstawia nowość, która jeszcze w tym miesiącu pojawi się na półkach w drogeriach Rossmann: żel pod prysznic i mydło w płynie Raspberry & Vanilla Milk. Intensywny zapach malin doprawionych słodyczą wanilii ma różową moc do walki z rutyną pod prysznicem. Niektórym przypomina dzieciństwo i słodkie pianki marshmallow. 
Nowe produkty ORIGINAL SOURCE Raspberry & Vanilla Milk nie tylko działają na zmysły, ale również dbają o Twoją skórę i nawilżają ją.
   
Gdzie i za ile: drogerie Rossmann, 10zł / 250ml
   
Skład:
    
Moja opinia:
Tu pozwolę sobie skopiować fragment z recenzji mydła o tym zapachu...
Kiedy dowiedziałam się, że Original Source wprowadza nową linię zapachową, byłam strrrasznie ciekawa, co to takiego - uwielbiam ich "ziołowe" linie: miętę, lawendę... Miałam nadzieję, że to znowu będzie coś naturalnego, świeżego. I przyznam szczerze, że kiedy dowiedziałam się, że to malina i wanilia, nieco się zawiodłam. Zawód minął mi jednak, kiedy dorwałam te kosmetyki w łapki i powąchałam - to coś zupełnie innego niż pozostałe produkty OS'a! Zapach jest bardzo naturalny, faktycznie pachnie bardzo podobnie do różowych lizaków Chuppa Chups, choć w przeciwieństwie do nich, tu nie czujemy chemii ;) 
Konsystencja żelu jest nieco glutowata, ale mam wrażenie, że dzięki temu żel jest wydajniejszy - przy naciśnięciu butelki wylatuje jeden glut, który starcza na umycie całego ciała ;) Bardzo podoba mi się fakt, że przy otworze jest taki silikonowy zaworek, dzięki któremu żel nie wycieka sam z siebie ;) Pieni się świetnie, pachnie intensywnie, ale nie natrętnie. Niestety, ja jestem o tyle spaczona, że nie lubię myć się w takich spożywczych zapachach (wyjątkiem jest czekolada ;)), więc ten żel, mimo, że jego zapach mi się podoba, średnio mi odpowiada w kąpieli - mam wrażenie, że się kleję, a nie myję ;) Do mycia rąk przy psikania się na co dzień - jak najbardziej, ale kąpiel w tym żelu kojarzy mi się z taplaniem się w różowym lukrze :D Jednak osobom, które nie mają takich odchyleń - jak najbardziej polecam ten żel, jak i wszystkie inne tej marki :)
   

czwartek, 17 listopada 2011

I jak tu go nie kochać...? - Część 1

Jakiś czas temu zapytałam Was, czy chciałybyście poczytać teksty, którymi częstuje mnie mój wyjątkowo nietaktowny Ukochany ;) Zebrałam więc parę z nich i pewnie co jakiś czas będę Wam tu prezentować kolejne partie - tak żeby się na niego nieco wyżalić, ale i żeby się pośmiać ;) 
Mam nadzieję, że i Wam ta seria się spodoba - na jednym z moich ulubionych wątków na Wizażu, czyli na "Teksty facetów" moja Wredota jest gwiazdą ^^
A więc przed Wami....
  
   
♥♥♥ 1 ♥♥♥
- Kotku, Ty masz już talię!

♥♥♥ 2 ♥♥♥
Pan i Władca wczoraj rozmarzył się i opowiada jakby chciał spędzić dzień, żeby się zrelaksować:
On - Spędziłbym cały dzień z tobą w wyrze, oglądalibyśmy filmy, zrobiłabyś mi obiadek, potulilibyśmy się, wiesz, taka sielanka... A wieczorem wyszedłbym na piwo z S. (tu imię kumpla)…
Ja (z przekorą) - A co ze mną?
On (nieco nieobecny) - No jak co? Do domu!

♥♥♥ 3 ♥♥♥
Rozmawialiśmy o tabletkach anty i jednocześnie "gdybaliśmy" o innych związkach.
Nagle on wypala:
- Ale mówię ci, trudno by ci było znaleźć drugiego takiego, dla którego chciałabyś to łykać!
Dwie mijające nas nastolatki spojrzały zszokowane i uciekły chichocząc…

♥♥♥ 4 ♥♥♥
Dialog przez telefon…
Ja - O której mam u Ciebie być?
On - A jak chcesz?
Ja - Wiesz, że nie lubię jak odpowiadasz pytaniem na pytanie...
On - To jak chcesz.

♥♥♥ 5 ♥♥♥
Kiedyś hodowałam węże i ptaszniki i ostatnio coś mnie naszło, żeby sprawić sobie znowu jakiegoś gada...
Ja - Kochanie, wiesz, myślę nad kupnem węża...
On - Spoko, ale obiecaj, że zdechnie zanim zamieszkamy razem.

