niedziela, 17 czerwca 2012

MultiSuplemental - Suplement diety StressOff

Niecały miesiąc temu zakończyłam miesięczną kurację sumplementem StressOff marki MultiSuplemental. Z poprzedniego, ogólnowitaminowego VitaSuplemental byłam zadowolona, naprawdę mogłam odczuć jego działanie. Tymczasem jego odstresowujący braciszek zdziałał znacznie mniej w moim organizmie...
  
  
Opis producenta i skład:
  
   
Moja opinia:
Przede wszystkim, zdziwiłam się, że jest to suplement, którym kuracja trwa miesiąc, ale właściwie zioła takie jak melisa mają działanie wręcz doraźne, więc może i jest to możliwe ;)
Cóż, producent obiecuje miesiąc bez stresu, z uśmiechem na twarzy, z radością z nauki (taaak, to idealnie pasuje do opisu sesji, prawda?), bez przeziębień, bez dni paszteta. Czy muszę mówić, jak mało prawdopodobne mi się to wydaje? ;) 
Czy ten suplement działa? Nie wiem. Nie czułam żadnych jego wyraźnych skutków. Jedyne, co mogę powiedzieć, to to, że faktycznie nie miałam problemów z zasypianiem, a zwykle mnie to dręczy o tej porze roku. Nie byłam jednak ospała w ciągu dnia. Stresów nie było, bo sesja rozłożyła mi się tak w czasie, że dałam radę - został tylko jeden egzamin ;) Bezsensownego doła też nie złapałam, ale to raczej nie w moim stylu :P Nie pomogło mi w nauce - za cholerę nie mogłam się skupić, ale to też w sumie dla mnie normalne ^^ Wyglądu cery niestety nic nie poprawiło.
Przykro mi, ale niewiele więcej mogę o tym suplemencie powiedzieć. Może jeszcze tylko kwestie techniczne. Jedno opakowanie zawiera 30 kapsułek w trzech blistrach po 10, łykamy jedną dziennie. Są one ciemnozielone, łatwe do przełknięcia, bezsmakowe (nie próbowałam rozgryzać :P).
  
  
Łykałyście może ten suplement? Sprawdził się u Was?

sobota, 16 czerwca 2012

Joko Marrakech Dream - Puder brązujący dla brunetek

Pewnie niejednokrotnie Wam tu pisałam, że ciągle szukam idealnego matowego bronzera. Mam swój ulubiony, ale nie jest idealny, bo ma drobinki, więc to nadal nie to. Tymczasem polska marka Joko wypuściła na rynek kolekcję Marakkech Dream, a w niej puder brązujący, w dwóch odcieniach, dla brunetek i dla blondynek. W moje łapki wpadła pierwsza wersja i oto znalazłam swój bronzer idealny :)
   
  
Opis producenta i skład:
  
   
Gdzie i za ile: w mniejszych drogeriach ze stoiskami Joko albo w sklepie Inermis.pl, ok. 28zł / 20g
  
Moja opinia:
Cóż, mój zachwyt nad tym pudrem zaczął się na długo, zanim go użyłam. Pierwsza faza nastąpiła, gdy zobaczyłam jego zdjęcia i zaśliniłam klawiaturę na widok tego pięknego wzoru na nim. W dodatku fakt, że jest on matowy... Po prostu musiałam go mieć. Wreszcie do mnie dotarł i nadeszła druga fala - okazało się, że jest ogromny, wielkości sporego spodka pod filiżankę, poza tym przepięknie pachnie cytrusami i przyprawami korzennymi. No i ten wzorek... Na żywo prezentuje się jeszcze piękniej, aż szkoda mi było mazać go pędzelkiem po raz pierwszy...
Ale w końcu trzeba było... Okazało się, że puder jest na tyle twardy, że po miesiącu używania wzorek jest niemal nienaruszony, jupi! :D Sam puder faktycznie jest stuprocentowo matowy, choć odrobinkę pomarańczowy, ale ładnie zgrywa się z moją karnacją. Jest dość subtelny, więc trudno jest zrobić nim sobie makijażową krzywdę - ja, choć lubię tylko delikatny efekt bronzera, muszę chwilę pomachać pędzelkiem po policzkach, żeby otrzymać odpowiedni efekt. Utrzymuje się on zaskakująco długo - zwykle wieczorem nie było już śladu po bronzerze, a tutaj efekt jest niemal jak chwilę po malowaniu się. 
Tak naprawdę choćbym nie wiem, jak chciała (a nie chcę ;)), nie miałabym się tu do czego doczepić. No, może rozmiar dla kogoś będzie wadą, bo przez to bronzer jest mało poręczny, ale dzięki temu nie sądzę, żebym kiedykolwiek potrzebowała nowego - on wystarczy mi na wieki! :D
  
