wtorek, 16 października 2012

Coś do poczytania... #4

Całkiem niedawno publikowałam tego typu posta, ale ostatnio sporo czytam, więc już mam dla Was nową porcję moich mini-recenzji. Kilka dni temu pytałam na fanpage'u bloga na Facebooku, czy chcecie już poczytać o kolejnych książkach i byłyście nastawione bardzo pozytywnie, więc proszę bardzo, oto parę słów o pięciu książkach, które ostatnio przeczytałam :)
  
    
   
"Pięćdziesiąt twarzy Grey'a" Erica Leonard
  
"Hipnotyczna, uzależniająca, iskrząca seksem i erotyką powieść, której nie sposób odłożyć. Studentka literatury Anastasia Steele przeprowadza wywiad z młodym przedsiębiorcą Christianem Greyem. Niezwykle przystojny i błyskotliwy mężczyzna budzi w młodej dziewczynie szereg sprzecznych emocji. Fascynuje ją, onieśmiela, a nawet budzi strach. Przekonana, że ich spotkania nie należało do udanych, próbuje o nim zapomnieć – tyle że on zjawia się w sklepie, w którym Ana pracuje, i prosi o drugie spotkanie. Młoda, niewinna dziewczyna wkrótce ze zdumieniem odkrywa, że pragnie tego mężczyzny. Że po raz pierwszy zaczyna rozumieć, czym jest pożądanie w swej najczystszej, pierwotnej postaci. Instynktownie czuje też, że nie jest w swej fascynacji osamotniona. Nie wie tylko, że Christian to człowiek opętany potrzebą sprawowania nad wszystkim kontroli i że pragnie jej na własnych warunkach… Czy wiszący w powietrzu, pełen namiętności romans będzie początkiem końca czy obietnicą czegoś niezwykłego? Jaką tajemnicę skrywa przeszłość Christiana i jak wielką władzę mają drzemiące w nim demony?"
  
Zabierałam się za tę powieść z nastawieniem "A, kolejna szmira uchodząca za hit literatury kobiecej". I w sumie dużo się nie pomyliłam, ale muszę przyznać, że czytało się ciekawie, bo książkę pochłonęłam właściwie w ciągu doby.
Fabuła nie zachwyca, styl wręcz razi (wszyscy marszczą brwi, patrzą chłodno, przechylają głowy i zmieniają wyrazy twarzy - dość ograniczona mimika...), rażą też częste wstawki typu "Kuźwa!", "Rety", "O święty Barnabo" - ?! Połowę objętości książki zajmują opisy scen erotycznych. Osoby zgorszone na początku pewnie nie dotrwałyby do końca, ale ze mnie już taki osobnik, co takie elementy w książkach bardzo lubi - a tutaj te sceny erotyczne były co najmniej intrygujące.
Myślę, że sięgnę w przyszłości po kolejne tomy, tak z czystej ciekawości.
  
"Kryształowy anioł" Katarzyna Grochola
  
"Judyta, obwołana najbardziej wpływową bohaterką literacką wolnej Polski, ma godną następczynię. Na niemal sześciuset stronach nowej, znakomitej powieści "Kryształowy Anioł" Katarzyna Grochola powołuje do istnienia Sarę. Ta inteligentna i wrażliwa trzydziestolatka, podobnie jak wielu przedstawicieli jej pokolenia, wyjeżdża z rodzinnego miasta, aby szukać szczęścia w Warszawie. Niestety – to, co jest szczęściem dla męża Sary, jej przynosi osamotnienie i rozpacz. Ogromny sukces przychodzi w najmniej spodziewanym momencie i łączy się z goryczą porażki. Takiej powieści jeszcze nie było. W "Kryształowym aniele" czytelnicy odnajdą niezwykłą syntezę tego, co znamy z "Nigdy w życiu!" i "Trzepotu skrzydeł": błyskotliwe dialogi, zabawne qui pro quo, ale też duszną atmosferę dramatu psychologicznego. Sugestywny styl Grocholi sprawia, że czytając "Kryształowego Anioła", będziemy na przemian zaśmiewać się i wzruszać razem z główną bohaterką."
  
