środa, 15 sierpnia 2012

URODZINOWY KONKURS Z LIRENE I KOBO

Wiecie, że 8 sierpnia mój blog skończył już roczek?
A zauważyłyście, że jest Was już tu ponad tysiąc?
Z tej okazji po prostu MUSIAŁAM coś dla Was przygotować! :)
  

Przed Wami konkurs, nad którym dumałam od naprawdę dawna! Zastanawiałam się, jak go zorganizować, żeby wszyscy mogli wziąć udział i mieć równe szanse... Nagrody mamy trzy, więc postanowiłam zrobić dwie konkurencje.
Dwie nagrody trafią do osób, które zdecydują się przesłać mi na maila makijaż albo manicure w jakiś sposób kojarzący się z moim blogiem lub ze mną, a co! ;) Raz w roku można pozwolić sobie na taki snobizm, zwłaszcza przy tej okazji :)
Trzecia nagroda powędruje do osoby, która najciekawiej odpowie na proste pytanie: Co podoba Ci się na moim blogu, a co byś zmieniła? O czym czytasz najchętniej, a jakie notki pomijasz? Chodzi po prostu o to, aby udzielić mi jak najkonstruktywniejszych informacji o tym, jak postrzegany jest blog. Prowadzę go z myślą o Was i także Wam ma się on podobać, więc wszelkie uwagi (i komplementy też, czemu nie :D) są mile widziane :)
  
A co dokładnie jest do wygrania?
   
Zestaw nr 1 zawiera:
Lirene Głębokie Nawilżanie - Serum do ciała
Lirene Głębokie Nawilżanie - Peeling do ciała
Lirene Pielęgnacja Oczyszczająca - Oczyszczający żel peelingujący
Lirene Lactima - Płyn do higieny intymnej Łagodzenie
Lirene Aqua Nawilżanie - Krem intensywnie nawilżający na dzień
Lirene Odżywanie - Maseczka Witaminowa odbudowa i zdrowa cera
Lirene - Podkład City Matt - 204 Naturalny
Kobo - Podkład Smoothing Make Up - 501
Kobo - Podkład Matt Make Up - 101 Ivory
Kobo - Mineralny puder sypki - 201
Kobo - Mix korektorów
Kobo - Lash Modeling Mascara
Kobo - Intense Pen Eyeliner - 101 Black
Kobo - Szminka Extreme Gloss - 209 Rosy Bronze
Kobo - Pure Pearl Pigment - 502 Misty Rose
Kobo - Baza pod makijaż Smooth Make Up Base
  
 Zestaw nr 2 zawiera:
Lirene Intensywna Regeneracja - Ratunek w kremie do ciała
Lirene Stop Cellulit - Peeling do ciała
Lirene Pielęgnacja Oczyszczająca - Delikatny kremowy żel do mycia twarzy
Lirene Lactima - Żel do higieny intymnej Hypoallergenic
Lirene Design Your Style 20+ - Krem wygładzająco-rozpromieniający na dzień i na noc
Lirene Wygładzanie - Maseczka samowchłaniająca z wyciągiem z liści winorośli
Lirene - Podkład City Matt - 207 Beżowy
Kobo - Podkład Smoothing Make Up - 502
Kobo - Podkład Matt Make Up - 101 Ivory
Kobo - Mineralny puder sypki - 201
Kobo - Mix korektorów
Kobo - Lash Modeling Mascara
Kobo - Intense Pen Eyeliner - 101 Black
Kobo - Szminka Extreme Gloss - 202 Light Coral
Kobo - Pure Pearl Pigment - 503 Frosty White
Kobo - Baza pod makijaż Smooth Make Up Base
  
