środa, 5 października 2011

Kobo - pojedyncze cienie do powiek - Mono & Fashion Eyeshadows + makijaż

Miało dziś nie być notki, bo teoretycznie mam zajęcia od 9:30 do 22:00, ale okazało się, że dwóch wykładów nie ma - wróciłam więc do domu i zabieram się za notkę ;) Chciałabym dziś napisać Wam co nieco o pojedynczych cieniach do powiek. Mam ich 6, w tym 2 z serii Mono i 4 z serii Fashion. Jestem z nich zadowolona, ale może po kolei :)
   
  
Opis producenta:
  • KOBO PROFESSIONAL MONO EYE SHADOW
prasowany cień do powiek
Wysokiej jakości pigmenty w połączeniu z zaawansowaną technologicznie formułą pozwoliły stworzyć cienie o wysokiej trwałości przeznaczone do profesjonalnego makijażu. Formuła oil free zapewnia łatwą i dokładną aplikację, cień znakomicie przylega do powieki nie obciążając jej.
Cena 17,99 zł
Cienie dostępne są również w formie zapasów do samodzielnego komponowania palety ulubionych kolorów Cena 13,99 zł
  • KOBO PROFESSIONAL FASHION EYE SHADOW
metaliczny cień do powiek
Niezwykle trwały, intensywny i wyrazisty kolor oraz piękny metaliczny połysk. Bogata formuła zawiera korzystne dla skóry makro i mikroelementy. Cienie można stosować na sucho i mokro w zależności od pożądanej intensywności makijażu. Aplikacja cieni przy pomocy twardej pacynki.
Cena 17,99 zł
Cienie dostępne są również w formie zapasów do samodzielnego komponowania palety ulubionych kolorów Cena 13,99 zł
   
   
Moja opinia:
Mam dwa kolory z serii Mono Eyeshadow, oba to maty: 
 + 114 Aubergine, taka ciemna śliwka,
+ 127 Graphite, czerń.  
Spośród Fashion Eyeshadows mam tu cztery cienie metaliczne:
+ 201 Iridescent Pink, świetny do rozświetlania pod łukiem brwiowym, 
+ 208 Bronze, ciemne złoto, 
+ 209 Aubergine (nazwa taka sama w obu seriach, choć kolory zupełnie inne)
+ 211 Lavender Blush, niebieski
Cienie Fashion są łatwiejsze w obsłudze, wydaje mi się, że lepiej napigmentowane, ale może to wrażenie spowodowane faktem, że Mono to maty, które same w sobie są "trudniejsze". Obie serie jednak łatwo aplikuje się na powiekę, cienie dobrze się rozcierają i trzymają na oku calutki dzień jak świeżo nałożone. To, co mi się nie podoba to cena, jednak nieco zbyt wysoka jak na jeden cień - zwykle kupuję minipaletki albo choć trio, więc pojedyncze cienie zazwyczaj nawet nie przykuwają mojej uwagi - zwłaszcza w takiej cenie. Gdyby jednak były tańsze, myślę, że kupiłabym jeszcze jakieś, najpewniej z Fashion Eyeshadow ;)

A żeby tak obrazowo Wam przedstawić, co to za cienie, użyłam wszystkich czterech kolorów Fashion Eyeshadow i zrobiłam taki prosty mejk-ap. Mam wrażenie, że powoli da się na nie patrzeć, coraz mniej "tremuję się" ich publikowaniem ;) Co myślicie o tym makijażu? Powinnam nad czymś popracować? Jak zwykle proszę Was o opinię :)
   
  
Pod łuk brwiowy nałożyłam 201 Iridescent Pink, w wewnętrznym kąciku 208 Bronze, na środek 211 Lavender Blush, a w załamaniu, zewnętrznym kąciku i na dolnej powiece - 209 Aubergine. Liner to Kobo - Intense Pen Liner 101 Black, a tusz - Kobo - Lash Modeling Mascara. Jak widać już po raz któryś, nie rozstaję się z tym linerem i tuszem :)

wtorek, 4 października 2011

Pharmaceris T - Sebomatt-Moistatic - Krem intensywnie nawilżający

Na dziś mam recenzję ostatniego już kremu Pharmaceris i spokojnie mogę powiedzieć, że najlepsze zostawiłam na koniec. Nie jest to może krem idealny, ale zdecydowanie najbardziej mi przypasował, spośród czterech różnych, które testowałam ostatnimi czasy. Teoretycznie każdy z nich przeznaczony był do cery tłustej i mieszanej, takiej jak moja, ale tylko ten jeden zaspokoił potrzeby mojej skóry :)
   
