piątek, 12 kwietnia 2013

Orlica dietuje...#2.1 - Zaczynam od nowa ;)

Część z Was pół roku temu śledziła moje postępy w zrzucaniu ciałka. Wtedy udało mi się odnieść sukces i muszę przyznać, że byłam i nadal jestem z siebie dumna. Niestety, nie udało się zachować zdrowych nawyków żywieniowych tak na dłuższą metę, ale o tym zaraz. Tak czy siak, czas wrócić do zdrowego odżywiania, żeby jakoś wyglądać latem ;)
Pisałam Wam już kiedyś, że u mnie w domu jada się tłusto, ale bardzo smacznie. Nie jest to najzdrowsza dieta, niestety także nie sprzyja utrzymaniu ładnej sylwetki, ale jak tu odmówić pysznemu spaghetti, kluskom ziemniaczanym czy domowym frytkom ;) Po ostatniej diecie udało mi się przez jakiś czas utrzymać zdrowe nawyki i przynajmniej ograniczać te niezdrowe przyjemności dla podniebienia, ale nie trwało to długo - zaczął się rok akademicki, praca itd., zgubiłam gdzieś regularność jedzenia, jak byłam głodna poza domem to kupowałam drożdżówkę albo zapiekankę. Czas zaserwować mojemu organizmowi ze 2 miesiące zdrowszej diety!
Nie zamierzam liczyć kalorii, nie widzę sensu. Zamierzam za to przez te 2 miesiące, tak jak ostatnio, jeść regularnie, zdrowo i lekko, a później jak najdłużej nawyki te utrzymać (co będzie trudne, dopóki nie opuszczę wreszcie rodzinnego gniazdka ;)). Poczyniłam już pierwsze zakupy:
  
  
Jak widzicie, nie są to produkty stricte dietetyczne - po prostu zdrowsze alternatywy dla tego, co jem na co dzień. Oczywiście owoce i warzywa są ciągle stałym elementem mojego jadłospisu, ale teraz będzie ich więcej. Nie zamierzam katować się czymś, czego nie lubię (tylko ukochany 'zwykły' makaron zastąpiłam pełnoziarnistym, za którym mniej przepadam ;)), a jak czasem ukradkiem wszamię sobie czekoladkę to też nie skończy się to sesją samobiczowania ;)
Same zobaczcie, nie cierpię na tej diecie, to wczorajszy podwieczorek - truskawki w jogurcie naturalnym, po prostu niebo w gębie dla stęsknionych wiosny ;)
   
  
Dodatkowo wprowadziłam nowy balast do mojej torebki - zawsze noszę ze sobą butelkę wody:
   
   
Dla wielu z Was to norma, dla mnie nie ;) Rzadko pijam wodę, zdecydowanie bardziej wolę nawadniać organizm zieloną czy białą herbatą, ale poza domem warto mieć pod ręką coś do picia. Także w domu piję hektolitry zdrowych herbat, a na drogę tacham ze sobą wodę, bo ciągle jestem w biegu ostatnio.
  
Na razie nie włączam do mojego programu odtłuszczania żadnego sportu - poczekam na ładniejszą pogodę i ruszę na małe bieganie albo na siłownię - teraz skończyłoby się to tylko choróbskiem. Na chwilę obecną po prostu zwiększam ruch - zamiast jechać gdzieś autobusem, idę pieszo itd. :) Pomaga mi w tym znowu serwis Endomondo.com, choć po jego aktualizacji trudniej mi się tam połapać ;)

Tymczasem na mojej lodówce już wylądowała tabelka:
  
  
Jestem osobą, którą bardzo motywują wszelkie tabelki, liczenie postępu, odliczanie do celu itd. Ta tabelka na lodówce codziennie przypomina mi więc o tym, ile jeszcze przede mną, ile chcę osiągnąć :)

Znam swój organizm na tyle, by wiedzieć, że ograniczając świństwa i zmieniając dietę na zdrowszą, zrównoważoną i regularną, jestem w stanie osiągnąć sukces w zrzucaniu zbędnych kilogramów i centymetrów. :) Niestety od czasu zakończenia poprzedniej diety zdążyło mi właściwie wrócić wszystko sprzed niej - uważam jednak, że przez pół roku to nie taki zły wynik, zwłaszcza, że mamy za sobą zimę, gdzie naturalnie hoduje się warstwę ochronną ;) Teraz czas ją zrzucić na lato :)
  