♥♥♥ 6 ♥♥♥
On - Kochanie, co Ty taka smutna jesteś?
Ja - Oj, bo mam dziś dzień paszteta...
On - Aaa... Się nie dziwię.
Wyjaśnienie, bo nie wszyscy muszą to znać: dzień paszteta = dzień, w którym czujemy się wyjątkowo brzydkie i w ogóle bleee ;)

♥♥♥ 7 ♥♥♥
Zawsze byłam chudzielcem, a jakieś 2 lata temu zaczęłam tyć, aż za bardzo. Wzięłam się za siebie, ale najtrudniej jest mi zrzucić teraz nieproporcjonalnie duże dupsko ;) Okazuje się jednak, że mój Pan i Władca jest miłośnikiem takich... Chwyta mnie jakiś czas temu za tyłek i z rozmarzeniem w oczach mówi:
- Ale masz super tą pupę teraz... Taką murzyńską... *.*
A całkiem niedawno oznajmił, że już nie jest taka murzyńska, ale na latynoską nadal się łapie…

♥♥♥ 8 ♥♥♥
Mam poważną anemię i czasem się po prostu bardzo słabo czuję, jakiś czas temu właśnie tak było.
- Kochanie, mów do mnie, bo wyglądasz jakbyś nie żyła...

♥♥♥ 9 ♥♥♥
Po McDonaldzie (wiem, ble, fuj, zgroza! ;)), on przed chwilą pił colę, ja gryzłam kanapkę. Pocałowałam go, a że smakował tą colą to zalotnie rzuciłam:
- O, słodki jesteś...
Na co on zamlaskał, zamyślił się i wypalił...
- A Ty cebulkowa!

♥♥♥ 10 ♥♥♥
Przyszłam do niego, w mini, co zdarza się rzadko. Dodam, że nogi to chyba jedyna część ciała, co do której nie mam zbyt dużych zastrzeżeń ;)
On (gapiąc się na nogi) - Ooo, mini!
Ja (żartem) - No mini, chciałam odwrócić uwagę od tych krostek na czole, co mi w nocy powyskakiwały ;)
On (nie odrywając wzroku od nóg) - Jakich krostek?
   
  
I jak Wam się podoba? Współczujecie mi go czy zazdrościcie? :P
Jeśli jesteście zainteresowane, chętnie opublikuję kiedyś kolejne teksty, chcecie? :)

środa, 16 listopada 2011

Sensique - Cienie do powiek Diamond Shine + 4 makijaże

Jakiś czas temu przedstawiałam Wam całą gamę cieni do powiek Sensique z serii Velvet Touch - tym razem chcę napisać parę zdać na temat serii Diamond Shine. Do tej pory gama liczyła ich 6, teraz wprowadzono kolejne 6 nowych kolorów, są to numerki: 135, 136, 137, 138, 139, 140.
Bez owijania w bawełnę... :)
   
   
Opis producenta:
Nie perfumowane cienie do powiek. Satynowy lub diamentowy połysk dodaje makijażowi oczu głębi i elegancji. Waga 4g.
   
Gdzie i za ile: w Drogeriach Natura za 6,99zł
   
   
Moja opinia:
Tak jak poprzednio, podzieliłam je sobie na cztery trójeczki, żeby łatwiej było je ogarnąć. Nie są co prawda ułożone wg kolejności, ale składałam je w takie tria, które wg mnie pasowałyby do siebie na oku. 
Nie ma tu żadnego matu, wszystkie cienie są połyskujące, niektóre zawierają nawet sporej wielkości brokat - jak np. nr 110 - nie udało mi się złapać brokatu na tych swatchach. Wszystkie są też zamknięte w jednakowych kasetkach - prostych i zwyczajnych. W gamie dwunastu kolorów mamy tu kilka, które nadają się jako baza czy rozświetlacz pod brwi i do wewnętrznego kącika, ale mamy też intensywne mocne kolory. Trudno mi tu pisać o nich jako o ogóle, bo nie są jednakowe, jeśli chodzi o miękkość czy pigmentację. Który jest jaki - to już musicie wydedukować same z powyższego swatcha :)
Z tego co zauważyłam, mają jeszcze jedną wspólną cechę - osypują się przy nakładaniu... Niestety po pomalowaniu oczu musiałam zrobić demakijaż policzków ;) 
  
