wtorek, 5 lutego 2013

Słodkie odmóżdżanie

  
Chciałabym się tylko pochwalić, że jestem już po sesji!
Wszystko zdane, lepiej lub gorzej (choć na jeden wynik nadal czekam, ale jestem dobrej myśli ;)), pozostał jeden wyjątkowo upierdliwy projekt do zrobienia do niedzieli, ale powtarzam sobie, że jeszcze zdążę ;)
Aktualnie jednak zrobiłam sobie dzień słodkiego odmóżdżającego lenistwa - pod kołderką, z kubkiem ulubionej herbaty, przepyszną czekoladą i lekkim czytadłem w dłoni - uświadomiłam sobie, że nie tykałam Kindle'a od ponad miesiąca! To karygodne zaniedbanie, dlatego teraz zabrałam się za... trzeci tom Greya, a jakże ;)
A w przypływie chęci do graficznego kombinowania pobawiłam się z PicMałpką (PicMonkey.com), czego efekt widzicie powyżej ;) Szkoda, że tyle funkcji jest płatnych... 
OK, kończę swoje wywody i wyłączam mózg, zagrzebując się z powrotem pod kołdrę z Greyem.
Oj, źle to zabrzmiało :D

Jak tam Wasze egzaminy czy oceny półroczne? ;)

poniedziałek, 4 lutego 2013

Alterra - Szampon Biotyna i Kofeina

Czas na recenzję szamponu, którą zapowiadałam już jakiś czas temu. Wreszcie doczekała się publikacji ;)
Przedstawiam Wam szampon Alterra - Kofeina i Biotyna. To dość nietypowe składniki dla kosmetyków, tym bardziej byłam ciekawa działania tego szamponu, mam jednak co do niego mieszane uczucia...
  
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: Rossmann, ok. 8zł / 200ml
  
  Skład:
    
Moja opinia:
 Opakowanie szamponu to biała butelka z czerwoną górą, zamykaną na zatrzask. Design marki zawsze mi się bardzo podobał, choć zmieniłabym kształt opakowań, w tym coś mi nie pasuje ;) Otwiera się stosunkowo łatwo, pod koniec opakowania można postawić butelkę do góry nogami, żeby szampon spływał, więc jest praktyczne. 
Sam szampon jest dość gęsty w jasnym miodowym kolorze, a jego zapach jest... cóż, średni. Nie pachnie niczym konkretnym, ale kojarzy mi się z lekami, syropami - pachnie podobnie do żelu pod prysznic Alterry - Kwiat Neroli i Bambus. Nie jest może najprzyjemniejszy, ale da się go znieść, bo jest delikatny i nienachalny.
  
  
Po nałożeniu na włosy szampon pieni się zaskakująco dobrze i równie łatwo spłukuje. Również nieźle radzi sobie ze zmywaniem olejów, ale wtedy musimy włosy umyć ze dwa razy. Niestety pozostawia je mocno splątane, z czym często nie radzi sobie później odżywka. Po wysuszeniu włosy są skołtunione, ale czyste i miękkie. Dużą wadą dla mnie jest jednak fakt, że szampon wydaje się zbyt delikatny - mam mocno przetłuszczające się włosy, które myję codziennie, a przy szamponach Alterry (mam też ten z granatem) co parę dni muszę umyć włosy czymś mocniejszym, bo stają się coraz bardziej smętne, obciążone i szybciej się przetłuszczają. Dla wielu pewnie ta delikatność jest zaletą, ale nie dla mnie. Poza tym w opisie producenta mamy zwrot "włosy sprawiają wrażenie wyraźnie bardziej wytrzymałych" - raz, że wolałabym, żeby były bardziej wytrzymałe, a nie sprawiały takie wrażenie, a dwa, że w sumie zadowoliłabym się samym wrażeniem, którego też niestety nie otrzymuję. Nie zauważyłam wpływu na gęstość włosów czy przyspieszony wzrost.
Więcej nie kupię, szampony Alterry nie są dla mnie, ten zwłaszcza się nie sprawdził... Być może przypasują osobie z mniej tłustymi włosami albo takiej, której zależy na delikatności, ale w moje potrzeby niestety nie trafia.
     