Przyznam szczerze, że pierwsze pół książki niesamowicie mnie nużyło, nie mogłam przez nie przebrnąć. Uznałam już, że styl Grocholi do mnie nie przemawia, że takie to bez polotu i w ogóle... W końcu jednak udało mi się wciągnąć w fabułę i dokończyłam czytanie z przyjemnością. "Kryształowy anioł" to powieść lekka, ciepła, sympatyczna - nie są to określenia, którymi często opisuję literaturę, ale ta taka właśnie jest, w sam raz na wieczór pod kocem z kubkiem ciepłego kakao, tak dla odstresowania się.
Z początku miałam wrażenie, że Grochola na siłę próbuje być śmieszna i średnio jej to wychodzi, ale w końcu doceniłam niektóre dowcipy czy żarty sytuacyjne w książce, ba, parę razy nawet parsknęłam śmiechem ;) Wbrew pierwszemu wrażeniu, nie skreślam Grocholi i być może kiedyś jeszcze sięgnę po jakąś jej powieść :)
  
"Anielscy obrońcy" Mary Stanton
  
"Każdy skazany ma prawo do jednego życzenia. Nawet ci, których osądził Sąd Boży. Może to być jeden telefon. Co się stanie, jeśli to ty go odbierzesz?
Brianna przyjeżdża do Savannah, by rozpocząć własną praktykę adwokacką. Od początku wszystkimi jej działaniami w mieście wydają się kierować nieznane siły; prześladowana przerażającym snem, wynajmuje opuszczony budynek na cmentarzu i zatrudnia ekscentrycznych asystentów. Pierwszym jej klientem jest pozbawiony skrupułów biznesmen Skinner, który dzwoni do niej w trzy godziny po swojej śmierci. Brianna podejmuje się jego obrony przez Ostatecznym Trybunałem; nie wie jednak, że nie tylko ona została wyznaczona do pracy nad tą sprawą. Niebo wysłało już na Ziemię swoich przedstawicieli."
  
"Anielscy obrońcy" to dość specyficzna książka, łącząca motywy rodem z kryminału, z fantastyki, całość okraszająca aniołami, które tak lubię w literaturze :) Fabuła jest nieco pokręcona i niektóre motywy pozostają niejasne, ale czyta się bardzo przyjemnie. To taka powieść do przeczytania raz i do zapomnienia. Bardzo polubiłam właściwie wszystkich bohaterów, z Ronem, Petru i Gabem na czele, nie mam też żadnych "przyczepów" do języka czy stylu książki. Nie powala na kolana, ale dobrze się czytało :)
   
"Babyville" Jane Green
  
"Julia i Mark tkwią w pozbawionym miłości związku. Julii wydaje się, że pomogłoby im dziecko, ale może to jednak nie jest rozwiązanie problemów... Maeve z kolei unika odpowiedzialności - na widok wózka ucieka w popłochu. Jednonocna przygoda skutkuje niechcianą ciążą. Ale na ile ta ciąża naprawdę jest niechciana? Samantha jest zauroczona swoim dzieckiem, jednak jak jej mąż Chris poradzi sobie z faktem, że nagle żona jest nieosiągalna, poza tym czy obsesja Samanthy jest naprawdę zdrowa?"
  
"Babyville" to bardzo sympatyczna opowieść, składająca się z trzech historii trzech różnych kobiet, których losy w jakiś sposób się przeplatają. Najbardziej ujęła mnie historia Maeve, a najmniej Samanthy, która od początku strasznie mnie irytowała.
Powieść napisana jest w lekkim stylu, przyjemnym, prostym językiem, czytało się szybko i z przyjemnością, choć bywały też monotonne fragmenty. Zdarzyło mi się kilka razy uronić łezkę nad stronami książki, w końcu w powieści o dzieciach, ciąży i macierzyństwie nie może zabraknąć wzruszających scen.
Nie jest to może arcydzieło literatury, ale naprawdę przyjemna książka, którą warto przeczytać, gdy jest się na etapie zainteresowania taką tematyką ;)
  
"Kobieta na krańcu świata 2" Martyna Wojciechowska
  
"Po ogromnym sukcesie pierwszej serii filmów dokumentalnych i książki Kobieta na krańcu świata, Martyna Wojciechowska ponownie wyruszyła w podróż, by poznać życie kobiet z odległych zakątków globu. Bohaterkami książki będą kobiety w różnym wieku, żyjące w odmiennych kulturach, wyznające różne religie; kobiety o różnym kolorze skóry i wykształceniu. Martyna poznała ich codzienne życie, dzieliła z nimi radości i smutki. W książce opowie o ich zwyczajach, pasjach oraz marzeniach. Tym razem dziennikarka odwiedziła m.in. Tanzanię, Etiopię, RPA, Birmę oraz Japonię."
  