    
Moje wczorajsze ważenie i pomiary pokazały, że "urosłam" już prawie do tych wymiarów, które ostatnio skłoniły mnie do wzięcia się za siebie. Tym razem jednak wiem, że to jest spowodowane też przedokresowym "napuchnięciem", więc nie przejmuję się tak bardzo. Wiem też, że uda mi się pozbyć nadmiaru kilogramów i centymetrów :) Mimo wszystko proszę Was o kciuki i przyznaję się bez bicia - to publiczne pisanie o tych moich zmaganiach motywuje mnie najbardziej :) Za dwa tygodnie zamelduję Wam o postępach.
  
To co, kto razem ze mną bierze się za siebie? :)

100 komentarzy:

  1. Wezmę się z Tobą za siebie, ale najpierw zjem jeszcze tego pączka co jest w kuchni hahah :P
    A tak serio, to oczywiście uważam,że nie masz czego zrzucać :) ile masz wzrostu? też nie znoszę takiego makaronu, a takie truskaweczki często sobie serwuję:) i ta tabelka na lodówce- coś idealnego dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 168cm. Wiem, że do nadwagi mi daleko, bliżej już niedowagi, ale źle się czuję teraz z tym, jak wyglądam - zawsze wyglądam na więcej niż ważę ;) Wystarczy spojrzeć na pomiary.

      Usuń
    2. Ja tam uważam,że jeśli ktoś się sobie nie podoba w swoim ciele, nawet jeśli ma niedowagę, to może trochę o siebie zadbać. Wszystko jest dla ludzi, prawda? ;) Trzeba tylko pamiętać o umiarze :)ja mam 183 wzrostu i 74 kg :)

      Usuń
    3. Wow, wysoka jesteś :)
      Zgadzam się, odrobina rozsądku i spokojnie można poprawić wygląd. W przypadku niedowagi lepiej tylko stosować odpowiednią dietę połączoną z ćwiczeniami.

      Usuń
    4. No stety,albo niestety :D kiedyś, 2 lata temu schudłam 8 kg, i wagę na szczęście utrzymuje, teraz tak bym jeszcze z 4/5 chciała zrzucić i bym była zadowolona :)

      Usuń
    5. Na zdjęciu profilowym wyglądasz bardzo szczupło :>

      Usuń
    6. Magia fotografii, albo dobrego ustawienia się :D ewent. dobrze dobranych ubrań :D

      Usuń
    7. To już połowa sukcesu ;)

      Usuń
    8. Teraz jeszcze ta druga połowa Orlico, i będę szczęśliwa :)

      Usuń
    9. Eee, teraz to już z górki ;)

      Usuń
    10. oby :D no to od jutra:D znaczy od teraz :)

      Usuń
  2. powodzenia! ja tez muszę się zabrać za siebie za niedługo :) na razie fittnes przy przeprowadzce :D

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja długo omijałam makaron pełnoziarnisty, bo pomyliłam go z obrzydliwym razowym, który raz zakupiłam:/ Na szczęście kiedyś będąc w biedronce, pełnoziarnisty rzucił mi się w oczy, kosztował chyba 3-4 zł (400g) więc wzięłam i... jest naprawdę OK! Też muszę coś ze sobą zrobić, oczywiście dieta (ograniczenie słodkości, czipsików i McDonalda), może też wrócę do Jillian.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brrr, razowy też kiedyś jadłam, nic fajnego ;)
      Uwielbiam zwykły makaron, pełnoziarnisty też ujdzie, ale gdybym miała wybór, zawsze padnie na biały ;) Ewentualnie lubię też te trzykolorowe, barwione pomidorami i szpinakiem :)

      Usuń
    2. to ja jestem dziwna, bo nie czuję specjalnej różnicy między zwykłym makaronem (penne czy spaghetti, bo takie jem najczęściej) a pełnoziarnistym np. z Lubelli. smakuje mi tak samo. mało tego, jak niedawno jadłam ten zwykły to wydawał mi się jakiś taki miękki i dziwny :D

      Usuń
    3. Z Lubelli pełnoziarnistego nie miałam okazji jeść, może faktycznie on jest lepszy w smaku :)