 Zestaw nr 3 zawiera:
Lirene Intensywna Regeneracja - Ratunek w kremie do ciała
Lirene Intensywna Regeneracja - Peeling do ciała
Lirene Pielęgnacja Oczyszczająca - Żel nawilżający do mycia twarzy
Lirene Lactima - Żel do higieny intymnej Odświeżenie
Lirene Aqua Nawilżanie - Delikatny krem nawilżająco-ochronny na dzień
Lirene Anty-Stres - Maseczka samowchłaniająca z proteinami ze słodkich migdałów
Lirene Natural Look 2w1 Fluid + Baza - 407 Light
Kobo - Podkład Smoothing Make Up - 501
Kobo - Podkład Matt Make Up - 101 Ivory
Kobo - Mineralny puder sypki - 201
Kobo - Mix korektorów
Kobo - Lash Modeling Mascara
Kobo - Intense Pen Eyeliner - 101 Black
Kobo - Szminka Extreme Gloss - 205 India Rose
Kobo - Pure Pearl Pigment - 510 Smoky Silver
Kobo - Baza pod makijaż Smooth Make Up Base
  
         
    REGULAMIN:
      
    1. Organizatorem konkursu jestem ja, autorka i właścicielka bloga "Orlica o wszystkim i o niczym".
    2. Nagrody sponsorowane są przez marki Lirene i Kobo.
    3. Konkurs trwa od dnia 15.08.2012 do dnia 04.09.2012, godz. 23:59.
    4. Warunkiem wzięcia udziału w konkursie jest publiczne obserwowanie bloga via GFC. Mile widziane jest także opublikowanie informacji o konkursie na swoim blogu, FaceBooku albo Twitterze. Nie jest to warunek, niemniej będę za to wdzięczna ;)
    5. Wyłonionych zostanie trzech zwycięzców, wszyscy wybrani przeze mnie, w dwóch kategoriach:
      a). makijaż albo manicure związany w jakiś sposób z moim blogiem lub ze mną (2 osoby)
      b). konstruktywna odpowiedź na pytanie konkursowe (1 osoba)
    6. Każdy uczestnik konkursu może wziąć udział w obu kategoriach, a kategorii praktycznej może zgłosić dwie prace - jeden makijaż i jeden manicure.
    7. Pierwszeństwo w wyborze nagrody mają zwycięzcy z pierwszej kategorii - najpierw za makijaż, potem za manicure. 
    8. Aby wziąć udział w kategorii praktycznej należy przesłać zdjęcie lub zdjęcia swojej pracy na maila polishpolishaholic@gmail.com, w tytule pisząc "Urodzinowy konkurs - *Twój nick*". W treści maila powinny znaleźć się też takie informacje jak nick, pod jakim mnie obserwujesz na blogu, numer zestawu, który chciałabyś wygrać, link do ewentualnie opublikowanej informacji o konkursie (nieobowiązkowo), a także krótki opis pracy i inspiracji. Wysyłając mi swoje zdjęcia automatycznie zgadzasz się na ich publikację na moim blogu. Zdjęcia nie mogą zostać poddane obróbce graficznej (wyjątkiem jest regulacja kontrastu, balansu bieli czy nasycenia, jednak obejmująca całe zdjęcie, nie punkty), powinny być w dobrej rozdzielczości - min. 800x600px. W przypadku makijażu, zdjęcia powinny obejmować całą twarz (albo chociaż większy jej kawałek ;)), a w przypadku manicure'u - przynajmniej cztery paznokcie.
      UWAGA, WAŻNE - jeśli po przesłaniu swojej pracy, w ciągu 24h nie dostaniecie ode mnie potwierdzenia jej otrzymania, to znaczy, że praca nie doszła. Spróbujcie z innego maila albo skontaktujcie się ze mną, a coś wymyślimy :)
    9. Aby wziąć udział w drugiej kategorii, wystarczy wypełnić formularz poniżej.
    10. Zwycięzcy zostaną wyłonieni w ciągu 72h od zakończenia konkursu oraz powiadomieni mailowo.
    11. Wysyłka nagród jest możliwa tylko na terenie Polski - jeśli mieszkasz za granicą, w przypadku wygranej paczkę mogę wysłać do Twojej rodziny w Polsce.
    12. Jeśli nie masz skończonych 18 lat, musisz mieć zgodę rodzica lub opiekuna na udział w konkursie.




    Wam życzę powodzenia i kreatywności, a Pani Ani i Panu Darkowi serdecznie dziękuję za umożliwienie mi zorganizowania tego konkursu! :)

    wtorek, 14 sierpnia 2012

    Na ratunek orlicowym włosom! - Po 11. miesiącu...

