sobota, 5 maja 2012

Majówkowe różności...

Naszła mnie dziś ochota na posta o niczym ;) Jest kilka drobniuteńkich rzeczy, o których chętnie Wam napiszę teraz, przy okazji takiego luźnego posta. :)
Jak Wam mija majówka? Ja nigdzie nie wyjechałam, ale odpoczywam sobie w domu, nadrabiam zaległości w blogach, książkach i serialach, grilluję z rodzinką i unikam słońca - może coś ze mną nie tak, ale w pogodę, która większość z Was tak zachwyca, ja wolę nie ruszać się z domu ;) Nie lubię upałów, prażącego słońca, a już w ogóle nie pojmuję smażenia się na plaży dla pięknej opalenizny :P
Czasem jednak wyciągnie się mnie z domu, np. na grilla...
   
  
Może wyjdę na marudę, ale jest kilka tylko grillowych potraw, które chętnie wchłonę - np. boczek albo kurczak :) Moja rodzinka z kolei najchętniej robi karkówkę, kiełbasy, dziwaczne klopsiki, szaszłyki czy też kaszankę - bleee ;) Ja za to wsuwam masowo sałatki i bułki z czosnkowym masłem, które robi moja mama - jest przepyszne! *.* Właściwie już naszą tradycją jest spędzanie każdego wolnego wieczoru na grillu z sąsiadami na podwórku - każdy znosi co może i jest wyżerka iście królewska, o ile jakiś król postanowiłby grillować ;)
  
  
Te wieczory umila mi bardzo fakt, że w naszym ogródku zaczęły już kwitnąć bzy - moje ukochane kwiaty. Są nieco blade w tym roku, ale i tak pachną niesamowicie. To zawsze najbardziej wyczekiwany przeze mnie moment wiosny - kiedy mogę przynieść do domu pierwszy piękny i pachnący bukiet bzów :) Ukochany śmieje się ze mnie, że lubię je tylko dlatego, że są fioletowe, ale to nieprawda! ;) Ale to bardzo miły "zbieg okoliczności", że kilka z moich ulubionych zapachów jest kojarzonych z fioletem - bzy, fiołki, lawenda ^^
   
  
A jak już jesteśmy przy fiolecie i lawendzie... Ostatnio zachęcona postem bloggerki Smykusmyk, postanowiłam stworzyć własną sól kąpielową ;) Poszłam jednak na łatwiznę i zamiast dodawać olejów roślinnych i olejków eterycznych, dodałam po prostu odrobinę relaksującego lawendowego olejku do kąpieli, który kiedyś dostałam jako gratis od Yves Rocher. Dosypałam też ociupinkę fioletowego barwnika spożywczego, zostawiłam do wyschnięcia i oto jest - moja własna sól do kąpieli ;)
Użyłam jej już i mam kilka spostrzeżeń. Po pierwsze - zafarbowała wodę, ale ani wanny, ani mnie nie. Po drugie, zapach, choć bardzo intensywny, bardzo szybko się ulotnił. Po trzecie sól, choć dość drobna, nie cała się rozpuściła. Trzeba będzie dopracować ten sposób, może z użyciem np. oleju avocado wyjdzie lepiej :)
   
  
A pamiętacie, jak jakiś czas temu skusiłam się w sklepie na chusteczki higieniczne tylko dlatego, że miały przepiękne pudełko z białym tygrysem? Teraz ta sama firma znowu mnie w ten sposób zdobyła, chociaż wiedziałam już, że ich chusteczki są baaardzo słabiutkie... Ale to pudełeczko mnie po prostu oczarowało, na tyle, że wyłuskałam z portfela dodatkowe 3zł i wzięłam ^^ Z tej serii były jeszcze inne kwiaty w podobnych motywach, ale wiecie - fiolet to fiolet :D

A jak Wam przebiega majówka? Opowiadajcie ^^

piątek, 4 maja 2012

Kobo True - Mineralny puder matujący 202

Ciekawe byłyście letniej kolekcji Kobo, więc na dziś przygotowałam recenzję pudru mineralnego :) Z tego kosmetyku jestem najbardziej zadowolona, choć i podkład zapowiadał się rewelacyjnie, a później mnie nieco zawiódł. Niemniej, puder okazał się naprawdę świetny. Zapraszam do bardziej szczegółowej lektury :)
   