      Usuń
    4. UPDATE - jadłam ciemną Lubellę, rzeczywiście jest bardziej jadalna ;P

      Usuń
  4. Idealnie! Też postanowiłam się wziąć za siebie :P Miało być od poniedziałku ale tych poniedziałków było już tyle, że nie ma na co czekać. Wczoraj pożegnałam swoje stare nawyki żywieniowe ogromnym gofrem z bitą śmietaną i malinami mmm... Zaczynam od dziś! Z kimś zawsze raźniej, może tym razem uda mi się wytrwać ;)
    P.S. Absolutnie się nie czepiam, ale wkradł Ci się mały błąd w ostatnim akapicie "Wiem też, że uda mi się pozbyć się nadmiaru" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dziś jeszcze idę żegnać złą dietę, bo mam wykupiony groupon na spaghetti, lepiej iść teraz, niż jak już uda mi się coś zrzucić i będzie szkoda :P
      A co do błędu to w sumie nie wiem, czy jest błędem, bo jedno "się" jest do "uda się", a drugie do "pozbyć się" - brzmi głupio, ale chyba jest poprawnie...? W każdym razie dzięki - jestem pedantką pod względem poprawności pisania, ale czasem wkradną mi się jakieś literówki itd, a wtedy cieszę się, jak ktoś je zauważy i zwróci uwagę, żebym poprawiła ;)

      Usuń
    2. Hm.... Bez drugiego "się" ale z jakimś dopiskiem po "nadmiaru" (czego?) chyba by było lepiej. Ale tak w sumie może faktycznie jest też ok. W sumie humanista ze mnie kiepski, nie znam się :P Zresztą dopiero wstałam (sick!) i mój mózg nie pracuje jeszcze na pełnych obrotach. Po prostu zabrzmiało mi coś dziwnie i zostało zarejestrowane jako błąd. Dobra, nie brnę już dalej :P
      W takim razie życzę wielu pięknych doznań w czasie konsumpcji spaghetti!

      Usuń
    3. I ta opcja brzmi lepiej, poprawiłam :)
      Pozdrowię spaghetti od Ciebie :P

      Usuń
  5. Ja mam ok 172 i waże 58kg ;/ ze 2kg musialabym schudnać, ale ciężko mi to idzie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj to już chyba niedowaga, co? ;)
      Na pewno masz co zrzucać?

      Usuń
    2. Do niedowagi mi daleko z moim obżarstwem wiecznym :P Kuper mi urósł i to jego chce zrzucić, większych kompleksów nie mam :) a ta waga w okolicach 60 jak zazwyczaj miałam 56-57 troszkę mi nie pasuje :)

      Usuń
    3. W takim razie powodzenia :) Rozumiem tę potrzebę zrzucenia czegoś tylko dlatego, że nam samym to nie pasuje ;)

      Usuń
  6. mnie najlepiej motywują tabelki w exelu :D są bezlitosne! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. =excelu. dyslektyk ;p piszę sobie tam ile schudlam w jakim czasie, zaznaczam ruch, bledy zywieniowe, okres, etc. potem przynajmniej jak waga stoi to mogę wrócić i zajrzeć "o, jednak nie ruszałam się tyle co w zeszlym" i nie ma paniki ;p. Oczywiscie można sobie tak pilnować w głowie ;)

      Usuń
    2. Tabelki to zawsze dobre motywatory :D Ja mam tę fioletową, co tu na koniec posta wstawiłam, ustawioną jako tło pulpitu, więc też patrzę na nią i robię co mogę, żeby w kolejnej rubryczce były już mniejsze wartości ;)

      Usuń
  7. Powodzenia! :)
    Ja parę dni temu zaczęłam, ale... czarno to widzę :P brakuje mi wsparcia, szczególnie w domu... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie było podobnie za pierwszym razem, ale jak zrozumieli, że biorę to na serio to było nieco lepiej. Mam w lodówce koszyk z moimi "dietetycznymi" produktami, na lodówce kartkę, rodzinka już nie pyta mnie codziennie "Zjesz z nami klopsy/kluski/pieczeń?" ;)

      Usuń
  8. powodzenia
    to do ilu kg chcesz zejść?