Uwielbiam Martynę, to nie ulega wątpliwości. Uwielbiam jej reportaże i jej książki, jest dla mnie numerem 1 spośród polskich podróżników.
Tę książkę czytałam dość długo - dawkowałam sobie. Po przeczytaniu każdego rozdziału, oglądałam odpowiadający mu odcinek programu, zauważyłam więc, że często w filmie są pomijane niektóre informacje z książki - i odwrotnie, dobrze więc skorzystać z obu źródeł. Poza tym mam wrażenie, że tym razem Martyna mniej skupiła się na samej kobiecie, a bardziej ogólnie na sytuacji, obejmującej kobiety. Niektóre rozdziały nie mają nawet głównej bohaterki, choć nie mówię, że to źle.
Martyna potrafi zainteresować, rozbawić, wzruszyć, zmusić do refleksji. Chyba w każdym rozdziale czy odcinku wybuchałam śmiechem i wzruszałam się, a jednocześnie zyskiwałam nowy zasób ciekawostek do serwowania znajomym na zasadzie "A wiedziałeś, że...?" :)
Zdecydowanie polecam wszystkim, sama na pewno będę do tej książki wracać.
    
Cóż, wpadłam znowu w wir czytania, więc takie posty mogą pojawiać się tu częściej. Jesteście zainteresowane czy może powiedzmy raz na miesiąc Wam wystarczy? :>

55 komentarzy:

  1. Uwielbiam książki, więcej takich postów;-) 50 Twarzy Greya wczoraj skończyłam, podzielam Twoją opinię, lektura trochę trąci Harlequinem, ale w sumie szybko i przyjemnie się czyta no i czekam na kolejną częśc :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, typowych Harlequinów nie czytam, ale zdarza mi się sięgnąć po takie typowe tanie historyczne romansidło - one chyba są traktowane jako Harlequiny, nie? :> W każdym razie te romansidła bardzo lubię jako szybkie odmóżdżacze na wieczór, bo mamy tu odpowiednią dawkę cnych dziewic, nieokrzesanych mężczyzn, humoru i seksu :D Tymczasem w Greyu nic podobnego dla mnie nie ma ;) Tzn. są te elementy, ale w jeszcze bardziej prymitywnej postaci. Może to zbyt współczesne dla mnie po prostu :P

      Usuń
    2. Harlequina w ręku miałam ostatnio 100 lat temu, ale takie romanse chyba zawsze z takim Harlequinem mi się będą kojarzyc :-)

      Usuń
    3. Bo to pewnie są Harlequiny w pewnym sensie :P
      Ja po prostu wybieram takie bez tandetnych obrazków a'la XIXwieczna Moda na Sukces na okładkach, przyjemniej się czyta :P Mam trochę takich w PDFach jakbyś była zainteresowana :P

      Usuń
    4. Pewnie, że jestem :-) Tylko chwilowo mam kupę nowych książek do przeczytania no i zaraz 7 listopad i w księgarniach drugi tom Greya ;) Ale dziękuję za ofertę i na bank skorzystam :-)

      Usuń
    5. To jakby co, odezwij się na maila ;)

      Usuń
  2. Czytałam kiedyś coś innego Jane Green, chyba nawet o podobnej tematyce. Czasem lubię poczytać coś lekkiego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać, ja czytam głównie lekką literaturę ;)

      Usuń
  3. 50 twarzy Greya polecila mi kolezanka, zamowilam i dzis kurier mi ja przyniosl, sadze ze w ciagu tygodnia ja przeczytam... otworzylam na pierwszej lepszej stronie i pikantna scena byla calkiem dobrze opisana :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale Ty dużo czytasz! ;) :P
    "Pięćdziesiąt Twarzy Grey'a" bym przeczytała z czystej ciekawości, bo dużo się o tej książce słyszy. Za to pierwszy raz spoktałam się z "Babyville" i też mam ochotę to przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego sięgnęłam po Greya - tyle osób o nim gada, że wypada sobie samemu wyrobić opinię ;)

      Usuń
    2. Z tego samego powodu też mam ochotę przeczytać... Ale z drugiej strony nie podoba mi się ten słaby język...