    I upłynął kolejny wakacyjny miesiąc, który był stanowczo za krótki... Czas jednak na kolejną comiesięczną aktualizację włosów - myślę, że przedostatnią, bo powoli dobijamy do roku. Chyba, że później też będziecie chciały tego typu posty? Dajcie koniecznie znać!
      
    Aktualnie moje włosy prezentują się ooo tak:
      
      
    Długość z przodu - 43,5cm
      
    A było:                                                                                                                    
    Powoli zaczynam myśleć o moich włosach jako o długich, a nie średnich - bo tak długie jak teraz miewałam bardzo rzadko. Cieszę się coraz bardziej z ich długości, zwłaszcza, że w tym miesiącu urosły 2cm - to dużo jak na nie! Myślę, że wiem, czyja to zasługa, ale o tym zaraz. Ich stan ogólny raczej nie zmienił się jakoś znacznie, choć udało mi się przywrócić im nieco blasku, który straciły przez twardą wodę w czerwcu. Kąpiele w jeziorze i spora ekspozycja na słońce na szczęście im nie zaszkodziła jak na razie, więc tym bardziej jestem zadowolona :)
      
      
    W moim włosowym arsenale znalazło się też parę nowości, między innymi te:
      
      
    Z włosowymi kosmetykami Green Pharmacy zaprzyjaźnię się chyba na stałe, bo są genialne! Olejek łopianowy z czerwoną papryką ma stymulować wzrost włosów i najwyraźniej działa, myślę, że to dzięki niemu włosy urosły bardziej niż zwykle ostatnimi czasy. Stosuję go nieco inaczej, niż zaleca producent, ale napiszę o nim więcej za parę dni, już w pełnej recenzji, obiecuję ;) Kolejnym produktem tutaj jest eliksir ziołowy do włosów łamliwych, zniszczonych oraz farbowanych. Wieeelką jego wadą jest dla mnie czysty zapach rumianku, którego wprost nie znoszę, ale eliksir jest genialny, więc jakoś się przemęczam. Włosy po nim są niesamowicie gładkie i miękkie. Macie może pomysł, jak zmienić jego zapach, nie psując składu...? 
    Pozostałych dwóch kosmetyków nie miałam okazji jeszcze używać - kupiłam je krótko przed wyjazdem, a po powrocie jakoś nie było kiedy na razie. Niemniej, wosk traktuję raczej jako element "wieczoru SPA" niż codziennej czy regularnej pielęgnacji, a co do Amli - mam spore oczekiwania, zobaczymy, czy je spełni :)
      
    Poza tym, odkryłam coś jeszcze...
      
       
    Tak wyglądają moje włosy po zdjęciu koka po całym dniu. Wieeele bym dała, żeby wyglądały tak na co dzień, bo jak większość prostowłosych dziewczyn, marzę o ładnych skrętach albo falach ;) Niestety, moje włosy są tak uparte, że niezależnie od ilości i mocy użytych kosmetyków do stylizacji, po chwili i tak będą idealnie proste. Nie ma żadnej możliwości zafundowania im takiego wyglądu jak powyżej na dłużej niż 5 minut... W każdym razie mi żadna taka możliwość nie przychodzi do głowy. A może Wy macie pomysły?
      
    A jak Wam idzie dbanie o włosy? :)

    poniedziałek, 13 sierpnia 2012

    Dr Irena Eris - Kremy VitaCeric na dzień i na noc

    Przez ostatnie dwa miesiące (no OK, do końca lipca, bo na wyjazd wzięłam inne kremy) stosowałam dwa kremy od Dr Ireny Eris z serii VitaCeric. Pierwszy z nich to emulsja energizująca na dzień, a drugi - krem rewitalizujący na noc. Przyznaję, że nie jest to moje najbardziej udane spotkanie z tą marką, ale nie należy też do najgorszych...
      