    ja mam 177 cm i ważę 64 kg, schudłam 13 kg w zeszłym roku, musiałam po porodzie zrzucić co zbędne,łatwo nie było,ale jakoś powoli poszło, w sumie od października waga mi się utrzymuje :) największy plus tego,że spadł mi biust!!! mając 114 w biuście a teraz 80 kilka cm to jest ulga dla kręgosłupa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniej więcej do 54-55kg :)
      Kurczę, mi z biustu też spada, ale się z tego nie cieszę, bo sam w sobie nawet teraz jest malutki :P

      Usuń
    2. no to dużo nie masz do stracenia :) trzymam kciuki oczywiście :)
      mi właśnie najbardziej zależało żeby stracić biust, a to jak na złość leciało z tyłka najbardziej, no brzuch tez mnie cieszył i nogi,ale ten biust był uciążliwy,aż w końcu on zaczął lecieć i to mnie najbardziej uszczęśliwiło :)

      Usuń
    3. Niby niedużo, ale bez jakieś ścisłej diety tak szybko nie leci ;) Te 2 miesiące powinny jednak wystarczyć.

      Usuń
  9. Po przeczytaniu tego posta mysle, ze jestesmy do siebie bardzo podobne. I wlasnie wczoraj myslalam o jakiejs fajnej diecie

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja wczoraj weszłam na wagę i się załamałam;/ I też biorę się ostro za siebie, bo aż płakać się chce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jest na to najlepsza pora, więc trzymam kciuki! :)

      Usuń
  11. ja mam za sobą od lutego -9kg ;) oby tak dalej, będę śledzić Twoje poczynania w zrzucaniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, to niezły wynik, gratuluję! :)

      Usuń
  12. Ja także trzymam kciuki :)) sama po ciąży próbowałam schudnąć (z 80kg na 55-57kg :))) wyglądam nawet lepiej niż przed ciążą :PP a pomogło mi właśnie picie dużo płynów- u mnie hektolitry mięty z cytryną i przede wszystkim zastąpienie smażonego gotowanym lub pieczonym a jeśli smażone to połowa porcji i więcej sałatki. A i polubiłam jogurt naturalny, którego wcześniej wręcz niecierpiałam. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że też zdrowe podejście do odchudzania, gratuluję :)

      Usuń
  13. Trzymam kciuki :) Też muszę się za siebie wziąć. Ja przyzwyczaiłam się i dziennie wypijam powyżej 2 litrów wody :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po wodzie jestem głodna, więc to u mnie nie przejdzie, ale piję dużo herbat :)

      Usuń
  14. Ja też wprowadziłam wiosenną rewolucję w swoim żywieniu:D

    OdpowiedzUsuń
  15. W takim razie powodzenia ;) Trzymam mocno kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja dietuję od zeszłego poniedziałku, tylko ze mną gorzej, bo BF% mi wyszedł prawie 28, przy niewiele większej wadze niż Twoja ^^ No ale metr w biodrach mówi sam za siebie :P
    Po pierwszych sukcesach może napiszę coś o tym na blogu ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie poczytam :)
      Też mnie moje boczki przerażają, zwłaszcza, że moje są jakby nad biodrami, a nie po bokach, przez co mam strasznie wysoką talię :P

      Usuń
  17. Powodzenia :)
    Ja się dietuję od ponad miesiąca.

    OdpowiedzUsuń
  18. W takim razie powodzenia!:) Ja od jakiegoś czasu staram się jeść rozsądniej, jednak wiem, że do matury i tak nie mam co liczyć na cuda. Brak czasu=zero ruchu. Ale od czerwca...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy od rodzaju braku czasu - teraz jestem tak zalatana, że nie mam kiedy usiąść i odpisać na komentarze, ale przynajmniej biegam po mieście ciągle :P

      Usuń
  19. No patrz! Ty już 2 raz zaczynasz, a ja się ani razu jeszcze nie zebrałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A masz w ogóle potrzebę? :P

      Usuń
    2. Mówią, że nie, ale ja widzę swoje :D poza tym mam straszne wahania wagi w granicach 8kg i nie wpływa to dobrze na stan skóry... Chciałoby się to unormować, ale lenistwo wygrywa xD

      Usuń
    3. "Ja widzę swoje" - i znowu, jakbym czytała o sobie :P

      Usuń
    4. :D Ja mam problem tego typu, że miałam 3-4 lata kiedy trenowałam (można powiedzieć) zawodowo koszykówkę i byłam wtedy bardzo chuda. Więc teraz mam straszny problem z przyzwyczajeniem się, że mam trochę więcej ciałka i jakiś cellulit też się pojawił.