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: drogerie Natura, 23zł / 8g

Skład: Talc, Titanium Dioxide C.I. 77891, Mica, Kaolin Clay C.I. 77004, Zinc Oxide C.I. 77947, Polymethylsilsesquioxane (and) HDI/Trimethylol Hexyllactone Crosspolymer, Theobroma Grandiflorum Seed Butter, Calcium Carbonate, Bambusa arundinacea Stem Powder, Caprylic/Capric Triglyceride
Pigmenty: C.I.: 77-019, 77-891, 77-492, 77-491, 77-492, 77-499
Mica (and) Titanium Dioxide (and) Iron Oxides

(Skład zdobyty dzięki Trustmyself :))

Moja opinia:
Mam odcień 202 - jest to wersja ciemniejsza, ale choć jestem bladziochem, całkiem nieźle mi pasuje :)
Puder zamknięty jest w solidnym plastikowym słoiczku. Po jego odkręceniu ukazuje nam się "sitko", zaklejone folią ochronną. To, co lubię w produktach Kobo to fakt, że ta folia ochronna ma perforację pośrodku, co umożliwia oderwanie tylko jej połowy, żeby nie wysypywało się za dużo pudru - bardzo praktyczna sprawa.
Sam puder ma lekko piaskowy odcień, ale wydaje mi się, że ładnie stapia się on z kolorem cery. Aplikacja jest przyjemna, choć nieco się osypuje, jak to puder sypki... Mimo to, łatwo i szybko możemy przypudrować całą twarz, uzyskując ładny zdrowy mat bez płaskiego efektu. W dodatku mat ten utrzymuje się zaskakująco długo - teraz, w te upalne dni, utrzymuje się około trzech godzin - na mojej tłustej cerze to naprawdę dobry wynik. Kiedy mat znika, a cera zaczyna się świecić, nie tworzą się żadne spływające plamy - możemy spokojnie przypudrować ponownie. Puder nie podkreśla suchych skórek ani porów, wygląda na twarzy naprawdę ładnie i naturalnie.
Nie wiem, jak to się ma do "mineralności", ale przypasował mi on znacznie bardziej niż mineralny puder La Rosa, o którym również niedługo napiszę. 
Szkoda, że to kolekcja sezonowa, bo kiedy mi się skończy, na pewno nie będzie go już w sprzedaży, a naprawdę mi się spodobał. Ba, to chyba najlepszy puder sypki, jaki znam :)
 
     
A jacy są Wasi sypcy ulubieńcy w tej kategorii? :)

czwartek, 3 maja 2012

Bielenda Ogórek i Limonka - Krem matujący dzień / noc

Jak Wam ostatnio obiecałam, przychodzę z recenzją kremu do twarzy do cery mieszanej i tłustej marki Bielenda, z serii Ogórek i Limonka. Jak dla mnie głównym argumentem "za" jest już samo połączenie ogórka i limonki ;) Sam krem jest niczego sobie, ale może po kolei? :)
  
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: np. na BioGalerii, ok. 14zł
  
Skład:
      
Moja opinia:
Krem zamknięty jest w białym, plastikowym słoiczku. Zabezpieczony on był "sreberkiem" - niby dobrze, ale wolę plastikowe zdejmowane osłonki. Forma słoika jest dla mnie jedną z najwygodniejszych, jeśli chodzi o kremy do twarzy. Lepsze są tylko pompki, a kremów w tubkach nie znoszę ;) To opakowanie wygląda estetycznie, ładnie. Sam krem jest jasnozielony, niemal biały. Jest leciutki, nieco żelowaty i dosyć gęsty - konsystencja bardzo mi odpowiada. Zapach kojarzy się bardzo świeżo, jest delikatny, przyjemny - możliwe, że pachnie ogórkiem i limonką :P
Przyznaję, że pierwsze wrażenia po nałożeniu tego kremu na twarz nie były zbyt pozytywne. Zrolował się, nie zmatowił, a wręcz przeciwnie, z miejsca nastawiłam się negatywnie. Ale twardo stosowałam dalej i dobrze się stało, bo dalsze testy były znacznie pozytywniejsze. Krem może się zrolować, jeśli "pogłaszczemy" się po twarzy chwilę po jej posmarowaniu - ale po co to robić? ;) Jeśli chwilkę poczekamy, krem ładnie się wchłonie. Nie ma jednak mowy o matowieniu. Po posmarowaniu twarzy, pozostaje na niej delikatny film, który się niestety błyszczy. Znika on po pół godziny, może godzinie, ale i wtedy trudno mówić o zmatowieniu cery - wygląda normalnie ;) Muszę jednak przyznać, że krem bardzo ładnie nawilża cerę i ją uspokaja - zaognione punkciki bledną i znika z nich stan zapalny, szybciej się goją. Nie zauważyłam wpływu na częstotliwość pojawiania się niespodzianek na cerze, ale i tego się za bardzo nie spodziewałam ;)
Podsumowując, jest to bardzo przyjemny krem i cieszę się, że się do niego nie zraziłam po naszym kiepskim początku znajomości. W dodatku jest dosyć tani i łatwo dostępny, co dla mnie jest również sporym plusem :) Bielenda po raz kolejny mnie nie zawiodła :) 