  
Wybaczcie brak zdjęcia na twarzy, ale coś niewyjściowa ostatnio jestem. Miałam go na sobie na zjeździe bloggerek w Warszawie, zerknijcie na zdjęcia, jeśli jesteście bardzo ciekawe ;)
  
A Wy jakie bronzery lubicie? Matowe czy z drobinkami?
A może wolicie róże, rozświetlacze albo wszystkiego po trochu? ;)

piątek, 15 czerwca 2012

Na ratunek orlicowym włosom! - Po 9. miesiącu...

Czas na kolejną włosową aktualizację ;) Właściwie, to po dziewięciu miesiącach powinno coś się już urodzić z tej mojej wzmożonej pielęgnacji, prawda? ;)
Tymczasem mam wrażenie, że stan moich włosów w ciągu ostatniego miesiąca nie zmienił się ani odrobinkę. Same zobaczcie i oceńcie:
  
     
Długość z przodu: 40cm
  
A było:                                                                                                                    

Urosły tylko centymetr, to już zaczyna być ich stałe miesięczne tempo wzrostu. Ich stan ogólny nie poprawił się ani nie pogorszył, choć przez tydzień, który spędziłam na południu Polski, zmuszona byłam traktować je niesamowicie twardą wodą, co dało im się we znaki - były wiecznie poplątane, szorstkie, matowe. Teraz powoli wracają do siebie, po kilku myciach w "normalnej" toruńskiej wodzie i po powrocie do kosmetyków - bo na wyjazd zabrałam tylko szampon.
    
  
Przez ok. 2 miesiące zużywałam dużą butlę szamponu Ziaja Intensywna Świeżość  - dobrze służył moim włosom. Dziś właśnie skończyłam tę butlę i na półkę powędrował szampon Avon Naturals z pokrzywą i łopianem. Zobaczymy, jak się sprawdzi - lubię serię Naturals, ale nieco boję się ich szamponów.
Jeśli chodzi o ich pielęgnację, jaką aktualnie stosuję, są tu dwie nowości:
  
     
Pierwsza z nich to maska Ziaja Intensywna Odbudowa. Bardzo się polubiłyśmy, stosuję ją już od niecałego miesiąca i zużyłam połowę. Nakładam ją na włosy po umyciu na 3-5 minut, jak zwykłą odżywkę. Po spłukaniu, włosy są miękkie, sypkie, gładziutkie, łatwo się rozczesują.
Druga to wcierka Jantar, na którą długo polowałam, aż wreszcie przywiozłam ją ze zjazdu bloggerek w Warszawie. Jeszcze nie zdążyłam jej użyć, ale prawdopodobnie dziś albo jutro będzie miała swoją premierę ;) Baaardzo jestem jej ciekawa, choć zapach nieco odstrasza - pachnie jak męska woda kolońska ;)
  
Ponadto, do moich tabletkowych drożdży dodałam jeszcze jeden suplement:
  
  
Jak widzicie, jest to Merz Special - mam trzy opakowania, na trzy miesiące kuracji. Zaczęłam ja dwa tygodnie temu i na razie, jak można się spodziewać, efektów nie widać, ale wierzę, że coś pomoże ;) Producent obiecuje poprawę stanu skóry, włosów i paznokci - zobaczymy, czy obietnice te spełni. 
  