      Usuń
    5. Też jeszcze parę lat temu byłam szkieletem - tak po prostu, bez powodu ;) Jadłam mnóstwo, wszystko i zawsze i nie tyłam, potem nagle zaczęłam i nie mogłam się przyzwyczaić :P
      Ważyłam 45kg przy wzroście 168cm :P

      Usuń
    6. U mnie powód był, ale też sobie pozwalałam na jedzenie wszystkiego :D
      A ja 56 przy 180cm, czyli podobna skala ;)

      Usuń
    7. U mnie za powód chyba uznać nieszczęsne (ale i szczęsne! ;)) pigułki anty ;)
      Zakładamy klub ex-chudzielców? :P

      Usuń
    8. O tak to też się u mnie przyczyniło, dlatego rzuciłam to w cholerę w lutym!
      Haha :D TAK!

      Usuń
    9. Ooo NIE, ja rzucić nie zamierzam, kocham je :P Ale zmieniłam teraz niby na takie zdrowsze, choć to pewni pic na wodę :P

      Usuń
    10. U mnie miłość zamieniła się w nienawiść zwłaszcza, że w 100% nie spełniały swojej roli :/ Plus wszelkie opcje z ulotki pt mdłości, migreny itp zaliczyłam. Takie niestety mam obciążenie genetyczne na złe reakcje po tabletkach - chrzestna mnie załatwiła.

      Usuń
    11. O kurczę, współczuję... U mnie poza tyciem były i są one wybawieniem - poza działaniem oczywistym, pomogły mi zwalczyć trądzik (moja twarz wyglądała jak pizza albo księżyc...), osłabiły comiesięczne bóle (choć nadal umieram, ale mniej ;)) i niemal całkiem usunęły humorki ;)

      Usuń
    12. Ja się po tabsach taka płaczliwa zrobiłam, że masakra. Ciepłe kluchy :D No u mnie cała zabawa z jakimikolwiek hormonami zaczęła się od bólu, i bardzo się bałam teraz je odstawiając, ale chodzę na elektroakupunkturę. Jak na razie działa, jak na dłuższą metę będzie ok to będę pochwalić głośno i wyraźnie :D
      Tylko nie wiem co zrobię z działaniem oczywistym, ale na razie nie potrzebne to się nie przejmuję ;)

      Usuń
    13. I tak warto czasem dać organizmowi odpocząć ;)

      Usuń
    14. Masz rację ;) Zwłaszcza, że nigdy nie wiemy jak to świństwo zadziała kiedyś w przyszłości.

      Usuń
    15. Dokładnie... Martwię się o to od dawna, a lekarz oczywiście zapewnia, że na nic to nie wpłynie. Zobaczymy...

      Usuń
    16. Lobby farmaceutyczne jest tak ogromne, że boję się wierzyć w takie rzeczy, nawet lekarzom:/

      Usuń
    17. I znowu doskonale się rozumiemy... ;)
      Trzymajmy więc kciuki za siebie nawzajem, żeby w przyszłości zajść w ciążę wtedy, kiedy się na to zdecydujemy ;)

      Usuń
  20. ja zaczęłam od pierwszego stycznia, po pierwszym miesiącu było trzy kilo mniej :) a potem się złamałam! :D
    powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zaszkodzi wrócić po czasie ;)

      Usuń
  21. Też wzięłam się za siebie, bo przez te kilka ostatnich chłodnych miesięcy przytyłam jakieś 8 kg!!! Do lata trzeba zrobić z siebie człowieka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mi od października przybyło 5kg, więc też sporo, ale miejmy nadzieję, że uda nam się to zrzucić ;)

      Usuń
  22. Od jakiegoś czasu walczę już z nadwagą. Schodzi mi się, bo raczej nie stosuję diet, a po prostu zdrowo się odżywiam, przynajmniej bardzo się staram ;) Za "wpadki" też się nie biczuję, ale jako bardziej doświadczona chciałam Ci służyć radą. Odstaw wodę źródlaną na rzecz mineralnej. Źródlana bywa gorsza od kranówki :/
    Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta jest mineralna ;) Zresztą jak już piję wodę to w małych ilościach, tę małą kupiłam dla samej zgrabnej butelki :P