      
    Opisy producenta i składy:
     oraz
      Gdzie i za ile: wszędzie, na pewno w Naturze, 80zł / 50ml każdy  

    Moja opinia:
    Kilka praktycznych faktów o poszczególnych kremach:
    Emulsja energizująca na dzień mniej przypadła mi do gustu niż jej nocny brat. Teoretycznie jest ona do cery tłustej i mieszanej, jak moja, jednak nie sądzę, żeby tak właśnie było - po nałożeniu na twarz emulsja nie wchłania się do końca, a pozostawia na twarzy film. Z początku czujemy go tylko w dotyku, ale po jakimś czasie (około godzinie?) cera zaczyna się niemiłosiernie błyszczeć, a my cały czas czujemy, że mamy coś na twarzy. Niejednokrotnie nie wytrzymywałam i po krótkim czasie przecierałam twarz tonikiem, żeby pozbyć się tego filmu - bardzo mi on przeszkadzał. Pozbywałam się w ten sposób pewnie także i filtra, ale mam nadzieję, że sam krem zdążył odpowiednio wniknąć w strukturę skóry i zacząć działać. 
    Krem rewitalizujący na noc spodobał mi się znacznie bardziej. Ma nieco bardziej żelową konsystencję i jak na ironię wydaje mi się także lżejszy. Bardzo łatwo się rozprowadza, dość szybko wchłania, ale buzia po nim także się świeci, choć na noc to przecież nie problem.
    Oba kremy ocenię także razem - bo trudno oddzielić, co było zasługą którego, kiedy używa się regularnie obu. Ze spraw technicznych... Kremy zamknięte są w wymyślnych solidnych kartonikach - trzeba się chwilę zastanowić, jak je otworzyć, bo to nie taka prosta sprawa ;) W kartonikach kryją się bezpiecznie ulokowane szklane słoiczki z plastikowymi lśniącymi zakrętkami - wyglądają naprawdę elegancko i luksusowo, ale na tych srebrnych zakrętkach widać każdy odcisk palca, co nie wygląda estetycznie. Emulsja na dzień mieszka w bezbarwnym słoiczku, a krem na noc w ciemnym, granatowym - nie ma obaw, że je pomylimy przy nakładaniu. Ich zawartość wygląda podobnie - jaśniutkie, lekko różowe kremy o ładnym kwiatowym zapachu, którego nie potrafię bliżej opisać. Oba kremy są bardzo wydajne.
    A jeśli chodzi o działanie... Po tym czasie stosowania, zauważyłam, że moja cera nabrała bardzo ładnego zdrowego kolorytu. Oczywiście ma to związek także ze słońcem i lekką opalenizną, ale dawno nie miałam tak promiennej cery - tak, promienna to najlepsze określenie. To jest jednak chyba jedyne działanie, jakie zaobserwowałam. Cera jest odpowiednio nawilżona, wydzielanie sebum się nie zmniejszyło, odbarwienia także, a z jej elastycznością do tej pory nie miałam problemów.
    Ogólnie mówiąc, cera wygląda zdrowiej, myślę, że te kremy są właśnie idealne na lato, żeby prawidłowo współdziałać ze sobą i ze słońcem, sprawiając, żeby twarz nabrała ładnego promiennego wyglądu.
     
     
    Używałyście jakichś produktów z tej stosunkowo nowej serii VitaCeric?
    A może ich odpowiedników innych marek? Jakie były Wasze wrażenia?

    niedziela, 12 sierpnia 2012

    Lirene Sensitive - Mineralna emulsja do opalania SPF 30

    Oj, zagapiłam się dziś trochę z notką - wypadłam z obiegu przez wakacje, bo wszystkie notki, które publikowały się tu w czasie mojego wyjazdu, napisałam wcześniej ;)
    Dziś napiszę Wam za to o czymś, co miałam możliwość przetestować właśnie na wakacjach - o emulsji do opalania :) Nie mieliśmy może super pogody, ale zdarzały się dni, kiedy słońce ostro przygrzewało, a my siedzieliśmy na plaży albo na kajaku na środku jeziora. Bez jakiegoś filtra ani rusz, zwłaszcza, że nie jestem fanką opalania się ;) Na szczęście wzięłam ze sobą emulsję Lirene :)
      
      
    Opis producenta i skład:
       
    Gdzie i za ile: wszędzie, 26zł / 150ml, ale widziałam już kilka razy w sporej promocji
      