      Usuń
    3. Może więc spróbuj w oryginale? Podobno mniej razi.

      Usuń
  5. czekam w kolejce w bibliotece na '50 twarzy Greya', tylko po Twojej recenzji zastanawiam się czy naprawdę warto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem tak - warto przeczytać, żeby móc wyrobić sobie własną opinię. O tej książce jest teraz tak głośno, że nie da się chyba o niej nie słuchać od koleżanek itd, a dobrze wiedzieć, o czym mówią ;)

      Usuń
    2. właśnie dwie koleżanki mi ją poleciły, ale nie wiem czemu jakoś obawiam się, ze się zawiodę. mam nadzieję, że to złudne wrażenie. :)

      Usuń
    3. Czyta się szybko, więc dużo czasu na to nie zmarnujesz :P

      Usuń
    4. kurcze, i to właśnie jest smutne :( że jest o takim barachle, które jakieś beztalencie napisało na kolanie, głośno. mało to książek powstało, w których mnóstwo jest opisów erotycznych? wystarczy sięgnąć po pierwszego z brzegu mastertona... napędzamy literacką (choć w tym przypadku słowo literacka nijak pasuje) koniunkturę, a przecież tyle wartościowszych tomiszczy, utalentowanych pisarzy nigdy nie osiągnie takiego sukcesu... echhhh

      Usuń
    5. Dokładnie! Wchodzisz do byle jakiej księgarni i nigdzie nie widzisz książek choćby tegorocznego Noblisty, Mo Yana, a zewsząd świeci z półek Grey :/

      Usuń
    6. Kochana, w zeszłym roku, gdy Transtroemer zdobył Nobla, poszłam do biblioteki zapytać, czy coś jego mają albo czy w ogóle planują mieć - bibliotekarka nie wiedziała o kim mówię. To dopiero szokujące. Jak poprosiłam ostatnio o polecenie jakiejś gotyckiej powieści przygodowej, to mi Pani dała Trudi Canavan bo cyt.: "to często wypożyczają"... WTF?!

      Usuń
    7. O mamo, to jest już trochę przerażające... Mnie bibliotekarka też co chwila próbuje podsunąć jakieś zupełnie "nie moje" książki, ale chociaż się zna, jest na bieżąco i zawsze zastaję ją z nosem w książce...

      Usuń
  6. Kocham czytać i sama planowałam tego typu postu na swoim blogu. :) Tak więc: jestem zainteresowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to lecę czytać, żeby mieć o czym pisać :P

      Usuń
  7. Muszę sięgnąć po te 50 twarzy Grey'a:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak przeczytasz, daj znać, co o tym sądzisz ;)

      Usuń
  8. Jestem w trakcie czytania 50 twarzy Greya i muszę się z Tobą zgodzić - styl jest rażący. Ale książkę czyta się szybko i w miarę przyjemnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak skończysz, daj znać o ogólnym wrażeniu ;)

      Usuń
    2. Skończyłam czytać więc zdaję relację :D

      Tak jak to trafnie ujęłaś - styl tej książki do najlepszych nie należy i wyrażenia typu "Święty Barnabo" albo "o kuźwa" miejscami są wkurzające, ale opisy scen erotycznych (a raczej pornograficznych) mi się podobają.
      Książkę czyta się szybko, lekko i ze względu na jej charakter - przyjemnie :)

      Zamówiłam sobie w empik.com drugi tom tej książki (Ciemniejsza strona Greya) w przedsprzedaży - premiera ma być 9.11 i czekam na niego ;)

      Usuń
    3. Oho, ciekawa jestem drugiego tomu ;)

      Usuń
  9. Żadnej z nich nie znam, ale na pewno poszukam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja Kocham romanse historyczne,także muszę znowu do nich wrócić:)
    Musze też przeczytać Kobiete na krańcu świata bo odcinki tego programu mnie wciągneły,zobaczymy co będzie z książką:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam najpierw przeczytać rozdział, a potem obejrzeć odpowiadający mu odcinek, czasem zupełnie inne fakty z tego samego reportażu są przedstawiane :)

      Usuń
  11. Martyna fajna, Grocholi nie lubię - czytałam coś jej, jakoś mi nie podchodzi. Inne chętnie bym przeczytała :)