  Przez pogodę coraz gorzej wychodzą zdjęcia makijażów, zwłaszcza, jak robi się je tak nieudolnie jak ja... Niestety kolory się nieco pozlewały i nie wszystko ładnie widać, ale co tam, publikuję moje 4 makijaże, zmalowane tymi ułożonymi przeze mnie trójeczkami...
Tusz użyty w każdym makijażu to Kobo - Lash Modeling Mascara, korektor pod oczami do Kobo - Perfect Cover Stick, a brwi podkreśliłam lekko zestawem z Oriflame
     
 Królowa Śniegu (139 + 104 + 102)
Ten makijaż wyszedł mi taki mroźny i chyba niestety zupełnie nie pasujący do mojej urody. Beż wylądował na właściwie całej górnej powiece, błękit w zewnętrznym kącie oka i "w okolicach" ;) Najjaśniejszym rozjaśniłam neico wewnętrzny kącik i łuk pod brwiami. Kreski wokół oka zrobiłam z pomocą bazy pod pigmenty Kobo i ściętego pędzelka do eyelinera Essence.
   
Turkusowa Laguna (136 + 140 + 107)
Ten makijaż jest chyba moim ulubionym z dzisiejszej czwórki. Niestety bardzo słabo widać tutaj róż, którym pomalowałam dolną powiekę - na żywo był mocno widoczny. Turkusowy cień nakładałam na lekko mokro (jakkolwiek kretyńsko to brzmi ;)), stalowym przyciemniłam zewnętrzny kącik, a na dolną powiekę dałam róż. Kreskę namalowałam czarnym linerem w pisaku - Kobo - Intense Pen Eyeliner.
    
Lawendowo i wrzosowo (137 + 138 + 101)
Tutaj już niestety zupełnie zlały mi się kolory, choć na żywo było je ładnie widać... Choć w sumie jestem taką miłośniczką fioletów, że nawet w tej wersji widocznej na zdjęciu całkiem mi się podoba. ;) Na całą powiekę dałam niebieski cień, a na środek ruchomej jej części fiolecik, który wylądował też na dolnej powiece. Najjaśniejszym cieniem pomogłam sobie przy rozcieraniu górnych granic. Kreskę zrobiłam tym samym eyelinerem, co powyżej.
    
Orzech włoski (135 + 110 + 109)
Tutaj z mieszanki trzech brązów powstał ładny jesienny delikates, nadający głębi spojrzeniu moich brązowych oczu ;) Ba, nawet dorobiłam do niego całą resztę makijażu i wyszłam tak na mój pierwszy poszpitalny spacerek ;) Właśnie zauważyłam, że zapomniałam tutaj podkreślić brwi, ale już trudno :P Użyłam w tym makijażu tego samego eyelinera co w poprzednich przypadkach, a na dolną powiekę dodałam jeszcze delikatnie czarnej kredki Maybelline.
  
 
Macie jakieś cienie z tej serii? Jakie są Wasze wrażenia? 
A może dopiero planujecie kupić któreś z tych nowych? Które Wam się najbardziej podobają?
No i co myślicie o tych makijażach? ;)

wtorek, 15 listopada 2011

Lirene Głębokie Nawilżenie - Serum do ciała (recenzja gościnna)

Nowa seria Lirene, Głębokie Nawilżenie, jest przeznaczona dla osób o suchej skórze. Moja taka nie jest, zdecydowanie bardzie trafia do mnie druga seria, Intensywna Regeneracja. Dlatego dwa smarowidła nawilżające, tzn. serum i mleczko, powędrowały do moich koleżanek, które lepiej zrecenzują te produkty niż ja :) Wczoraj dostałam recenzję od pierwszej z nich, Natalii, więc oto słów kilka o serum:
    
  
Opis producenta:
Serum w kremie do ciała przeznaczone jest dla skóry suchej i normalnej, która potrzebuje wzmocnionej i intensywnej kuracji nawadniającej. Serum przywraca skórze jej naturalną hydro – równowagę, dzięki specjalistycznej formule biodermalnej, która utrzymuje optymalną zawartość wody na wszystkich poziomach naskórka. Formuła biodermalna zapewnia głębokie nawilżenie utrzymujące się aż do 48h dzięki zawartości Moist 24 – składnika silnie nawilżającego skórę.
  
Gdzie i za ile: chyba wszędzie ;) za ok. 13zł
  
Skład:
      
Opinia Natalii:
Opakowanie jest poręczne i nie sprawia problemów w używaniu. Serum przyjemnie pachnie i jest gęste dzięki czemu jest wydajne i nie musimy stosować dużej ilości. Szybo się wchłania. Skóra po stosowaniu tego specyfiku jest gładka miękka i elastyczna. Czułam że skóra jest nawilżona, a to jest mój główny problem i rzadko zdarza mi się trafić na produkt, który rzeczywiście nawilżyłby skórę na tak długo. Nie udało mi się dostrzec wad w tym produkcie, choć niektórym może się nie podobać zapach. Szczerze polecam to serum. 
   

poniedziałek, 14 listopada 2011

Na ratunek orlicowym włosom! - po 2. miesiącu...