    Moja opinia:
    Na wstępie przyznam się bez bicia, że rzadko używam tego typu filtrów, bo zwykle, kiedy jest mocne słońce, zwyczajnie nie ruszam się z domu - jestem zwierzęciem zimnolubnym i nie znoszę upałów, od razu boli mnie głowa ;) Filtry więc zwykle są mi zbędne. Jednak jadąc nad jezioro wiadomo było, że nie będę tkwić cały czas w pokoju, postanowiłam się nawet nieco opalić ;) Smarowałam się więc filtrem i wcale nie unikałam słoneczka.
    Opakowanie to zwykła tuba, stawiana na zamknięciu, czyli zwykłym zatrzasku. Emulsja jest biała i gęsta, o mocno kremowej, treściwej konsystencji. Nie ma zapachu, co mnie zdziwiło, zanim doczytałam na opakowaniu, że tak właśnie powinno być w tym przypadku.
      
      
    Po rozsmarowaniu na skórze pozostaje ledwo widoczny biały film. W dotyku prawie go nie czujemy, ale jak się przyjrzeć - faktycznie go widać. Nie znika pod wpływem wody spływającej po skórze, ale nie liczmy na to, że coś z niego pozostanie po dłuższej kąpieli w jeziorze - aż tak wodoodporny nie jest ;) Nie wałkuje się, nie roluje, nie klei, pod tym względem jest super. Co do działania filtrującego - jak najbardziej skuteczne. Jednego dnia przez kilka godzin na kajaku byłam wystawiona na pełne słońce, a nie opaliłam się prawie wcale ;)
    Jedyne, co mi się nie podoba, to cena regularna - 26zł to przesada wg mnie. Aktualnie w sklepi Lirene jest w promocji za 13zł i ta kwota zdecydowanie bardziej do mnie przemawia ;)
      
      
    Używałyście produktów Lirene do opalania? Jak się sprawdziły? :)
      
    A z innej bajki, na fejsbukowym profilu bloga czekają na Was lakierowe nowości:
      
        
    Zapraszam :) KLIK

    sobota, 11 sierpnia 2012

    Po wakacjach w Swornychgaciach ;)

    Hej hej! Jak już pewnie zdążyłyście zauważyć, wczoraj wróciłam z wakacji. Pojechałam z Ukochanym do Swornychgaci - w miejsce, w które za dzieciaka jeździłam co roku w odwiedziny do wujka. Cudnie było zobaczyć stare kąty po latach, zwłaszcza, że kąty te same w sobie są piękne. Rzeka, lasy, jezioro... Uwielbiam te okolice!

    Oczywiście mam dla Was porcję zdjęć! Może opowiem więcej o wakacjach już pod poszczególnymi widoczkami ;)
      
    Do jeziora mieliśmy może ze 100 m. A właściwie do urokliwej alejki tuż przy brzegu jeziora. Można tu było karmić ptactwo wodne (choć łabędzi to ja się z jakiegoś powodu boję... :x), wypożyczyć kajak czy rower wodny (były też takie, które wyglądały zupełnie jak wodujące trabanty :D Tylko oczywiście były 2x droższe...). Do plaży za to trzeba było iść aż kilometr, bo większość gruntów nad samym jeziorem jest wykupiona przez różne gospodarstwa agroturystyczne itd. Plaża jednak była ładna i czysta, więc codzienny spacerek nam nie przeszkadzał ;)
      
    Przy tej właśnie alejce stały także przycumowane różne żaglówki - tu przykład jednej z nich ;)
      
    Tuż przy plaży była szkoła windurfingu. Nie powiem, kusiło mnie, żeby wypróbować, ale jam nieśmiałe dziewczę, wstydziłabym się wywalać z tym co chwila tuż przy kąpiących się ludziach ;) Poza tym... orły nie umieją pływać, wiecie...? ;)
      
    A tak wyglądała sama plaża ze środka jeziora - zrobiłam to zdjęcie z roweru wodnego ;) Plaża była niewielka i niezatłoczona, ale strzeżona i czysta. W pobliżu był też letni amfiteatr, którego sceną był statek - widać go po prawej. Oczywiście nie jest to prawdziwy statek, ale wygląda świetnie - żałuję, że nie mam lepszego zdjęcia całości.
       