    PS. Wiem, że to niekosmetyczny post, ale przyjrzyj się peelingowi solno-olejowemu Crazy Fruits firmy emi cosmetics, ja mam liczi mango - coś wspaniałego ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No też zdecydowanie do fanek Grocholi nie należę - i ogólnie fanek polskiej literatury kobiecej, bleee. :P

      Usuń
  12. Ja właśnie czekam na "Pięćdziesiąt twarzy Grey'a", ale jestem dopiero 7 w kolejce :P Właśnie słyszałam na temat tej książki opinie, że albo bardzo się komuś podoba, ale ludzie po jej przeczytaniu są zgorszeni :D Dlatego się nią zainteresowałam i teraz pozostaje mi czekać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgorszeni czym?
      Mnie sceny erotyczne absolutnie nie przeszkadzały, w przeciwieństwie do stylu i języka...

      Usuń
  13. o Greyu się nasłuchałam tyle niepochlebnych opinii, że na pewno po nią nie sięgnę. i nie chodzi tu o "gorszące" sceny - przeczytałam 120 dni sodomy, nic nie jest mi straszne ;) nasłuchałam się za to o stylu, o warsztacie, a że przez zmierzch ze względu na warstwę techniczną nie byłam w stanie przebrnąć, to i pewnie przez to mi się nie uda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie, dla mnie te "gorszące sceny" to jeden z nielicznych plusów, tylko cała reszta dość dołuje :P

      Usuń
  14. ja polecam ci książkę "Służące". Właśnie ją kończę i jest to naprawdę cudowna powieść (a widziałam na twoim profilu na lubimyczytac.pl że też chciałabyś ją przeczytać).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym, tylko na razie nie mam skąd jej zdobyć :D Ale pamiętam i mam na uwadze :)

      Usuń
  15. Ja też lubię lekkie książki, w końcu czytam dla rozrywki ^^
    A do do 50 shades - pornos i tyle, nie rozumiem po co się nad tym niektórzy dłużej zastanawiają :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To że pornos to jeszcze nie jest złe, bo lubię książki z dużą porcją erotyzmu. Tylko oprawa tego "pornosa" to już gorsza sprawa ;)

      Usuń
    2. No bo to pornos typu redtube, a nie wysoka kultura :D

      Usuń
    3. No, można to tak ująć ;)

      Usuń
  16. "Pięćdziesiąt twarzy Grey'a" zamówiłam przedwczoraj na empik.com, łapiąc się na promocję 20% taniej. ;) A czytałaś może trylogię Śpiącej Królewny Anne Rice?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, zaintrygowałaś mnie! O Anne Rice słyszałam tylko w kontekście Kronik Wampirów :>

      Usuń
  17. Ja również uwielbiam Martynę Wojciechowską. Jej "Etiopię" przeczytałam dwa razy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też muszę się za nią zabrać :) Dotąd czytałam tylko Zapiski Podróżne i Kobietę na Krańcu Świata.

      Usuń
  18. Greya czytałam w oryginale- tak bardzo nie drażnią te powtórzenia, czy "wewnętrzne boginie" ;)
    Lekkie łatwe i przyjemne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, akurat motyw "wewnętrznej bogini" był spoko, śmieszne te wstawki :P

      Usuń
  19. Jeśli chodzi o "50 twarzy..." to książkę przeczytałam z ciekawości, bo "wszyscy o niej mówią"... kupiłam w promocjo bodajże za 20 zł. Fakt książka przeciętna... Ale kolejne tomy są o niebo gorsze.... Drugi tom kupiłam z ciekawości oraz z faktu że nie miałam pod ręką innej książki do poczytania... Jakoś przez nią przebrnęłam...Trzeci tom to totalna porażka, pisany na siłę... Ja bym streszczenie zawarła w kilku zdaniach.. Nudna, nieciekawa...

    OdpowiedzUsuń

Z góry dziękuję za wszelkie Wasze komentarze :)
Zawsze wszystkie czytam i staram się na nie odpowiedzieć, bo Wasza opinia jest dla mnie naprawdę ważna.
Proszę jednak o darowanie sobie komentarzy typu "Obserwuje i liczę na to samo" albo "Super, zapraszam do mnie" - takie "spamy" będę usuwać.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...