   
Opis producenta:
Wskazania: Codzienna pielęgnacja intensywne nawilżająca skóry trądzikowej ze skłonnością do łojotoku, powstawania zmian zapalnych i zaskórników. Krem polecany w szczególności dla skóry wysuszonej i podrażnionej w wyniku stosowanej farmakoterapii i po zabiegach kosmetycznych.
Działanie: Krem nawilżający, będący niezbędnym uzupełnieniem kosmetycznej kuracji przeciwtrądzikowej, przyspiesza regenerację skóry ze skłonnością do łojotoku oraz powstawania zmian zapalnych i zaskórników. Zawiera wysoko aktywne składniki o właściwościach nawilżających, odżywczych i łagodzących. Ekstrakt z błękitnej algi intensywnie łagodzi istniejące podrażnienia i stany zapalne. Receptura kremu wzbogacona specjalnym biomimetycznym kompleksem wspomaga naturalną funkcję obronną skóry, przywracając jej witalność oraz zdrowy wygląd. Zapewnia długotrwałe nawilżenie, które jest niezbędne do prawidłowego rogowacenia naskórka oraz chroni przed zamykaniem ujść gruczołów i powstawaniem nowych zmian zapalnych. Zawartość mikrogąbeczek pozwala wchłaniać nadmiar sebum znajdującego się na skórze. Zawiera hipoalergiczną kompozycje zapachową. 
  
Cena: 36,90zł / 50ml 
  
Skład: Aqua, Cyclopentasiloxane, Cetearyl Glucoside, Glycerin, Cyclohexasiloxane, Dimethicone, Hydrogenated Olive Oil Decyl Esters, Glycine Soja (Soybean) Seed Extract, Sorbitol, Cera Alba (Beeswax), Methyl Methacrylate Crosspolymer, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Triethanolamine, Sodium Hyaluronate, Laureth-7, Algae Extract, Ethylhexylglycerin, Ceramide 2, Phenoxyethanol, Methylparaben, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Polyaminopropyl Biguanide, Potassium Sorbate, Parfum 
   
   
Moja opinia:
Jak pisałam już wyżej, ten krem okazał się być najodpowiedniejszy dla mojej cery. Teoretycznie można go stosować i rano, i wieczorem, ale ja wolę stosować kremy nawilżające na noc - mogę wtedy użyć ich ciut więcej, bez obaw, że będę się świeciła, zanim wchłoną się do końca. Ten krem, jako jedyny z tych, które testowałam, zawiera się w tradycyjnej białej tubce o pojemności 50ml. Pod światło da się zobaczyć, ile kremu zostało w tubce. Ma konsystencję kremowo-żelową, wydaje się być leciutki, i faktycznie - szybko się wchłania, choć długo czuć go na skórze, która się nieco błyszczy - ale wieczorem mi to nie przeszkadza. Zapach kremu jest taki, jak w całej serii - delikatny, chemiczny, ani przyjemny, ani drażniący, taki nijaki po prostu. 
O wchłanianiu się już napisałam, więc przejdę do najważniejszego - działanie. Krem ma nawilżać i zdecydowanie to robi - rano cera wygląda świeżo, zdrowo, w dotyku jest mięciutka, aż czuć to nawilżenie. Dodam jeszcze, że akurat ten krem jest chyba najmniej wydajny ze wszystkich, ze względu na inną konsystencję i formę opakowania, ale nadal można go uznać za kosmetyk wydajny. I przyznam szczerze - mimo, że zwykle kupuję produkty naprawdę tanie, takich marek jak Joanna czy Ziaja, za ten krem byłabym w stanie zapłacić 37zł, tak jak wycenia go producent. Tę tubkę na pewno zużyję, a jeśli moja cera nadal będzie potrzebować takiej kuracji, zastanowię się nad kupnem kolejnej. :)

poniedziałek, 3 października 2011

Różowe rozdanie - WYNIKI

  
Czas na wyniki mojego drugiego rozdania! :D
Zbierałam Wasze zgłoszenia do północy 30 września. Zgłosiły się łącznie 72 osoby, które uzbierały 189 losów :) Cieszę się, że zainteresowanie rośnie ;)

Przeprowadziłam losowanie poprzez stronkę random.org, i oto co wyszło: 
  
 Gratuluję, Paulina!