     Chodziliśmy też na spacery po okolicy, na tym zdjęciu widać wszystko, z czym wiążą się miliony moich wspomnień. Plebania i kościół. Wujek był tutaj proboszczem. Ja nie jestem jakoś szczególnie religijna, ale jednak wujek był dla mnie jak dziadek i te okolice strasznie mi go przypominają... Umarł trzy lata temu, ale pięć lat temu przeprowadził się do nas do Torunia na emeryturę. Byłam baaardzo mile zaskoczona, bo rozmawiałam z kilkoma mieszkańcami i wszyscy dobrze pamiętają wujka i miło go wspominają. Aż się ciepło na serduchu robi...
      
    Raz też wybraliśmy się kajakiem na mały spływ Brdą ;) Popłynęliśmy rzeką aż do kolejnego jeziora i z powrotem. Przez całą drogę wiosłował sam Ukochany, który stwierdził, że on tu przyjechał na trening, a ja mam się opalać. Więc się opalałam, jak widać na zdjęciu powyżej, choć wróciłam z nogami nadal białymi :D
    Swoją drogą, specjalnie dla mnie wypożyczył fioletowy kajak ^^
      
    A skoro już mowa o treningu Ukochanego... Codziennie wieczorem szedł poćwiczyć swoją walkę bronią - wkrótce czeka go znowu kilka pokazów. Czasem chodziłam z nim na te treningi (tu akurat robiłam zdjęcia jak ćwiczył na statku-amfiteatrze), a czasem zostawałam w pokoju i czytałam / sprzątałam / odpoczywałam od niego :P Do tej pory zachwyca się tym, co mu powiedziałam ostatniego wieczora - kazałam mu iść na trening, "bo ja muszę posprzątać". Uznał, że będę świetną żoną - to się okaże! :P
      
    No właśnie, to się okaże, bo na powyższym zdjęciu macie szczyt moich możliwości kulinarnych - makaron z sosem z paczki (ba, tutaj jako sos posłużył mi w dodatku Gorący Kubek), pomidor, szczypiorek, cebulka i trochę przypraw. Nie było nas stać na to, żeby codziennie wychodzić gdzieś na obiad (choć pod nosem mieliśmy świetną, dość tanią restaurację), więc parę razy musieliśmy sami zrobić sobie coś do zjedzenia... Nie powiem, to powyższe jest bardzo smaczne, ale gości bym na to nie zaprosiła :P Na szczęście pieczenie wychodzi mi lepiej :P
      
    A tak spędzałam wieczory - z książką. A właściwie z Kindlem, z którym się już nie rozstaję, pokochałam go miłością wielką i wieczną ;) Przeczytałam kilka książek, głównie odmóżdżające historyczne romansidła, ale nie tylko ;) Niedługo przygotuję dla Was kolejny post z serii "Coś do poczytania" :)
    Kiedy nie chciało nam się czytać, oglądaliśmy do późna seriale - Ukochany wziął netbooka, właściciele pokoju udostępnili nam internet i było super ;)
      
    A to nasz mały codzienny budzik :) Musiał mieszkać gdzieś w okolicy, bo codziennie wcześnie rano siadał tuż przy naszym oknie (pokój mieliśmy w piwnicy, więc okno tuż przy ziemi...) i darł się wniebogłosy. Był jednak przesłodkim pieszczochem, więc dało mu się to wybaczyć. Jeśli raz się go pogłaskało, to nie odpuścił, dopóki nie miał dość pieszczot ;) To jeden z kilku powodów, dla których Ukochany zmienił zdanie co do kota w domu, więc wychodzi na to, że gdy już będziemy na swoim... będę miała kotka :D
      
     I jeszcze nasza mała sąsiadka z oczka wodnego w ogródku naszych gospodarzy. Ta żaba była ogromna, wielkości mojej dłoni, ale wyjątkowo bała się aparatu. Kiedy tylko siedziałam przy tym oczku, ona wylegiwała się na liściach i można ją było wręcz dotknąć, ale kiedy tylko zbliżałam się z aparatem, natychmiast się chowała. Nieśmiała chyba... ;) To najlepsze zdjęcie, jakie udało mi się jej zrobić.
      
    Podsumowując, nasz wyjazd był baaardzo udany, będę go długo mile wspominać :)
      
    A jak mijają Wasze wakacje? :)

    LinkWithin

    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...