Lubicie Bielendę? Jakie są Wasze ulubione produkty tej marki? :)

środa, 2 maja 2012

Konkurs Make-up - Dwa Oblicza - ZGŁOSZENIA

     
Wraz z końcem kwietnia upłynął termin przysyłania mi swoich zgłoszeń na konkurs.
Dziś więc mogę opublikować te, które otrzymałam, a Wy, moje czytelniczki, będziecie miały możliwość wybrania najciekawszego wg siebie zgłoszenia :)
Otrzymałam ich łącznie osiemnaście, od piętnastu osób, z których dwie postanowiły pokazać się anonimowo. Przyznaję, że niektóre z Waszych prac zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie i cieszę się, że nie zobowiązałam się do samodzielnego wyboru - miałabym z tym spory problem, bo kilka makijaży bardzo mi się podoba :)
  
Bez dalszych wstępów, zapraszam do obejrzenia zgłoszeń :)
  Większość zdjęć można powiększyć, poprzez kliknięcie w nie.

1. Anonim
   
   
"Czemu taki makijaż? Uwielbiam się malowac w takim stylu :-)"
 
   
   
6. Edyta Szymańska
   
"Inspiracją do wykonania tego makijażu było dla mnie moje dzikie "ja" :) Na pozór grzeczna, cicha, poukładana, a kiedy trzeba wstępuje we mnie dzika bestia. Myślę, że każdy z nas ma w sobie pokłady dzikości, jednak na co dzień ich nie ujawniamy..."
  
8. Yasinisi
Zgłoszenie nr 1                                    Zgłoszenie nr 2
   
9. Gray
   
10. red lipstick
    
11. Anonim
Zgłoszenie nr 1
"Pierwszy makijaż to taki zwyklak na co dzień:) Korektor, trochę pudru, tusz, kreska brązowym eyelinerem, odrobina różu i oczywiście podkreślenie moich ledwo widocznych brwi :)"
  
Zgłoszenie nr 2
"Drugi to mocniejszy makijaż na wieczór, imprezę czy randkę- czekoladowy smoky eye. Strasznie podobają mi się tak umalowane oczy, sama jednak miałam taki makijaż może ze 3 razy w życiu:P
Najważniejsze są oczywiście mocno podkreślone oczy.  Czekoladowe cienie, brązowa kreska, rozświetlony łuk brwiowy, podkreślone brwi, do tego usta pomalowane jedynie błyszczykiem w odcieniu nude."
      
12. tova1
   
"Makijaż to sztuka upiększania i korekcji. W moim przypadku maskujemy przebarwienia i inne niespodzianki, poprawiamy kształt ust, podnosimy kącik oka, niwelujemy opadanie powieki, podkreślamy policzki. Kolor odwraca uwagę od niedoskonałości i dodaje pewności siebie :)"
  