Zaraz napiszę do Ciebie maila :)

Jeśli nie wygrałyście, nic nie szkodzi. Już szykuję kolejne rozdanie ;)

niedziela, 2 października 2011

Pharmaceris T - Sebostatic Matt - Intensywnie matujący krem do twarzy

Przez ostatnie dwa czy trzy tygodnie testowałam kolejny zestaw kremów Pharmaceris T - krem matujący na dzień i krem matujący na noc i muszę przyznać, że to duo lepiej sprawdziło się na mojej cerze niż poprzednie. Dziś chcę napisać parę słów o tym pierwszym kremie, którego używałam co rano, chodzi oczywiście o Sebostatic Matt. 
   
  
Opis producenta:
Wskazania:Codzienna pielęgnacja skóry trądzikowej z już istniejącymi zmianami, ze skłonnością do powstawania nowych zmian i zaskórników, przetłuszczającej się. Krem rekomendowany do stosowania na dzień.
Działanie: Dzięki zawartości wyciągu z łopianu o właściwościach przeciwtrądzikowych, krem skutecznie normalizuje wydzielanie sebum i łagodzi zaburzenia czynności skóry trądzikowej, pozostawiając skórę matową w ciągu dnia. Biotyna utrzymuje prawidłowy stan skóry, zmniejsza podrażnienia i zaczerwienienia skóry. Specjalistyczne połączenie Glucamu® i kolagenu roślinnego pozostawia skórę nawilżoną i gładką.
Efekt: Matowa i nawilżona skóra twarzy.
 
   
Cena: 39zł / 50ml
    
Skład:  Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Isopropyl Palmitate, Cyclomethicone, Paraffinum Liquidum, Zea Mays (Corn) Starch, Ethylhexyl, Methoxycinnamate, PEG-20 Methyl Glucose Sesquistearate, Polymethyl Methacrylate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Methyl Gluceth-20, Methyl Glucose Sesquistearate, Octocrylene, Propylene Glycol, Ceteareth-20, Panthenol, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Protein, Arctium Majus (Burdock) Extract, Disodium EDTA, Zinc PCA, BHA, Biotin, Methylparaben, Phenoxyethanol, DMDM Hydantoin, Propylparaben, Parfum. 
   
  
Moja opinia:
Opakowanie jest typowe dla Pharmaceris - białe, z twardego, nieprzezroczystego plastiku, z pompeczką, która mnie kojarzy się z kranikiem ;) Jeden porcja kremu wydobywana przez tą pompkę wystarcza na pół twarzy spokojnie, więc dwie porcje wystarczają w sam raz na całość, choć są naprawdę maleńkie. Krem jest w związku z tym bardzo wydajny. Jego konsystencja jest gęsta, łatwo się go rozsmarowuje na skórze, dość szybko się wchłania - do matu, jak powinien. Zapach nie do określenia, chemiczny, nie podoba mi się jakoś specjalnie - na szczęście jest dość delikatny. Po posmarowaniu twarzy tym kremem, cera robi się taka "tępa" w dotyku, jeśli wiecie, co mam na myśli. Jest wówczas matowa przez jakieś 3h, po tym czasie sebum zaczyna powoli przebijać się na światło dzienne ;) Plusem jest, że nawet po tych 3h krem tworzy świetną bazę pod puder - jeśli poprawimy lekko z jego pomocą to świecenie, efekt będzie dłuższy, niż w przypadku samego pudru.
W przeciwieństwie do kremu na dzień, którego ostatnio używałam, normalizującego Sebostatic, nie zrobił mi Armageddonu na twarzy - nie pozapychał, nie wysuszył. Jego działanie oceniam więc na plus, choć może nie jest to ogromny plus :P Trzygodzinne zmatowienie to i tak więcej, niż oczekiwałam. Ale czy warte takiej ceny?
Jak sądzicie, ile kobieta jest w stanie wydać, by jej cera wyglądała zdrowo i ładnie? ;)

sobota, 1 października 2011

Wrześniowe łupy i pudsumowanie :)

Tym razem postanowiłam nie dawać tutaj lakierów w podsumowaniu miesiąca - moje lakierowe łupy znajdziecie na drugim blogu, tu jednak nie chcę powodować u Was oczopląsu ;) We wrześniu trochę kupiłam, sporo wygrałam, parę rzeczy dostałam :) Przybyło mi dość sporo, ale właściwie myślałam, że jak zbiorę to wszystko razem, będzie tego więcej - a jest prawie że przyzwoicie :D
   