  
Miałyście szampony Alterry? Jak Wasze wrażenia na ich temat?

niedziela, 3 lutego 2013

Pomóżmy Ewie!

Hej! Dziś nietypowo...
Na zdjęciu obok jest Ewa, która mając 19 lat zachorowała kilka miesięcy przed maturą. Diagnoza – złośliwy guz mózgu, rzadka odmiana glejaka. I wtedy się zaczęło. Operacja w Gdańsku i złe rokowania. W najlepszym wypadku rok życia. Rozpoczęły się naświetlania i terapie. Jednak nie przeszkodziło to Ewie uczestniczyć w tak ważnych wydarzeniach dla młodego człowieka, jakimi jest studniówka czy napisanie matury i cieszyć się najdłuższymi wakacjami w życiu. Mimo kolejnych operacji, ani Ewa ani jej mama się nie poddawały. Ewa zdała maturę w XX LO w Gdańsku i dostała się na studia na wydział Radiologii na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym. W tym czasie jej mama poruszała niebo i ziemię, żeby dostać się do jednego z najlepszych specjalistów w Polsce. Kolejna operacja i kolejne nadzieje. I znowu diagnoza – Ewa nie dożyje Bożego Narodzenia. Jednak mamy luty, ani Ewa ani jej mama się nie poddają. Kolejną szansą wyleczenia Ewy jest eksperymentalna operacja w Tianjin pod Pekinem, która kosztuje ponad 50 tys. dolarów. Ewa wraz z mamą są obecnie na etapie załatwiania wizy i prawdopodobnie 15 lutego Ewa będzie operowana.

Znalazła się dobra dusza, która zapoczątkowała akcję pomocy Ewie poprzez FaceBooka - KLIK

Możemy pomóc na kilka sposobów, choć oczywiście chodzi o zebranie pieniędzy potrzebnych na operację.

Od 1 lutego zebrano już tyle:
http://home.elka.pw.edu.pl/~kkwapisi/OstatniBastionEwy/
(kwota ta zaktualizuje się w poniedziałek, kiedy spłyną przelewy)

Oto, jak my możemy pomóc!
1) Bezpośredni przelew pieniężny:
Fundacja Avalon - Bezpośrednia Pomoc Niepełnosprawnym, Michała Kajki 80/82 lok. 1, 04-620 Warszawa
Rachunek złotowy PLN: 62 1600 1286 0003 0031 8642 6001
KONIECZNIE TRZEBA NAPISAĆ W TYTULE PRZELEWU - DZIERŻAK, 2009
Rachunek walutowy EUR: IBAN: PL07 1600 1286 0003 0031 8642 6021
Rachunek walutowy USD: IBAN: PL77 1600 1286 0003 0031 8642 6022
FUNDACJA NIE POBIERA PROWIZJI ZA PRZELEWY!!!
http://fundacjaavalon.pl/nasi_beneficjenci/lista/dzierzak-ewa.html
  
Przyda się nawet drobna kwota, 5 czy 10zł, które wydałybyśmy na kolejny żel pod prysznic czy cień do powiek... Raz możemy sobie odmówić, żeby pomóc komuś innemu, prawda? :)
    
2) zaproście znajomych do wydarzenia lub je udostępniajcie na Tablicach. A nuż zasięgiem obejmiemy całą Polskę. A nuż uda się zrobić coś wielkiego. A nuż napiszą o pomocy Ewie napiszą w gazecie czy internecie!
    
3) 1% podatku
W rubryce WNIOSEK O PRZEKAZANIE 1% PODATKU NALEŻNEGO NA RZECZ ORGANIZACJI POŻYTKU PUBLICZNEGO (OPP)
- Wpisać numer KRS: 0000270809
- Obliczyć kwotę 1%
W rubryce INFORMACJE UZUPEŁNIAJĄCE (bardzo ważne!) - wpisać nazwisko oraz numer członkowski nadany przez Fundację - Dzierżak, 2009
  
Dlatego proszę, poświęćcie te 2-3 minuty i pomóżcie.
 