14. Sarkow

15. Dak0ta
Zgłoszenie nr 1
Zgłoszenie nr 2
"Prawdę mówiąc mimo początkowego entuzjazmu dość długo zastanawiałam się czy wziąć udział w konkursie. Co zresztą widać na zdjęciach, które były robione na "chybcika" dość późną porą w ostatnim dniu konkursu;). W końcu pokazanie się w formie tak roznegliżowanej (bez makijażu jak bez ubrania) tak szerokiej społeczności internetowej jest nie lada wyzwaniem dla kogoś, kto idąc nawet po bułki do pobliskiego sklepu musi chociażby musnąć twarz pudrem a uczy maskarą. Niestety natura poskąpiła mi pięknych, ciemnych i gęstych brwi co staram się ratować henną. Dodatkowo po przeprowadzce moja skóra dość mocno odczuła jak mazurska woda różni się od tej śląskiej. To są dwa aspekty, które staram się ukryć w codziennym makijażu i które sprawiły mi najwięcej problemów przy pokazaniu się w wersji "no make up". W swojej pracy zgłoszeniowej nie chciałam cudować i kombinować. Nie używałam programów do przeróbki graficznej (co zresztą myślę, że i tak widać). Postanowiłam po prostu pokazać jak maluję się każdego dnia (praca nr 1). Niektórzy uważają, że makijaż ten jest zbyt mocny gdyż kreska na górnej powiece jest dość gruba. Ja lubię siebie w takiej wersji i czuje się w niej najlepiej. Uważam, że nadaje charakteru spojrzeniu;) Co więcej makijaż ten jest niezwykle uniwersalny. Często kończę zajęcia dość późno więc gdy później czeka mnie jeszcze jakaś impreza nie mam zbytnio czasu na zmazywanie i malowanie wszystkiego od nowa. Wtedy zwykle doklejam rzęsy (których mam zawsze kilka rodzajów w zapasie), usta pociągam krwistą czerwienią a policzkom dodaję odrobiny rumieńców (praca nr 2). I oto moje dwa oblicza:)"
    
  
To już wszystkie zgłoszenia, teraz czas na Was :)

Głosowanie jest otwarte dla wszystkich DOTYCHCZASOWYCH obserwatorów bloga - w ten sposób unikniemy nabijania głosów znajomym, a mi sztucznych obserwatorów ;)
Potrwa ono do 8 maja, do godziny 23:59, wówczas zamknę poniższy formularz i w ciągu 48h opublikuję wyniki konkursu :)
  Dla przypomnienia, oto nagroda:
  
   
Czas na głosowanie minął, wkrótce wyniki :)

wtorek, 1 maja 2012

Kwietniowe łupy, denka i podsumowanie

Przyszedł czas na mój nowy comiesięczny raport, w którym melduję, co mi przybyło. Od razu z miejsca się przyznaję, że choć ilość jest podobna do poprzednich miesięcy, to tym razem udział moich zakupów w tym zbiorze jest większy. Jak zwykle sporo dostałam od firm czy od znajomych, ale w kwietniu wydałam sama też trochę kasy - jedna trzecia poniższych łupów to moje osobiste zakupy ;)
  
  
W moje łapki wpadło tym razem parę kosmetyków moich ulubionych polskich marek - jak Joanna czy Farmona. Jest tu również cały komplet minerałków i dwie nowe flaszki perfum, a także parę eksperymentów zakupowych :) Jak zwykle - przyjrzyjmy się im po kolei.

   
Najpierw kosmetyki do twarzy. Mamy tutaj tonik matujący AA - używam go od jakiegoś tygodnia i z miejsca go polubiłam :) Jest tu też krem na noc marki DLA, z serii Niszcz Pryszcz, który kupiłam skuszona recenzją Księżniczki. Niestety, używam go od dwóch tygodni i jak na razie wychodzi z tego "niszcz twarz", choć ciągle mam nadzieję, że po tym pogorszeniu nastąpi ładna poprawa ;) Na morelowy peeling polowałam od dość dawna, wreszcie dorwałam ten, marki Beauty Formulas. Dokończę tylko mój ulubiony Avonowy i od razu z chęcią zabieram się za niego. Krem Bielendy stosuję na dzień i choć mieliśmy trudne początki znajomości, nawet się polubiliśmy ;) Na dniach napiszę już jego recenzję :)
  
  
Teraz kosmetyki do ciała - to chyba najbardziej udana kategoria w tym miesiącu, bo właściwie każdy z tych kosmetyków mnie zachwyca :) Olejku Farmony nie miałam jeszcze okazji używać, ale powala wprost zapachem. Balsam FlosLeku przebił wszelkie moje oczekiwania, zwłaszcza jego absolutnie idealny zapach - prawdziwa biała herbata z opuncją, po prostu zakochałam się w nim! *.* Na balsam Eveline polowałam również od dawna, ale nigdzie w sklepach nie widziałam tej wersji zapachowej, a właśnie na niej mi zależało. Na razie grzecznie czeka na swoją kolei, ciesząc oczy z półki ^^ I kolejny balsam, z Joannowej apteczki babuni, również okazał się całkiem przyjemnym kosmetykiem. Zależało mi co prawda na wersji bzowej, ale i ta na pewno wpadnie mi kiedyś w łapki :D Jaśminu tutaj raczej nie czuję, ale ładnie nawilża i jest wygodny w użytkowaniu :)
  