Tak zbite w kupę jak tutaj nie wyglądają groźnie, co? ;) Dlatego podzieliłam je na grupki, żeby móc je Wam lepiej przedstawić :)
   
Po pierwsze - nagrody. Brałam ostatnio udział w wielu konkursach, a w części z nich nagrodami były kosmetyki. Teraz zrobiłam sobie przerwę w graniu, ale we wrześniu przyszło sporo wcześniejszych nagród. Mamy tu dwa zestawy po 3 żele pod prysznic Original Source (mięta, limonka i mango) - myślałam, że część puszczę od razu w świat, ale pachną tak obłędnie, że nie mam do tego serca ;) Trzy kosmetyki z serii Bielenda Awokado to nagroda z konkursu Pogodni TVP na FB. Wygrałam tam 3 zestawy, każdy po kilkanaście kosmetyków, w tym połowa to męskie, ale uszczęśliwiłam nimi całą rodzinę (np. jedna paczka miała iść na adres mojego Wojtka, ale jak jego mama ją zobaczyła to tak się ucieszyła, że już cała zawartość została u niej ;)). Są tu też dwa inne kosmetyki Bielendy - peeling Granat i algi do mycia ciała - te z kolei wygrałam na Papilocie, wybrali moje zdobienie paznokci i je opublikowali. Szkoda, że powinnam dostać do nich jeszcze miód do ciała, na którym mi najbardziej zależało, a dostałam tylko te... Dwie ostatnie rzeczy to mandarynkowy żel pod prysznic Isana (liczę jako nagrodę, bo "kupiłam" go za punkty z karty upominkowej, którą wygrałam ;)) i perfumy Benefit Ring my Bella - to z kolei za punkty z tego serwisu o kosmetykach, o którym Wam ostatnio pisałam. Pachną prześlicznie!
   
Tutaj mamy z kolei moje zamówienie z mojej ulubionej drogerii internetowej, Inermis.pl. To toruński sklep, a ja, jako torunianka, mam dostawę za 5zł albo gratis, zależy od wysokości zamówienia ;) Lubię bardzo tą drogerię, bo pojawiają się w niej nowości, których długo jeszcze nie ujrzymy w sieciowych drogeriach, a niestety takie zdecydowanie przeważają w Toruniu. Przykładem jest np. maska Ziai czy szampony Joanny - nigdzie ich jeszcze nie widziałam stacjonarnie. Kupiłam głównie produkty potrzebne mi do akcji ratunkowej dla moich włosów, ale kąpiel solankowa o zapachu bzu krzyczała do mnie z monitora, więc... ;) Kocham zapach bzu, nie mogłam odmówić :) Właściwie Radical powinien być w grupce poniżej ;)
   
Tutaj mamy miks wszystkiego ;) Wodę brzozową dorwałam w lokalnym markecie, maseczkę oczyszczającą zamówiłam z Avonu, żel Kamill i Radical ze zdjęcia niżej to gratisy z SuperPharm, eyeliner Beauty UK, mydło Yardley London i masełko Hawaiian Tropic to cudeńka z Paatal.pl. Są tu też moje zakupy kolorówkowe - boska kredka do oczu Gosh i zdecydowanie nieboski tusz do rzęs Essence, no i pędzelki do cieni do powiek, które dostałam od Sabbathy :)
   
Na koniec cała piękna rodzinka kosmetyków Kobo :) Część z nich już tu prezentowałam, wyszukajcie z panelu bocznego, jest tam lista rozwijana z producentami ;) Muszę przyznać, że jestem baaardzo pozytywnie zaskoczona jakością tych kosmetyków, musiałabym się nawet zastanowić, czy Kobo nie wskoczyło już przypadkiem na moje pierwsze miejsce wśród kosmetyków kolorowych ;) W wielu kategoriach na pewno tak, jest numerem jeden :)
To by było na tyle, choć przyznaję, że zapomniałam kilku drobiazgów zebrać na zdjęciach - dwóch saszetkowych maseczek Ziaja czy 5 cieni do powiek Sensique. 

Teraz małe podsumowanie miesiąca...
  
31 sierpnia 2011 >>> 30 września 2011
Obserwatorów GFC: 182 >>> 267 (+85)
Fanów na FaceBooku: 47 >>> 72 (+25)
   
Ulubiony kosmetyk września:

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...