Sama przelew zrobiłam, udostępniam informację gdzie się da i głęboko wierzę, że zbierzemy całą kwotę, operacja się powiedzie, a Ewa będzie mogła odetchnąć z ulgą i czytać nasze blogi ;)
Pomożecie i Wy? :)

sobota, 2 lutego 2013

Under Twenty Anti Acne - Tonik łagodząco-matujący

Może już czytałyście na blogowym fejsbuku, że na wczorajszy egzamin... zaspałam. Mój wredny budzik postanowił mieć error aplikacji "Budzik" akurat tego dnia... Dobrze, że była to zerówka, ale źle, bo byłam na nią "jakoś tam" przygotowana ;) W poniedziałek podejście pierwsze i oby ostatnie ;)
A jako, że mogę chwilę odetchnąć od nauki mam dziś dla Was recenzję zapowiadaną już jakiś czas temu - toniku Under Twenty. Lubię kosmetyki tej marki, choć trafiają się i buble ;) Ten jednak nie jest, przeciwnie - bardzo mi się spodobał :)
  
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: wszędzie, 13,50zł / 200ml
  
Skład:
  
Moja opinia:
Tonik zamknięty jest w walcowatej butelce w kolorach biało-niebieskich - charakterystycznych dla marki Under Twenty. Widać, że jest to kosmetyk dla nastolatków, ale mnie to absolutnie nie przeszkadza ;) Zamknięcie butelki to zatrzask, choć nieco inaczej zbudowany niż tradycyjny, wydaje mi się, że ten jest praktyczniejszy - mocno trzyma, ale łatwo go otworzyć, a sam nie powinien mieć takiej możliwości.
Tonik jest bezbarwny i ma konsystencję wody - jak to zwykle toniki mają ;) Jego zapach jest typowy dla Under Twenty - nie kojarzy się z niczym konkretnym, ale jest świeży i przyjemny :)
   
 
Tonik z założenia jest dla cery trądzikowej. Mojej raczej już taką nazwać nie można, za to uwielbia się błyszczeć jak psu nos i zdarzają jej się niespodzianki, zwłaszcza w strefie T. Dlatego zdarza mi się używać toników nawet w ciągu dnia, tak dla odświeżenia. Potrzebuję zatem czegoś, co odświeży, zmatowi i nie wysuszy. Ten tonik spełnia wszystkie te wymagania. Bardzo przyjemnie orzeźwia skórę twarzy, usuwa wszelki błysk na dość długi czas, pozostawia cerę świeżą i zadowoloną :) Ma co prawda alkohol w składzie, ale dość daleko, w ogóle go nie czuć przy używaniu - nie piecze w miejscach, gdzie naskórek jest uszkodzony ani nie drażni oczu, jeśli zbyt blisko nich przejedziemy wacikiem. Przyznam jednak, że nie zauważyłam, żeby zwężył pory, a mam je mocno otwarte zwłaszcza na nosie, co jest moją udręką - są mocno widoczne, nawet gdy są świeżo oczyszczone... Do tego chyba jednak tonik to za mało i pozostaje mi - tak jak dotąd - posiłkować się maseczkami mocno oczyszczającymi na sam nos ;)
Czy polecam? Tak, nie liczcie na cuda w kwestii porów ;)
  
  
A może Wy polecicie mi coś naprawdę skutecznego na zwężenie porów?

piątek, 1 lutego 2013

Styczniowe łupy, denka i podsumowanie

Przed kolejnym egzaminem (a po dentyście, brrr...) odstresowuję się pisząc notkę na bardzo przyjemny temat, mianowicie o łupach styczniowych :) Wygląda na to, że w tym miesiącu notka ta będzie rekordowo skromna, bo przybyło mi malutko i właściwie same moje własne zakupy. Jest więc kameralnie i swojsko ;)
   
  
Prawda, że malutko? :D No, jak na moje normy ;)
Podzieliłam jak zwykle na kategorie:
  