  
Teraz różności ;) Mamy tutaj dwie nowe wody toaletowe z Avonu. Jestem konsultantką od wielu lat, a że naszła mnie chęć na nowe zapachy, skusiłam się na te dwa - Scentini Plum Twist i Pure O2. Właściwie chciałam kupić jeden, ale nie mogłam się zdecydować, więc zaszalałam, bo klientki złożyły zaskakująco duże zamówienie, więc miałam większą kwotę do ewentualnego rozdysponowania ;) Wody te są od siebie zupełnie różne, ale obie mi się podobają. W sklepie zielarskim kupiłam też ostatnio czysty olej avocado - z myślą o produkcji własnych produktów kąpielowych i o olejowaniu włosów. Kupiłam także suchy szampon do włosów, nauczona doświadczeniem, kiedy pewnego pięknego poranka stwierdziłam "Nie chce mi się myć włosów, nie idę na wykład!" :D Ostatni zakup tutaj to płyn do płukania ust. Ot, zwykły płyn z Aldiego, ale bardzo mi przypadł do gustu, bo jest łagodny, a świetnie odświeża. :)
  
  
Iii kolorówka! Jest tu cały komplet kosmetyków mineralnych La Rosa - cienie do powiek, podkład, puder, bronzer. Wszystkich już używałam, zostało mi tylko zrecenzować dla Was puder i bronzer i ogólnie mówiąc, mineralne kosmetyki przypadły mi do gustu, zwłaszcza podkład :) Mam tu też nową kolekcję Kobo, składającą się z korektora rozświetlającego, pudry i podkładu. Też niedługo napiszę o nich parę słów. Widzicie tu także kredki i cienie z nowej kolekcji limitowanej My Secret - tym razem zrezygnowałam z lakierów, bo mam ich lekki przesyt :D Bardzo polubiłam się z zielono-niebieską paletką :) Poza tym jest tu brązowy tusz i sypki puder od Joko, jakoś nie miałam okazji jeszcze ich bliżej poznać, choć użyłam raz czy dwa. No i jeszcze dwa moje zakupy - liner Wibo (właśnie skończyłam taki, a to jeden z najlepszych pędzelkowych linerów, jakie znam) oraz balsam do ust W7 w przeuroczym opakowaniu, które zadecydowało o zakupie ;)
  
To by było na tyle, jeśli chodzi o łupy. 
Teraz pora na denka, z których w tym miesiącu jestem bardzo dumna!
Są tu też dwa czy trzy zużycia z marca, wtedy ich nie publikowałam, bo było ich za mało ;)
   
    
Nie będę wymieniać ani opisywać, bo i po co ;) Właściwie wszystkie z tych produktów już tutaj recenzowałam, więc jeśli jesteście ciekawe, po prostu wyszukajcie wg etykiet z rozwijanych list po prawej. 
Może nie jest to oszałamiająca ilość zużyć, ale bardzo duża jak dla mnie, bo często zdarza mi się oddawać komuś niedokończone kosmetyki, jeśli mi się już znudziły, a ktoś chętnie by spróbował. Zazwyczaj koleżanki wychodzą ode mnie bogatsze o kilka kosmetyków ;)
   
No to teraz pora na małe podsumowanie statystyk miesiąca:
   
     
  31 marca 2012 >>> 30 kwietnia
Obserwatorów GFC: 666 >>> 749 (+83)
Fanów na FaceBooku: 76 >>> 92 (+16)
   Dziękuję Wam :)
  
Ulubiony kosmetyk kwietnia:
 

UWAGA!
Jeśli wysyłałyście mi swoje zgłoszenie na konkurs "Dwa Oblicza" i nie dostałyście zwrotnego maila ode mnie, oznacza to, że zgłoszenie nie dotarło. Proszę więc o ponowne wysłanie w takim wypadku - takie zgłoszenia wyjątkowo przyjmę "po terminie". 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...