      Usuń
  23. Ja ostatnio zaczęłam dietę, wytrwałam aż 3 dni :D Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gonię Cię, właśnie skreśliłam drugi dzień w lodówkowej tabelce :P

      Usuń
  24. widzę , że nie jestem sama . powodzenia i wytrwałości ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Dziewczę, ja nie wiem, gdzie Ty się chcesz odchudzać, spojrzałam na 60kg i momentalnie szukałam Twojego wzrostu :) założę się, że świetna z Ciebie laska i niepotrzebnie marudzisz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do marudzenia mi daleko ;)
      Zdjęć brzuszyska nie pokażę, bo nie o to tu chodzi. Tak naprawdę w tym przypadku mam gdzieś to, co mówią mi tabelki - niby blisko mi do niedowagi, ale wyglądam (nie wg mnie, wg wszystkich pytanych ;)) na więcej niż to 60kg, więc biorę się za siebie póki mogę ;) Chcę dobrze czuć się w swoim ciele, niezależnie od BMI itd ;)

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że nie wpadniesz później w wir jak ja. Tak zepsułam sobie metabolizm, że im mniej jem tym więcej ważę.. Może to 60kg to Twoja waga standardowa? U mnie wynosi ona 62kg, przy wzroście około 173/175. Czy utyję, czy schudnę, organizm tak działa, że na siłę ciągnie mnie do tego miejsca, to jest dla mnie niepojęte :) teraz ważę 58, ale czuję, że jak się organizm obudzi - to cofnie mnie na to 62 :o aspiruję na dietetyka, więc w razie czego z chęcią o tym pogadam, zakładam, że rad nie potrzebujesz, ale w przypadku wątpliwości - służę pomocą, jakimś artykułem, czy też podpowiedzią :)

      Usuń
    3. Niestety 60kg to nie waga standardowa, gdybym nie zaczęła diety teraz, rosłoby dalej. Najlepiej czuję się w okolicach 55kg i wtedy też najlepiej wyglądam wg mnie :P Dlatego teraz planuję zjechać znowu do tej wagi i starać się ją utrzymać - oby się udało ;) Jak będę na swoim na pewno będzie łatwiej. Teraz od kiedy postanowiłam nieco zrzucić rodzinka zdążyła upiec tonę pysznych rogalików, zrobić seans filmowy z przekąskami, usmażyć frytki i wieeele innych rzeczy, które mogłabym odczytać jako "utrudnijmy Dominice dietę" :P

      Usuń
  26. Masakra, wszyscy się dietują a ja anarchistycznie się pasę! Powodzenia z dietą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pasę się przez wszystkie pozostałe niedietowe miesiące :P

      Usuń
  27. trzymam kciuki :) takie podejście jest najlepsze, nie ma się co głodzić na siłę bo to nic nie da.
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i witam kolejnego nocnego Marka ;)

      Usuń
  28. Ja też zaczęłam, od wczoraj! I tez podałam do publicznej wiadomosci na blogu, będzie motywacja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, czujesz się pilnowana? :D

      Usuń
  29. Mamy identyczne wymiary :P aż poleciałam po metr :P Tylko w brzuchu mam 2 cm mniej. Ale za to ważę więcej - 63kg przy 170cm. Też biorę się za siebie :) Od 3 dni ćwiczę i nie jem słodyczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no i w biuście nieszczęsne 100 cm... :(

      Usuń
    2. Lepiej mieć w biuście 100cm niż w biodrach ;)
      Powodzenia życzę, u mnie już tydzień, ale efekty na razie nie zwalają z nóg... Muszę zacząć się więcej ruszać.

      Usuń

Z góry dziękuję za wszelkie Wasze komentarze :)
Zawsze wszystkie czytam i staram się na nie odpowiedzieć, bo Wasza opinia jest dla mnie naprawdę ważna.
Proszę jednak o darowanie sobie komentarzy typu "Obserwuje i liczę na to samo" albo "Super, zapraszam do mnie" - takie "spamy" będę usuwać.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...