   
Najwięcej przybyło mi w kąpielowej kategorii - aż cztery rzeczy ;) Po pierwsze, zamówiłam sobie kolejny płyn do kąpieli Avon o zapachu fiołka. Cóż, fiołków w nim nie czuję, ale pachnie na pewno ładnie :) Dwa kolejne łupy to moje najświeższe biedronkowe odkrycia - dorzucili nowe zapachy soli do kąpieli! Wzięłam dwie z trzech wersji: trawa cytrynowa i bambus (ta najładniejsza!) oraz lotos. Trzecim wariantem był bursztyn, ale nie pachniał zbyt ładnie... Ostatni na zdjęciu jest lawendowy żel pod prysznic Eva Natura. Kupiłam go za grosze w zestawie z szamponem, również lawendowym, kosztowały mnie łącznie... 5,50zł. Pachną prześlicznie :)
   
   
W kategorii włosowej mamy zapas farby, którą aktualnie mam na włosach, czyli Palette Color Shampoo w kolorze 341 Ciemna czekolada - planuję odświeżyć kolor za jakiś miesiąc, chyba że przez ten czas nie uda mi się doprowadzić włosów do porządku - lecą z głowy jak szalone, mam wrażenie, że niedługo będę fryzurą przypominać Golluma... Wracając do łupów - drugim kosmetykiem do włosów jest lawendowy szampon Eva Natura, kupiony w duecie z żelem z poprzedniego zdjęcia. Jeszcze go nie używałam, ale już przewiduję, że będzie mi się podobał, bo zapach ma piękny :)
Jestem roztrzepaną sierotą, bo zapomniałam na zdjęciu ustawić jeszcze szamponu Natei z ogórkiem i kwiatem Tiare z Biedronki - kupiłam go dwa dni temu, więc niewiele mogę powiedzieć poza tym, że ewidentnie kojarzy mi się z Timotei ;)
  
  
Kolejna kategoria to okolice twarzy ;) Również skromnie, bo kupiłam jedynie jaśminową maseczkę peel-off Oriflame Pure Nature, do której użycia zbieram się od dwóch tygodni, oraz karmelowe masełko do ust Nivea - czaiłam się na nie od dawna, chociaż Nivei bardzo nie lubię... Przekonała mnie jednak promocja w SuperPharm i obietnica karmelowego zapachu, choć przyznam, że nie czuję w nim karmelu - bardziej jakieś słodkie ciastka. Pachnie apetycznie, ale nie karmelem. Poza tym jest całkiem przyzwoity :)
  
  
Ostatnia kategoria do lakiery do paznokci. Z reguły nie pokazuję ich w łupach, bo w ogóle nie liczę w bilansie - mam ich tyle, że dawno straciłam rachubę i prawdę mówiąc nie cieszą mnie już jakoś szczególnie, bo niemal każdy lakier, który spodoba mi się gdzieś w sklepie... mam w szafce niemal identyczny ;) Wyjątkiem są m.in. lakiery Orly, które lubię tak bardzo, że chętnie wymieniam "stare" kolory na nie. W styczniu przybyły mi cztery lakiery - od lewej: Angel Eyes, Holy Holo!, Force Field oraz Monroe's Red. Każdy z innej beczki i każdy na swój sposób nietypowy. Poza nimi udało mi się zdobyć także żel do usuwania skórek - pierwsze próby wypadły bardzo pozytywnie :)
Właściwie tutaj znowu coś pominęłam, bo powinnam obok lakierów pokazać też nową szminkę Avon Idealny Pocałunek w kolorze Coy Copper. Tutaj wytłumaczę się tym, że dotarła do mnie chwilę po zrobieniu zdjęć ;) Jest śliczna, już się nią chwaliłam na blogowym fejsbuku ;)
  
Poza łupami oczywiście mam i denka!
  

Nie jest to może dużo, ale dla mnie satysfakcjonująco, bo i tak mam więcej kosmetyków na minusie niż na plusie w styczniu, a na luty zostało mi sporo końcówek, więc luty będzie obfity w denka :) O wszystkim (poza produktami Lirene) pisałam Wam tutaj już recenzje, więc nie będę się rozpisywać. To maleńkie serduszko to opakowanie po balsamie do ust Smyka ;)
  
A na koniec garść statystyk:
  
31 grudnia >>> 31 stycznia
Obserwatorów GFC: 1349 >>> 1403 (+54)
Fanów na FaceBooku: 297 >>> 347 (+50)
   Dziękuję Wam :)
  
Ulubiony kosmetyk stycznia:

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...