Minął dokładnie miesiąc od ostatniej włosowej notki, więc jak zapowiadałam, prezentuję obecny stan moich włosów. W tym miesiącu chorowałam, wylądowałam w szpitalu, miałam trochę stresów, mało spałam. To wszystko w mniejszym lub większym stopniu miało wpływ na to, jak wygląda moja jakże bujna czupryna. Mimo wszystko uważam, że jest progres, nie regres ;)
   
  
Długość:
z tyłu - 26cm       z przodu - 34cm
 
A było:                                                                                                                      
    
(Ale się krzywo ustawiłam! ;))
W tym miesiącu niestety włosy urosły mi bardzo malutko, bo tylko około 0,5cm... Chyba, że moja siostra naprawdę źle mierzy ;) Jak pisałam, fakt, że chorowałam itd. sprawił, że wzrost włosów znacznie zmalał, mam jednak nadzieję, że teraz będzie lepiej, nie zamierzam już chorować! Za to za 2-3 miesiące znowu będę musiała nieco podciąć końcówki, żeby wyrównać te "pobobowe" różnice długości ;)
  
   
   
 Pozostaje kwestia wypadania włosów - znowu zrobiłam mój eksperymencik i zebrałam wszystkie włosy, które wypadły mi przy rozczesywaniu wilgotnych umytych włosów. Oto efekt:
   
A było:                                                                                                                      

Tutaj widzę bardzo dużą poprawę! Jestem z tego powodu bardzo zadowolona, bo może już niedługo problem nadmiernego wypadania włosów nie będzie mnie dotyczył! Ukochana mgiełka Radical i kuracja Joanna Rzepa przynoszą spodziewane efekty - jeśli wypadają Wam włosy, tylko te dwa produkty Wam polecę - już po raz kolejny w duecie ratują mi skalp przed wyłysieniem ;) 
Mam tylko nadzieję, że nie cieszę się przedwcześnie ;)
   
    
  
Już miesiąc temu wspominałam Wam o klamrze - chcę móc upinać włosy, żeby nie targał ich wiatr itd. - w końcu upięte są bezpieczniejsze ;) Klamrę kupiłam chyba za 3zł w Rossmannie, jest dość mała (na moje trzy włosy na krzyż w sam raz ;)) i bardzo mocno trzyma - dokładnie o taką mi chodziło, żeby nie wysuwały się z niej włosy i żeby nie sprawiała wrażenia wielkiego czegoś z tyłu głowy ;) W przypadku moich włosów, nie sprawdzają się żadne dopracowane fryzury - jedyny w miarę ładny efekt wychodzi, kiedy zepnę je bez patrzenia w lustro, bez układania - kilka szybkich ruchów dla uzyskania "niechlujnego" upięcia, które jako jedyne podoba mi się na mojej głowie ;) Spinam włosy tuż nad karkiem, inaczej z jakiegoś powodu wyglądam jakbym była łysa. Co sądzicie o tym moim luźnym szybkim upięciu?
   
   
Ostatnią sprawą, o jakiej napiszę przy tej okazji jest fakt, że powoli wtajemniczam się w olejowanie włosów. Zakupiłam mój pierwszy olej - kokosowy z firmy Parachute, niestety jeszcze do mnie nie dotarł. Na razie jednak eksperymentuję z tym, co mam pod ręką - padło na oliwkę dla niemowląt BabyDream - stała sobie na półce od czasu, gdy rok temu zrobiłam sobie tatuaż i musiałam o niego tak właśnie dbać. Za jakiś czas napiszę więcej o moich olejowych początkach, ale na razie muszę przyznać, że nawet po tej oliwce efekty mi się podobają - tym bardziej nie mogę się doczekać, kiedy wypróbuję olej kokosowy :)
 
Na koniec jeszcze pokażę stan włosów z bliska, choć nie wiem, czy komukolwiek cokolwiek to da - włosy to nie mój konik, ale może któraś z Was na podstawie tego zdjęcia będzie mogła napisać mi jedno mądre zdanie więcej ;) Widać tutaj, że mam różnokolorowe pasma - mam tak naturalnie, w życiu nie miałam robionego żadnego balejażu czy pasemek ;)
   
  
To by było na tyle, jeśli chodzi o "włosową aktualizację". Ostatnio sporo z Was dawało mi do zrozumienia, że chętnie czytałybyście więcej o włosach, dlatego tym razem nie będę czekać miesiąca do kolejnego raportu - w międzyczasie również napiszę parę słów o moich olejowych początkach i nowym wynalazku ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...