A jak Wam idzie dbanie o Wasze włosy? :)

czwartek, 14 czerwca 2012

Moja nowa miłość - Karpaty! - Relacja z wyjazdu :)

Na trasie na Halę Gąsienicową, na horyzoncie Giewont :)

Jak Wam pisałam tydzień temu, wybrałam się na ćwiczenia terenowe z moim rokiem - studiujemy Turystykę i Rekreację, a tym razem na terenówkę pojechaliśmy w góry, w Karpaty. Bardzo się cieszyłam z wyjazdu, bo nigdy nie byłam w Karpatach, choć góry kocham całym sercem. 
I w trakcie tego wyjazdu moja miłość do Sudetów została przyćmiona przez miłość do Tatr. Jak pierwszy raz zobaczyłam ich zarys na horyzoncie, odebrało mi mowę - na żywo robią niesamowite wrażenie, znacznie mocniejsze od oglądanych zdjęć. 

Nasz wyjazd zaczął się od dwóch dni w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, "zaliczyliśmy" więc Szlak Orlich Gniazd, Ojcowski PN, Kraków, Pustynię Błędowską... W tych okolicach już byłam, więc nie zrobiły na mnie jakiegoś oszałamiającego wrażenia, choć oczywiście bardzo mi się tu podoba :) 
Teraz może parę zdjęć z tego pierwszego etapu:
     
Szlak Orlich Gniazd - zamek w Pieskowej Skale
Szlak Orlich Gniazd - zamek w Pieskowej Skale
Szlak Orlich Gniazd - zamek w Olsztynie pod Częstochową
Szlak Orlich Gniazd - zamek w Bobolicach
Pustynia Błędowska
Kraków :)
   
Kolejne dni spędziliśmy już w Karpatach i tu każde nowe miejsce było dla mnie zachwycające :) Co prawda pogoda średnio dopisywała i na szlak wyszliśmy tylko dwa razy, ale jednak zobaczyłam kawał Karpat i naprawdę zakochałam się w każdym ich elemencie. Niestety, okazało się, że najwyraźniej moje płucko nie zregenerowało się odpowiednio po odmie, bo po kilkuset metrach miałam już straszną zadyszkę i zwyczajnie nie nadążałam za pędzącą grupą. Szłam więc daleko za nimi, wolniutko, z przerwami, z trójką koleżanek z różnymi innymi schorzeniami ;), ale w przeciwieństwie do tych pędzących na przedzie, miałyśmy czas na podziwianie widoków, robienie zdjęć i ogólny zachwyt nad górami - tamci nawet nie zauważyli, że mijaliśmy piękny widok na Giewont (pierwsze zdjęcie w notce). Nie dotarłyśmy tylko nad Czarny Staw Gąsienicowy, bo gdy weszłyśmy na Halę Gąsienicową to grupa już schodziła ze stawu ;) Trudno, zamierzam tu wrócić w wakacje i na własną rękę zdobyć kilka szczytów.
No to czas na parę zdjęć z Karpat:

Owce w Krościenku
W drodze na Trzy Korony
W drodze z Trzech Koron do Sromowców Niżnych - niestety nie mam ładnych zdjęć ze szczytu Trzech Koron - za bardzo trzęsły mi się ręce jak już dotarłam na szczyt ;)
Trzy Korony w pełnej krasie :)
Zakopane - Krupówki
W drodze na Halę Gąsienicową od Kuźnic
Panorama - w drodze na Halę Gąsienicową
W połowie drogi pochłonęły nas chmury - nie było nic widać przez parę chwil ;)
Kawałeczek przed samą halą złapał nas deszcz, ale nie zepsuł on cudownego krajobrazu Tatr...

 Starałam się na zdjęciach oddać całe wrażenie, jakie zrobiły na mnie góry, choć dla wielu z Was jest to pewnie temat dość oczywisty - większość na pewno była w Tatrach i okolicach.
Dodam też, że mimo, że był to wyjazd w ramach studiów, nie odczuwało się tego za bardzo - dwójka opiekunów była przesympatyczna i wyrozumiała, niby trzeba było robić notatki i czytać referaty, ale nie przeszkadzało to jakoś specjalnie ;)
Wróciłam z wyjazdu baaardzo zadowolona, choć przeziębiona, z jęczmieniem na oku i wybitnie upierdliwym "głębokim odciskiem" na śródstopiu (jak stąpam to czuję jakbym stawała na gwoździu). Mimo to żadna z tych rzeczy nie uprzykrzyła mi zwiedzania - te kilka dni tylko zachęciły mnie do tego, żeby wrócić tu i naprawdę na własną rękę zobaczyć wszystko i wszędzie dotrzeć :) Marzy mi się wejście na Kasprowy, Giewont, zwiedzenie Doliny Kościeliskiej i jej jaskiń (to był temat mojego referatu), spływ Dunajcem, a może i wędrówka po Bieszczadach...?

 Też kochacie góry czy jesteście może fankami wylegiwania się na plaży nad morzem?
Co w Tatrach albo ogólnie w Karpatach kochacie najbardziej?

czwartek, 7 czerwca 2012

Pazurki, braciszek i znowu wyjazd ;)

Hej!
Dziś pora na posta o niczym, bo mam bardzo zalatany dzień... 

Ale może po kolei.
Wiecie pewnie, że przestałam prowadzić bloga lakierowego, bo straciłam serce do moich paznokci. Okazuje się jednak, że nie aż tak:
  
  
Oczywiście nadal są w strasznym stanie, łamliwe, rozdwajające się, zupełnie miękkie... Taka już chyba ich uroda i tego nie zmienię... Ale teraz przynajmniej znowu mam ochotę, żeby cokolwiek na nich zrobić ;) Wczoraj na przykład zaserwowałam moim paznokciom konadowy manicure - bazą tutaj jest lakier China Glaze - Spontaneous, wzorek zrobiony lakierem China Glaze - Light as Air i płytką Bundle Monster BM-223. Pokryłam to warstwą Seche Vite i jest cacy ;) Podoba Wam się taka zeberka?
A zdjęcie robiłam na tle kota :D Ciągle właził mi w kard, więc niech mu będzie ;)

 To jeszcze przedstawię Wam kogoś bardzo dla mnie ważnego:
  
  



Oto Krzysiu. Znany także jako Filip (ma dwa imiona ;)) i jako Smród (to czuła ksywka ode mnie :P).
Jest to mój pięcioletni brat i chrześniak. Jeden z dwóch najważniejszych facetów w moim życiu, zaraz po Panu i Władcy ;) Prawda, że słodziak? Dostał ostatnio rower i codziennie jeżdżę z nim do parku, żeby się wyszalał :) Radzi sobie nieźle, ale na razie ma cztery kółeczka. Oczywiście już marudzi, że chce spróbować na dwóch, ale dopóki jest w stanie się przewrócić na takim (tak, da się!) to raczej mu ich nie odkręcę :P 





A ja się tymczasem żegnam.
Wyjeżdżam na ćwiczenia terenowe na południe Polski - nie uściślę gdzie, bo właściwie całe południe zjedziemy ;) Najwięcej czasu spędzimy w Karpatach, z czego bardzo się cieszę, bo... nigdy nie byłam w tamtych górach ;) O ile Sudety znam jak własną kieszeń i kocham całym sercem, o tyle w Karpaty nigdy nie dotarłam...
Wracam w środę wieczorem, zdam Wam pewnie jakąś relację z wyjazdu.
A teraz lecę się pakować i kończyć referat ;) 
Trzymajcie się i nie zapomnijcie o blogu! ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...